Biznes Ludzie Pieniądze

Sędzia, wybierając biegłego, nie może kierować się tylko ceną

Rozmawiali Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
2010-05-12 , aktualizacja: 13.05.2010 11:43
A A A Drukuj
Brak pieniędzy nie może wydłużać procesów przedsiębiorców czy postępowań przygotowawczych na lata. Sędzia, wybierając biegłego, nie może kierować się tylko ceną. Chcemy mieć sprawny system, z rzetelnymi opiniami ekspertów, czy prowizorkę? - pyta Artur Pietryka, prawnik w Programie Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
Artur Pietryka
Artur Pietryka
Przedsiębiorca, nie przestępca
Przedsiębiorca, nie przestępca

Czekamy na państwa listy: mojbiznes@agora.pl



Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński: Niekompetencja biegłych to utrapienie przedsiębiorców.

Artur Pietryka: Nierzadkie są sytuacje, gdy biegły przygotowuje opinię na podstawie krótkiego badania przeprowadzonego na korytarzu przed salą sądową. Byłem kiedyś świadkiem, jak w ciągu kilkunastu minut, na przerwie w procesie, pod salą rozpraw biegły psycholog wystawiał opinie świadkowi.

Sąd o tym wiedział?

- Jasne. Po to właśnie ogłosił przerwę. O potrzebie zmian środowisko prawników mówi już od pięciu lat. I nic. Biegłych mamy w kraju ok. 17-20 tys. osób.

Ale bywa tak, że niektórzy mają monopol w jakimś sądzie i tylko od nich żąda się ekspertyz w konkretnej dziedzinie - setek rocznie. Zapewnia to im stały dochód. A kompetencje? Ocenia je jedynie prezes sądu okręgowego. Nikt więcej. W rezultacie biegłego kompetentnego zastępuje biegły dyspozycyjny. Efekt jest taki, że na sali sądowej biegli mają problemy z wyjaśnieniem treści swojej opinii, a w ich wypowiedziach często są sprzeczności.

Łatwo jest zostać biegłym?

- Wystarczy znaleźć się na liście prowadzonej przez prezesa danego sądu okręgowego. Wpis na listę prowadzoną przez sąd jest tak naprawdę jedynym poświadczeniem kwalifikacji do wykonywania funkcji biegłego. Brakuje jakichkolwiek dodatkowych procedur weryfikacyjnych.

Świeżo upieczony absolwent zarządzania i marketingu może wydawać opinie w sprawach wartych kilkaset milionów złotych?

- Tak. Musi tylko znaleźć się na liście. W Helsińskiej Fundacji w minionym roku mieliśmy dyskusję czołowych polskich prawników praktyków i wszyscy uznali, że trzeba zrezygnować z prowadzenia list.

To skąd brać biegłych?

- Nasi goście podawali kilka rozwiązań. Pierwszy - powoływanie biegłych w drodze tzw. przetargów. Mówimy ogólnie, czego dotyczy zagadnienie, jakich operacji finansowych, z jakiego czasu, jakiej firmy i zainteresowane osoby, instytuty składają oferty. Każdy ma prawo przystąpić do przetargu. Sędzia ocenia, kto ma największe kompetencje. Żadna lista go nie ogranicza.

Drugi sposób to stworzenie centralnego rejestru biegłych. O wpisaniu do takiego rejestru będą decydować niezależne instytucje. Każda instytucja będzie wystawiać rekomendację o danym biegłym, w jej interesie leży, by był on kompetentny.

Do skomplikowanych spraw powołujemy kilku biegłych. Współczesna gospodarka rynkowa jest tak rozwinięta, że aby ją zrozumieć, nie wystarczy jeden człowiek. Nikt nie jest omnibusem.

Można też zastanowić się nad wprowadzeniem tzw. certyfikatów jakości dla instytucji rekomendujących biegłych, które musiałyby być co pewien czas odnawiane.

