Biznes Ludzie Pieniądze

Protesty w Kopenhadze. Dość demagogii, czas na działanie

Konrad Niklewicz
2009-12-14 , aktualizacja: 14.12.2009 09:40
A A A Drukuj
?Dość bla, bla, bla!? - krzyczało 40 tys. osób w Kopenhadze. I wzywało rządy, by dogadały się w sprawie walki z ociepleniem. Ale na szczycie państwa kłócą się o pieniądze, biedni z bogatymi
Demonstracja w Kopenhadze:
Fot. Anja Niedringhaus AP
Demonstracja w Kopenhadze: "Zmienić polityków, nie klimat"
- Teraz albo nigdy. Nie możemy już mówić, że "mamy jeszcze czas". W Afryce wysychają rzeki - powiedziała agencji AFP Angélique Kidjo, piosenkarka z Beninu. W sobotę brała udział w wielkiej demonstracji, która przeszła ulicami Kopenhagi. Policja szacuje tłum na 40 tys. osób, organizacje pozarządowe - na 100 tys. - Dość bla, bla, bla! Czas na działanie! - wołali uczestnicy w okolicy centrum konferencyjnego Bella Center.

Po drodze ubrani na czarno zamaskowani chuligani zaczęli wybijać szyby w zabytkowej dawnej siedzibie kopenhaskiej giełdy i gmachu ministerstwa spraw zagranicznych. Na zadymiarzy ruszyła policja, poleciały kostki bruku, butelki i petardy. Zatrzymano blisko tysiąc osób, ale większość z nich wypuszczono po kilku godzinach.

W ostatni weekend w wielu miastach świata ludzie wyszli na ulice, by protestować przeciwko impasowi na klimatycznym szczycie.

W Kopenhadze politycy od tygodnia próbują się dogadać. Jest już nawet projekt porozumienia końcowego, ale zamiast konkretnych zobowiązań, dat i cyfr są tylko sugestie. Stwierdza się w nim np., że głównym celem państw świata powinno być zapobieżenie wzrostowi temperatury o więcej niż 1,5 st. C albo o 2 st. C. Różnica z pozoru niewielka, ale w praktyce oznacza miliardy ton CO2. I dziesiątki miliardów euro.

Obradujący dyplomaci podzielili się na dwa obozy. Jeden reprezentuje kraje najbogatsze - UE, USA, Japonię i Australię - drugi - kraje ubogie pod nieformalnym przywództwem Indii i Chin.

Państwa rozwijające się chcą, by w dokumencie końcowym był zapis, że będą musiały redukować emisję gazów cieplarnianych tylko wtedy, jeśli otrzymają pomoc finansową od krajów bogatych. Zresztą nawet pod tym warunkiem proponowane przez biednych redukcje emisji byłyby skromne. Indie, piąte państwo świata pod względem emisji CO2, ponownie ogłosiły, że gotowe są ograniczyć energochłonność swojego przemysłu jedynie o 20-25 proc. I ani trochę więcej. - Interes narodowy jest ważniejszy- bez ogródek przyznał minister ochrony środowiska Indii Jairam Ramesh cytowany przez agencję AP.

W piątek UE zadeklarowała pomoc krajom biednym w celu ograniczenia emisji CO2wwysokości 7,2 mld euro w latach 2010-12.

- Kraje bogate zdają sobie sprawę, że muszą dokonać największych ograniczeń w emisjach. I są gotowe przekazać pomoc finansową, ale państwa rozwijające się też muszą podjąć zobowiązania, z których się wywiążą - denerwował się Andreas Carlgren, szwedzki minister środowiska.

- Są postępy w dyskusji -zapewniała duńska minister ds. klimatycznych Connie Hedegaard. - Jestem ostrożnym optymistą -wtórował jej sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon, który w niedzielę przyleciał do Kopenhagi.

Jednak szanse na szybki kompromis wydają się małe. Wszyscy czekają na 16-18 grudnia, gdy do Kopenhagi zaczną zjeżdżać szefowie państw i rządów, w sumie ponad setka. Bo chyba już tylko oni będą w stanie przełamać impas. Obecność zapowiedzieli prezydent USA Barack Obama, premier Chin Wen Jiabao, premier Indii Manmohan Singh, prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva, premier Japonii Yukio Hatoyama oraz prawie wszyscy przywódcy państw UE, z premierem Donaldem Tuskiem włącznie.

Nie czekając na wynik rozmów, grupa amerykańskich aktywistów zaczęła realizację symbolicznego planu "B" dla świata. Na wypadek klęski szczytu w samym centrum Waszyngtonu zaczęto budować arkę Noego.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy