Kielecki SHL na początku 2009 r. zwolnił 100 z430 zatrudnionych. Zakładowa "Solidarność" zgodziła się na cięcia, bo popyt na części do maszyn budowlanych, które firma produkuje, mocno spadł.
- Byliśmy bardzo elastyczni, bo wiedzieliśmy, że firma może mieć kłopoty. Zakład zakończył rok na plusie! Pracy jest więcej. Chcemy podwyżek -mówi Grzegorz Pietrzykowski, szef zakładowej "S".
Zakład nie chce ich dać. - Bo inne firmy też nie dają. Ale co to za tłumaczenie? - mówi Pietrzykowski.
Związkowcy wciągu najbliższych dni zdecydują, czy wejść w spór zbiorowy z zarządem. Nie są jedyni.
Wczoraj związkowcy z tyskiej fabryki Fiata (zatrudnia ponad 6 tys. osób) zorganizowali masówkę. Jutro pikieta. Domagają się 650zł podwyżki. -W ubiegłym roku pracowaliśmy na trzy zmiany. Zrobiliśmy rekordową liczbę aut - 605 tys. Nie było żadnej podwyżki. Mamy dość - tłumaczą.
Zarząd Fiata godzi się na 100 zł.
Wyższych płac chcą górnicy z Kompanii Węglowej - 65 tys. ludzi w 16 kopalniach. - Inflacja rośnie, coś się nam należy -mówi Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce.
Więcej chcą też miedziowcy z KGHM (18,5 tys. załogi). Średnia pensja wynosi tu ponad 8 tys. zł. -Chcemy po 300 zł. Jeżeli zarząd powie nie, będzie spór zbiorowy - mówi Józef Czyczerski, szef "Solidarności".
Związkowcy tłumaczą, że przez ostatni rok godzili się na cięcia etatów i obniżki pensji. W obawie przed kryzysem. Podpisali z pracodawcami i rządem bezprecedensowy pakiet antykryzysowy, zrzekając się części uprawnień z kodeksu pracy, m.in. rezygnując z zapłaty za nadgodziny.
- Byliśmy zaskoczeni odpowiedzialną postawą związków - przyznaje ekonomista Wiktor Wojciechowski z Fundacji Obywatelskiego Rozwoju.
Pracę w ubiegłym roku straciło ponad 419 tys. osób - najwięcej od 2001 r. Związki zachowywały się powściągliwie - protesty były nieliczne.
Teraz związkowcy zgodnie mówią: -Czas wyrzeczeń minął. Rząd się chwali, że Polska jest jedynym krajem w Europie, który ma wzrost gospodarczy. Podzielmy się nim z pracownikami.
- Pod płaszczykiem kryzysu ograniczane są prawa pracownicze, wynagrodzenia -mówi Jan Guz, szef OPZZ. - A tak naprawdę wiele zakładów kryzys ominął. Firmy były w dobrej sytuacji, a podwyżek nie dawały.
Szef NSZZ "Solidarność" Janusz Śniadek: -Podwyżki opłacą się całej gospodarce. Metodą walki z kryzysem powinno być stymulowanie popytu. Ludzie, gdy będą mieli więcej pieniędzy, będą robić zakupy. A im więcej zakupów, tym szybszy rozwój.
Pracodawcy, słysząc te argumenty, łapią się za głowę.
- To niedorzeczne. Możemy dać ludziom i 100 proc. podwyżki. Tyle tylko, że wtedy i ceny towarów będą dużo wyższe. Polska nie będzie konkurencyjna, eksport nam siądzie, a pracownicy obudzą się z ręką w nocniku -mówi Mordasewicz reprezentujący w Komisji Trójstronnej pracodawców z PKPP Lewiatan. - Dla firm obecnie najważniejsze jest utrzymanie płynności finansowej. Wypłaty podwyżek mogą nią zachwiać - dodaje.
Wojciechowski z FOR ostrzega, że wiele firm działa na granicy opłacalności. -Żeby utrzymać produkcję i nie zwalniać ludzi, musiały znacznie obniżyć swoje marże. Wypłata podwyżek będzie miała jeden skutek: firmy nie będą miały z czego inwestować w rozwój, wzrośnie bezrobocie. Tego chcą związkowcy? 20 proc. bezrobocia jak w Hiszpanii? -pyta Wojciechowski.
- Nie chcemy zniszczyć przedsiębiorstw. Nie zgadzam się z takim zarzutem - odpowiada Guz. -Robimy szkolenia związkowców, wyjaśniając, do jakiego poziomu można wycisnąć coś z zakładu, by go nie zadusić.
"Solidarność" i OPZZ zgodnie zapowiadają, że jeszcze w tym miesiącu chcą wrócić do rozmów z rządem o podniesieniu płacy minimalnej. -Przy podpisaniu aktu antykryzysowego premier obiecał nam, że do końca 2009 r. pokaże, jak podnosić najniższe wynagrodzenia. I co? Nic - mówi Śniadek.
Płaca minimalna to 1317 zł, czyli 42 proc. średniej krajowej. Związkowcy domagają się podniesienia jej do połowy średniej.
Wczoraj nikt z rządu nie chciał skomentować postulatów związkowców.