Zalecają to Sieci Europejskich Instytutów Ekspertyz Sądowych. Trzeba też wykorzystywać zagranicznych biegłych. W końcu jesteśmy w UE, dlaczego nie mielibyśmy korzystać z ich wiedzy.

Dziś nie można zlecać im ekspertyz?

- Można, tyle że sądy i prokuratorzy z usług zagranicznych instytucji badawczych i naukowych korzystają niezwykle rzadko. A przecież mogłoby to skrócić postępowanie przygotowawcze czy sam proces. W wielu sprawach trzeba miesiącami lub nawet latami czekać na opinię polskiego eksperta.

Takiemu z zagranicy pewnie trzeba by więcej zapłacić. Dochodzą do tego też koszty tłumaczenia.

- Brak pieniędzy w wymiarze sprawiedliwości nie może wydłużać procesów przedsiębiorców czy postępowań przygotowawczych na lata.

Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy chcemy mieć sprawny system, z rzetelnymi opiniami ekspertów, czy prowizorkę. Sędzia, wybierając biegłego, nie może kierować się tylko ceną. I wybierać takiego, któremu - jak ostatnio miałem okazję obserwować - za wykonanie kilkudniowej analizy można zapłacić 200 zł. Od tej sumy biegły musi jeszcze odprowadzić podatek VAT.

Co jeszcze jest do zmiany?

- Wadliwe praktyki przy sposobie zadawania pytań biegłym. Sędziowie i prokuratorzy zadają biegłym listę pytań, na które mają odpowiedzieć. I koniec. Nic więcej ich nie interesuje. Biegły więc odpowiada tylko na pytania. To powoduje, że w opinii często nie wiadomo, o co chodzi, bywają niepełne, a ich ułomności są łatwe do wykazania. Nie ma opisanego całego zdarzenia, nie znamy przyczyn, wszystkich konsekwencji.

Przecież nikt nie zakazuje biegłemu napisać o tym wszystkim w opinii.

- Ale po co on ma to robić? Sędzia mówi mu jasno - mnie interesuje tylko to i to, za resztę dziękuję. I dochodzi do przedłużania procesu.

Na sali sądowej strony mają bowiem własne pytania, aby ekspert mógł na nie odpowiedzieć, trzeba go ponownie wezwać. Pół biedy, jeżeli potrafi odpowiedzieć na wszystko z marszu, w sądzie. Jeżeli jednak powie: "Nie jestem przygotowany, muszę jeszcze raz zbadać sprawę", zamawia się kolejną opinię. I tak płyną kolejne miesiące.

Ostatnio byłem na rozprawie wydawałoby się banalnej - człowiek domagał się wymiany zepsutego samochodu na nowy. Biegły trzy lata temu przygotował opinię, był już dwukrotnie przesłuchiwany. Pełnomocnicy wypytywali go o szczegóły - sposób zamontowania silnika, reflektory.

Końca sprawy nie widać. Nasz postulat - przed zleceniem prac biegłemu wszystkie strony procesu powinny mieć możliwość zgłoszenia swoich uwag i wątpliwości.

Czy podobne zmiany, jak w przypadku biegłych, potrzebne są w prokuraturze? Co zrobić, aby śledztwa nie ciągnęły się sześć-siedem lat?

- W ramach Lepszego Wymiaru Sprawiedliwości - wspólnego przedsięwzięcia Forum Obywatelskiego Rozwoju i Fundacji Helsińskiej - mam możliwość uczestniczenia w pracach prowadzonych pod kierunkiem dr. Karoliny Kremens nad raportem poświęconym odpowiedzialności zawodowej prokuratorów.

Wynika z niego, że przewlekłość postępowań przygotowawczych czy w ogóle karnych to poważny problem w Polsce. Według resortu sprawiedliwości w połowie 2009 roku spraw trwających od dwóch do pięciu lat było 734, a ponad pięć lat - 167. Nasze zdziwienie wzbudziło także to, że w Polsce nie ma systemu okresowej oceny pracy prokuratora. Oceniane są różne inne zawody, ale nie prokurator. A taki rodzaj kontroli przydałby się.

