Herman Van Rompuy zainaugurował w piątek prace nad reformą UE, która ma pomóc w uniknięciu powtórki z kryzysu greckiego. - W sprawie Grecji działaliśmy zbyt wolno - przyznał szef Rady Europejskiej.
Wczoraj w Brukseli po raz pierwszy zebrał się "zespół specjalny" powołany przez Van Rompuya. Belg zaprosił do niego m.in. unijnych ministrów finansów, w tym polskiego ministra Jacka Rostowskiego. Razem mają zastanowić się, jak zmienić obowiązujące w UE reguły, tak by w przyszłości jeden kraj nie mógł wciągnąć pozostałych w głęboki kryzys finansowy.
Ta sztuka udała się Grecji. Finansowe trzęsienie ziemi - wywołane nieodpowiedzialną polityką kolejnych greckich rządów - zagroziło stabilności Portugalii, Hiszpanii i w końcu całego eurolandu. Po wielotygodniowych kłótniach Unia ugasiła pożar, oferując Grekom dziesiątki miliardów euro pożyczki i ogłaszając program gwarancji kredytowych dla całej strefy euro - wart 750 mld euro.
Żaden unijny rząd nie chce jednak w przyszłości powtarzać tej traumy. Państwa UE zgadzają się, że teraz trzeba pogłębić koordynację gospodarczą, tak by w przyszłości kryzysu po prostu unikać.
Wśród największych państw wciąż trwa jednak spór, co powinno być priorytetem tej "koordynacji".
Niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble przedstawił wczoraj program reform, w którym proponuje m.in. wzajemną ocenę budżetów narodowych oraz przestrzeganie reguł pod groźbą zawieszenia wypłat z funduszy unijnych oraz karnego odbierania głosu (na co najmniej rok) podczas obrad i głosowań eurogrupy.
Schäuble postulował, by kary uruchamiano automatycznie, np. gdy państwo drugi raz w przeciągu pięciu lat przekroczy próg 3 proc. deficytu budżetowego. Co ważne, kara groziłaby nie tylko za przekraczanie deficytu, ale także za ociąganie się w redukcji długu publicznego (który do tej pory był traktowany ulgowo). Niemcy chcą, by docelowo wszystkie kraje miały zadłużenie nie większe niż 60 proc. PKB. (Tymczasem dziś np. Włochy mają dług publiczny wysokości ok. 115 proc.). Takie podejście podoba się Polsce. - Podkreślenie roli długu sprzyja nowym krajom Unii, bo one mają przeciętnie niższe zadłużenie niż stara UE - twierdzi Jacek Rostowski.
Niemieckie pomysły wzmocnienia nadzoru budżetowego przypominają niedawny projekt Komisji Europejskiej (tyle że odbierają KE główną rolę kontrolną). Nowością projektu Schäublego jest jednak propozycja opracowania zasad ogłaszania niewypłacalności państw członków euro oraz restrukturyzacji ich długów.
Po zaproszeniu Międzynarodowego Funduszu Walutowego do programu ratowania Grecji (co było nie do pomyślenia jeszcze pół roku temu) w ten sposób pęka kolejne unijne tabu, głoszące, że kraje euro nie mogą ogłosić bankructwa.
Nieco inaczej reformy wyobrażają sobie Francuzi niechętni pomysłom oceniania swego budżetu przez Brukselę lub inne kraje UE. Zdaniem Paryża "koordynacja gospodarcza" powinna zacząć się od niwelowania nierównowagi rynkowej w UE - co de facto oznacza namawianie Niemców do pobudzenia popytu wewnętrznego.
Grupa Van Rompuya powinna opracować projekt reform do połowy czerwca, a kraje UE miałyby go przyjąć z ewentualnymi poprawkami do października. To trudne zadanie, bo najprawdopodobniej nie da się uniknąć zmian w traktacie lizbońskim.