Waldek ma 26 lat, Adam - 23. Pierwszą firmę - Nigdy Więcej Graffiti - założyli prawie trzy lata temu. Na początku w Akademickim Inkubatorze Przedsiębiorczości. Waldek Gregorczyk studiował fizykę, jego kuzyn Adam Hłond - logistykę. Nie marzyli o wielkich pieniądzach, utrzymywali ich jeszcze rodzice. Mieli jednak pomysł na biznes i postanowili spróbować.
Założyli pierwszą w Bydgoszczy firmą profesjonalnie likwidującą bohomazy na miejskich murach.
Pierwsze zlecenie dostali już po tygodniu - toruński ratusz zamówił oczyszczanie miasta z graffiti przed koncertem papieskim. Kilka dni później spłynęło pierwsze zlecenie spoza regionu. Właściciel sklepu muzycznego w Poznaniu poprosił chłopaków o zabezpieczenie elewacji. Ofertę znalazł w internecie.
Biznesmeni dostają zlecenia od urzędów, szkół, przychodni. Mogą pochwalić się usuwaniem graffiti z zabytków, np. z toruńskich murów obronnych, czy swastyk z cmentarza żydowskiego w Częstochowie.
Czyścili też mury m.in. w Gdańsku, we Wrocławiu, w Poznaniu czy Krakowie.
Firma z misją
Skąd pomysł na tak nietypowy biznes? Adam: - Zauważyliśmy, że bohomazów na murach nie brakuje Zdecydowaliśmy, że coś trzeba z tym zrobić. A przy okazji można na tym zarobić.
Na początek zainwestowali ponad 7 tys. euro w materiały i sprzęt. Pieniądze pożyczyli od rodziny. Dług już dawno spłacili.
Hłond i Gregorczyk nie kryją, że zakładając firmę, wzorowali się na podobnych działających w innych województwach.
- Naszym guru była Masters Service z Bielska-Białej - mówi Hłond. - Firma działała wówczas od sześciu lat, a miała już zlecenia z zagranicy.
Dziś kuzyni mówią, że mają zarazem firmę i misję: - Chcielibyśmy kompletnie wyeliminować zjawisko graffiti. Jak? Po prostu zniechęcić sprawców.
Usuwają na zawsze
Czym firma kusi klientów?
- Skutecznością. My usuwamy graffiti, a nie zamalowujemy - mówi Adam. - Nasi klienci nie ryzykują, że bazgroły wykonane sprayem za kilka dni znów wyłonią się spod farby. Po usunięciu graffiti dodatkowo zabezpieczamy elewację. Mury pokrywamy specjalną substancją. Jeśli na niej znów pojawi się graffiti, można je bardzo łatwo zmyć gorącą wodą.
Jak to działa? Zabezpieczenie izoluje materiał od wpływu czynników powodujących ich naturalne niszczenie, jak wilgoć, mchy. Tak samo działa na zabrudzenia i spray. Substancje nie wiążą się ze strukturą chronionej powierzchni, lecz utrzymują się na wierzchniej warstwie. I dzięki temu można je w prosty sposób usunąć.
Adam i Waldek dają właścicielom budynków gwarancję na siedem lat. - Doświadczenie producenta tego systemu wskazuje, że preparaty zachowują swoje właściwości nawet do kilkunastu lat - mówi Waldek.
Wykonanie bezbarwnej powłoki ochronnej zabezpieczającej przed graffiti kosztuje w NWG od 25 do 35 zł za metr kwadratowy. Usuwanie graffiti - od 60 do 100 zł.
Nie tylko graffiti
Kuzyni postawili nie tylko na usuwanie graffiti. Już dwa lata temu zaoferowali także: mycie floty samochodów, elewacji i okien, hal fabrycznych i stadionów.
- Ciągle szukaliśmy nowinek - mówi Gregorczyk. - Nawiązywaliśmy kontakty i pytaliśmy konkurencję wprost: jak to się robi? Później sprawdzaliśmy chłonność rynku. Wysyłaliśmy e-maile do lokalnych firm, sondując, czy taka oferta by je zainteresowała. Jeśli był popyt - wprowadzaliśmy ją.
W 2009 r. NWG wyszła z inkubatora. I zaczęła borykać się z problemami. - Rynek się skurczył - mówi Waldek. - W dobie kryzysu dla wielu instytucji usuwanie graffiti okazało się dobrem luksusowym, z którego najłatwiej zrezygnować, by zaoszczędzić.
Kuzyni uznali, że jeden profil działalności to za mało. Miesiąc temu otworzyli następną działalność - Cleaning Group.
Myją okna na wysokościach. Stosują nowoczesną technologię Puraqleen wykorzystującą wodę zdemineralizowaną. Kupili specjalistyczną maszynę do mycia (kosztuje ok. 6,5 tys. euro). Dzięki niej działają innowacyjnie, bez technik alpinistycznych.
- Mycie okien do wysokości 20 metrów odbywa się z ziemi. Praca jest bezpieczna i tańsza niż wykonywana w standardowy sposób - mówi Waldek.
Kuzyni czyszczą szyby wystawowe, fasady szklane, ekrany dźwiękoszczelne, wiaty.
Chcą rozszerzyć swoje zawodowe zainteresowania o jeszcze kilka rodzajów działalności. Wszystkie z jednej branży - kompleksowego dbania o czystość murów i elewacji w mieście.
Ile trzeba zainwestować?
Najtańsza maszyna do mycia ciśnieniowego, którą można wykorzystać do usuwania graffiti, kosztuje ok. 30 tys. zł. Trzeba mieć samochód dostawczy, by móc ją przewozić. Środki chemiczne do zabezpieczanie elewacji kosztują od 60 do 100 zł za litr.
Jak się promować?
Najskuteczniej - wysyłając ofertę bezpośrednio do firm. NWG miało to szczęście, że z powodu innowacyjności media interesowały się nią od początku. Lokalna prasa, pisząc o nich, reklamowała jednocześnie ich usługi. Za darmo.
Jak na tym zarobić?
Wykonanie bezbarwnej powłoki ochronnej zabezpieczającej przed graffiti kosztuje w NWG od 25 do 35 zł za metr kwadratowy. Usuwanie graffiti - od 60 do 100 zł. Połowa z tych kwot to zysk firmy.