Powstał w tej sprawie nawet projekt prokuratora krajowego Edwarda Zalewskiego, którego - miejmy nadzieję - nowo powołany prokurator generalny Andrzej Seremet nie porzuci.

Co w nim jest?

- Co cztery lata każdy prokurator miałby być oceniany przez prokuratora bezpośrednio przełożonego oraz wizytatora. Sprawdzałoby się prawidłowość podejmowanych decyzji, kwalifikacje itp. Prokurator mógłby otrzymać jedną z czterech ocen: pozytywną z wyróżnieniem, pozytywną, pozytywną z zastrzeżeniem, negatywną.

Prokuratorzy nie protestują?

- Mówią, że zwiększy się biurokracja i że zamiast przesłuchiwać przestępców, będą się nawzajem kontrolować. Nie zgadzam się.

Brak indywidualnej kontroli nad prowadzonymi sprawami może mieć fatalne konsekwencje. Skoro bowiem w żaden formalny sposób całościowa praca danego prokuratora nie jest oceniana, może on nie odczuwać konieczności prowadzenia wszystkich postępowań szybko, odpowiedzialnie i dokładnie.

Może dzięki tym zmianom podniósłby się też poziom zaufania do prokuratorów. Dziś jest z tym nie najlepiej.

Pokazują to wyniki przeprowadzonego przez Ministerstwo Sprawiedliwości badania opinii publicznej realizowane w ramach projektu "Ułatwianie dostępu do wymiaru sprawiedliwości". Badania są z minionego roku. Zaufanie do prokuratury zadeklarowało w nich jedynie ok. 42 proc. respondentów.

Słusznie? Prokuratorzy często popełniają błędy?

- Spójrzmy na dane w sprawach o odszkodowanie za błędy prokuratury, w tym za niesłuszne skazanie, zatrzymanie lub tymczasowe aresztowanie.

Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości od 1 stycznia 2003 r. do 31 marca 2009 r. wszczętych zostało 696 procesów odszkodowawczych przeciwko skarbowi państwa związanych bezpośrednio z działalnością prokuratury, w których ktoś domagał się odszkodowania lub zadośćuczynienia za szkodę. Przykładem może być odszkodowanie za błędy śledczych wypłacone byłemu ministrowi skarbu Emilowi Wąsaczowi.

Są to sprawy związane tylko z błędami prokuratury, nie sądu czy aparatu skarbowego. Nie wiadomo, ile osób zostało pokrzywdzonych, ale o odszkodowanie - z różnych powodów - nie wystąpiło.

Prokuratorzy często mają postępowanie dyscyplinarne?

- Od 2003 do 2008 roku, według resortu sprawiedliwości, wszczęto 263 postępowania. Najczęściej były umarzane lub kończyły się najniższą z możliwych kar - upomnieniem.

Postępowanie dyscyplinarne pozostawia zresztą wiele do życzenia. Tu też przydałyby się zmiany. Prokuratorskie postępowania dyscyplinarne mają charakter dwuinstancyjny i toczą się przed sądami składającymi się wyłącznie z prokuratorów. Dodatkowo postępowanie toczy się z wyłączeniem jawności. To zadziwiające, zwłaszcza że sądownictwo dyscyplinarne, np. sędziów czy też adwokatów, nie przewiduje ograniczenia jawności postępowań dyscyplinarnych.

Wiele kontrowersji wzbudzają też terminy przedawnienia związane z postępowaniem dyscyplinarnym prokuratorów. Postępowanie w pierwszej instancji powinno być zakończone w ciągu miesiąca, natomiast w drugiej instancji - w ciągu siedmiu dni od dnia wpływu odwołania. W praktyce znane są jednak przypadki, gdy na uzasadnienie orzeczenia strony oczekują nawet sześć miesięcy, zaś postępowanie dyscyplinarne toczy się kilka lat.

To ma znaczenie, bo po trzech latach następuje przedawnienie przewinień dyscyplinarnych prokuratorów.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów