Biznes Ludzie Pieniądze

Unia Europejska wzięła się za gazowe monopole

Andrzej Kublik
2010-05-07 , aktualizacja: 07.05.2010 20:46
A A A Drukuj
Komisja Europejska przełamała monopol niemieckiego gazowego giganta E.ON. Czy wicepremier Waldemar Pawlak będzie miał więcej szczęścia w starciu z Brukselą o utrzymanie monopolu Gazpromu na tranzyt przez Polskę?


Komisja Europejska odniosła kolejny sukces w batalii o liberalizację rynku gazowego UE. We wtorek E.ON - największy niemiecki koncern energetyczny - zawarł z UE ugodę w sprawie dopuszczenia konkurencji do swoich gazociągów. Od października E.ON udostępni rywalom 15 proc. mocy na wejściu do swojej sieci, którą sprowadza gaz z Holandii, Norwegii i Rosji. Za pięć lat w tych gazociągach E.ON będzie rezerwować na własne potrzeby tylko połowę mocy przesyłowych.

W zamian za te ustępstwa Bruksela zakończy śledztwo w sprawie blokowania przez E.ON dostępu konkurentom do gazociągów, rezerwując ich moce z góry na 10-15 lat. Za takie łamanie przepisów gazowych i zasad swobodnej konkurencji UE, koncernowi groziła kara do 10 proc. rocznych obrotów - czyli nawet kilka miliardów euro.

- Wypracowaliśmy porozumienie, które da konkurentom E.ON dostęp do sieci i pozwoli im wejść na rynek - powiedział komisarz UE ds. konkurencji Joaquin Almunia.

Zajmująca poprzednio to stanowisko Neelie Kroes zakończyła swoją kadencję, przełamując monopol koncernu GDF Suez na francuskim rynku. W grudniu GDF Suez odstąpił rywalom prawo do importu ok. 8 mld m sześc. gazu rocznie za pośrednictwem swoich gazoportów i rur. Dodatkowo GDF zobowiązał się, że do 2014 r. zmniejszy z 66 do 50 proc. rezerwację w połączeniach, którymi importuje się gaz do Francji. GDF zgodził się na takie dopuszczenie rywali na rodzimy rynek, by zakończyć ciągnące się przez trzy lata postępowanie. Bruksela podejrzewała, że koncern blokuje konkurencję, rezerwując nawet na 20 lat z góry moce w połączeniach do importu gazu. I w tym przypadku kara mogłaby sięgnąć kilku miliardów euro.

Teraz pod lupę Bruksela wzięła nowe porozumienie gazowe Polski z Rosją o zasadach działania polsko-rosyjskiej spółki EuRoPol Gaz, do której należy gazociąg tranzytowy do Niemiec. Rządy Polski i Rosji negocjowały porozumienie ponad rok na żądanie Gazpromu, który od spełnienia tego politycznego ultimatum uzależnił dodatkowe dostawy gazu. A Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo chciało sprowadzić więcej surowca z Rosji, bo z kontraktu na import gazu nie wywiązała się szwajcarska spółka RosUkrEnergo. Połowę akcji tej spółki ma Gazprom.

Nowa rządowa umowa przewiduje, że PGNiG zwiększy kontrakt na import gazu z Rosji o blisko 20 proc. w stosunku do dotychczasowych ustaleń i będzie kupować surowiec od Gazpromu do 2037 r., czyli 15 lat dłużej, niż dotąd przewidywano. W tej kwestii nie słychać zastrzeżeń KE, choć państwa UE nie podpisują kontraktów na import gazu, a zostawiając to firmom.

Umowa przewiduje też, że Gazprom do 2045 r. zarezerwuje na własne potrzeby gazociąg tranzytowy przez Polskę. A to pachnie naruszeniem europejskiego prawa o swobodnym dostępie do gazociągów, o co Bruksela spierała się z E.ON i GDF.

Na zastrzeżenia KE zgłaszane w lutym w tej kwestii, wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak odpowiedział wymijająco, że nie widzi problemu, bo operatorem gazociągu tranzytowego zostanie państwowy Gaz-System. To zabrzmiało jak przerzucenie odpowiedzialności na cudze podwórko, bo nadzór nad Gaz-Systemem ma minister skarbu. I to resort skarbu ma odpowiadać za konsekwencje umowy przygotowanej przez resort gospodarki.

Na dodatek EuRoPol Gaz ma kalkulować opłaty za tranzyt w taki sposób, by na czysto firma zarabiała tylko 21 mln zł (mniej więcej 20 razy mniej niż w 2004 r.). Ustalenie z góry tak niskiego zysku oznacza w praktyce wprowadzenie ulgowych opłat dla Gazpromu za tranzyt gazu. I to może być uznane przez KE za naruszenie zasad równego traktowania firm gazowniczych, bo polskie prawo nie przewiduje kwotowego ograniczania ich zysku. Państwa i firmy w UE nie mogą między sobą ustalać wysokości opłat za transport gazu - przypominała w lutym KE naszemu rządowi. Pawlak odpowiadał na to znowu wymijająco, że nie dojdzie do naruszenia przepisów europejskich, bo taryfy EuRoPol Gazu będzie zatwierdzać Urząd Regulacji Energetyki.

Szkopuł w tym, że według umowy wynegocjowanej przez wicepremiera ta taryfa ma się zawsze kończyć ustalonym z góry zyskiem. A jeśli za kilka lat UE zmieni przepisy i nie uda się tak skalkulować zysku? Wtedy Gazprom będzie mógł się wycofać z umowy, a rządy Polski i Rosją będą musiały negocjować nową.

Takiego problemu nie stwarzała dotychczasowa umowa Polski i Rosji, w której zapisano, że taryfy EuRoPol Gazu będą obliczane "zgodnie z polskim prawem". Z nowej umowy ten zapis zniknął.

Nic dziwnego, że po wymijających odpowiedziach wicepremiera Pawlaka KE usztywniła się i pod koniec kwietnia potwierdziła, że nadal ma wątpliwości do umowy z Rosją. W poniedziałek w Brukseli spróbują je rozwiać urzędnicy Ministerstwa Gospodarki.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów