Biznes Ludzie Pieniądze

Związkowcy chcą podwyżek płac, pracodawcy łapią się za głowę

Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski, Marcin Sztandera
2010-01-20 , aktualizacja: 20.01.2010 22:23
A A A Drukuj
Związkowcy protestujący przed Kancelarią Premiera, 15.12.2009 Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Związkowcy protestujący przed Kancelarią Premiera, 15.12.2009
- Czujemy się wykorzystani - mówią związkowcy. - Prezesi firm straszyli nas przez ostatni rok, że jest kryzys, trzeba oszczędzać, ciąć zatrudnienie. Godziliśmy się, by zachować pracę. Ale firmy mają zyski. Koniec wyrzeczeń!
Kielecki SHL na początku 2009 r. zwolnił 100 z430 zatrudnionych. Zakładowa "Solidarność" zgodziła się na cięcia, bo popyt na części do maszyn budowlanych, które firma produkuje, mocno spadł.

- Byliśmy bardzo elastyczni, bo wiedzieliśmy, że firma może mieć kłopoty. Zakład zakończył rok na plusie! Pracy jest więcej. Chcemy podwyżek -mówi Grzegorz Pietrzykowski, szef zakładowej "S".

Zakład nie chce ich dać. - Bo inne firmy też nie dają. Ale co to za tłumaczenie? - mówi Pietrzykowski.

Związkowcy wciągu najbliższych dni zdecydują, czy wejść w spór zbiorowy z zarządem. Nie są jedyni.

Wczoraj związkowcy z tyskiej fabryki Fiata (zatrudnia ponad 6 tys. osób) zorganizowali masówkę. Jutro pikieta. Domagają się 650zł podwyżki. -W ubiegłym roku pracowaliśmy na trzy zmiany. Zrobiliśmy rekordową liczbę aut - 605 tys. Nie było żadnej podwyżki. Mamy dość - tłumaczą.

Zarząd Fiata godzi się na 100 zł.

Wyższych płac chcą górnicy z Kompanii Węglowej - 65 tys. ludzi w 16 kopalniach. - Inflacja rośnie, coś się nam należy -mówi Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce.

Więcej chcą też miedziowcy z KGHM (18,5 tys. załogi). Średnia pensja wynosi tu ponad 8 tys. zł. -Chcemy po 300 zł. Jeżeli zarząd powie nie, będzie spór zbiorowy - mówi Józef Czyczerski, szef "Solidarności".

Związkowcy tłumaczą, że przez ostatni rok godzili się na cięcia etatów i obniżki pensji. W obawie przed kryzysem. Podpisali z pracodawcami i rządem bezprecedensowy pakiet antykryzysowy, zrzekając się części uprawnień z kodeksu pracy, m.in. rezygnując z zapłaty za nadgodziny.

- Byliśmy zaskoczeni odpowiedzialną postawą związków - przyznaje ekonomista Wiktor Wojciechowski z Fundacji Obywatelskiego Rozwoju.

Pracę w ubiegłym roku straciło ponad 419 tys. osób - najwięcej od 2001 r. Związki zachowywały się powściągliwie - protesty były nieliczne.

Teraz związkowcy zgodnie mówią: -Czas wyrzeczeń minął. Rząd się chwali, że Polska jest jedynym krajem w Europie, który ma wzrost gospodarczy. Podzielmy się nim z pracownikami.

- Pod płaszczykiem kryzysu ograniczane są prawa pracownicze, wynagrodzenia -mówi Jan Guz, szef OPZZ. - A tak naprawdę wiele zakładów kryzys ominął. Firmy były w dobrej sytuacji, a podwyżek nie dawały.

Szef NSZZ "Solidarność" Janusz Śniadek: -Podwyżki opłacą się całej gospodarce. Metodą walki z kryzysem powinno być stymulowanie popytu. Ludzie, gdy będą mieli więcej pieniędzy, będą robić zakupy. A im więcej zakupów, tym szybszy rozwój.

Pracodawcy, słysząc te argumenty, łapią się za głowę.

- To niedorzeczne. Możemy dać ludziom i 100 proc. podwyżki. Tyle tylko, że wtedy i ceny towarów będą dużo wyższe. Polska nie będzie konkurencyjna, eksport nam siądzie, a pracownicy obudzą się z ręką w nocniku -mówi Mordasewicz reprezentujący w Komisji Trójstronnej pracodawców z PKPP Lewiatan. - Dla firm obecnie najważniejsze jest utrzymanie płynności finansowej. Wypłaty podwyżek mogą nią zachwiać - dodaje.

Wojciechowski z FOR ostrzega, że wiele firm działa na granicy opłacalności. -Żeby utrzymać produkcję i nie zwalniać ludzi, musiały znacznie obniżyć swoje marże. Wypłata podwyżek będzie miała jeden skutek: firmy nie będą miały z czego inwestować w rozwój, wzrośnie bezrobocie. Tego chcą związkowcy? 20 proc. bezrobocia jak w Hiszpanii? -pyta Wojciechowski.

- Nie chcemy zniszczyć przedsiębiorstw. Nie zgadzam się z takim zarzutem - odpowiada Guz. -Robimy szkolenia związkowców, wyjaśniając, do jakiego poziomu można wycisnąć coś z zakładu, by go nie zadusić.

"Solidarność" i OPZZ zgodnie zapowiadają, że jeszcze w tym miesiącu chcą wrócić do rozmów z rządem o podniesieniu płacy minimalnej. -Przy podpisaniu aktu antykryzysowego premier obiecał nam, że do końca 2009 r. pokaże, jak podnosić najniższe wynagrodzenia. I co? Nic - mówi Śniadek.

Płaca minimalna to 1317 zł, czyli 42 proc. średniej krajowej. Związkowcy domagają się podniesienia jej do połowy średniej.

Wczoraj nikt z rządu nie chciał skomentować postulatów związkowców.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    53 głosy