Idą wakacje. Wyjazd na działkę do dziadków kilkumiesięczny szkrab może odczuć jako egzotyczną podróż w nieznane. Producenci słoiczkowej żywności dla niemowląt już zapowiadają smakowite nowości. Do rodziców należy decyzja, czy zaserwują kuskus po marokańsku, potrawkę z dyni z indykiem i groszkiem, paellę po hiszpańsku czy może makaron z kabaczkiem, kurczakiem i pomidorami. To najnowsze receptury Gerbera i BoboVity.
Cena nie bezcenna
Nasze dzieci chcemy karmić tak jak siebie - różnorodnie. Ale jednocześnie jesteśmy ostrożni albo wygodni (albo jedno i drugie), więc pakujemy do koszyków gotowe jedzenie w słoiczkach. Zupka, obiadek, deserek, jogurcik (nie mylić ze zwykłym jogurtem), kaszka zapewniająca spokojny sen, paróweczki, herbatniczki, chrupaczki, herbatki...
Socjologowie wiedzą, że kupując to wszystko, chcemy zaspokoić nie tylko żywieniowe potrzeby pociechy, ale i własne, mniej przyziemne. - Jedną z potrzeb matki jest wychowywanie szczęśliwego dziecka. Chodzi o pragnienie bycia "osobą, która daje to, co najlepsze". Taki komunikat płynie często z reklam skierowanych do matek - wyjaśnia Małgorzata Radziszewska-Manikowska, zajmująca się badaniami dotyczącymi m.in. potrzeb matek i dzieci w TNS OBOP. - To dlatego cena nie jest często najważniejszym czynnikiem decydującym o wyborze. Na poziomie deklaracji jest oczywiście bardzo ważna, jednak w praktyce okazuje się, że często nie wiemy, ile kosztują drobne produkty - dodaje.
Przyrost nie naturalny
W ciągu ostatniego roku (od marca 2009 do marca 2010 r.) wydaliśmy ponad 1,1 mld złotych na specjalną żywność dla niemowląt i małych dzieci. Jak podaje firma Nielsen, to o ponad 10 proc. więcej? niż rok wcześniej.
Ale do kwoty tej nie zalicza się choćby płatków zbożowych. Drobiazg? Nie do przecenienia. - Rynek zbożowych wyrobów śniadaniowych kierowanych do dzieci to około 680 mln zł. Od maja 2009 do kwietnia 2010 r. wzrósł on o 9,5 proc. - mówi Jarosław Szczepanowski, rzecznik Nestlé Pacific.
Kolejny miliard wydajemy na pieluchy. Agata Bilska z Kimberly Clark, producenta pieluch Huggies, szacuje, że już 97 proc. dzieci w wieku 4-18 miesięcy używa wygodnych jednorazówek, a rodzina przeznacza na te produkty 150-200 zł miesięcznie. Rynek też rośnie szybciej niż liczba rodzących się dzieci.
Następny miliard - na zabawki. Ten rynek, w porównaniu z krajami Zachodu, jest jeszcze praktycznie nieskolonizowany. Udział tzw. zabawek licencyjnych (Star Wars, Ben 10, Disney, Hannah Montana) wynosi kilkanaście procent i jest dwa razy mniejszy niż u bogatych Europejczyków, ale stopniowo rośnie wraz z pojawianiem się kolejnych hitów kinowych czy serii figurek do kolekcjonowania.
Zdaniem Patrycji Wereśniak z firmy NPD, która bada rynek zabawek w Polsce, ten rok może przynieść 7-10-proc. wzrost. To nie tak wiele w porównaniu z 20-proc. przyrostami sprzed dwóch lat. Hamulcem jest jednak nie tyle kryzys, ile brak wielkich przebojów oraz mundial, który może sprawić, że częściej będziemy kupować dzieciom piłki czy inne artykuły sportowe.
Wyż lojalny jak matka
Pokolenie wyżu demograficznego z pierwszej połowy lat 80. teraz zakłada rodziny, co skutkuje rosnącą liczbą rodzących się dzieci. Jednak przyrost ten jest skromniejszy niż rozwój dziecięcego rynku. Jak podaje GUS, w ubiegłym roku przyszło na świat 425 tys. dzieci, to szósty kolejny rok wzrostu. W porównaniu z 2008 r. urodzeń było więcej o niespełna 3 proc.
Ekonomiści podają dwa uzasadnienia tej różnicy. Po pierwsze, bogacimy się, a o potomstwie myślimy, gdy nasza sytuacja jest już ustabilizowana. Po drugie, na dzieciach nie oszczędzamy. Przynajmniej do czasu, gdy mamy inne rezerwy.
Potwierdzają to sprzedawcy. - Gdy zaczynał się kryzys, wierzyliśmy, że branża produktów dla dzieci odczuje jego skutki w znacznie mniejszym stopniu niż inne. Bo jeśli się oszczędza, to na dzieciach dopiero w ostateczności. Mieliśmy rację. Zresztą dla naszych klientów cena nie jest najważniejsza, nie jesteśmy hipermarketem. Rodzice, którzy u nas kupują, wolą ponieść większy koszt, ale mieć pewność, że zabawka jest odpowiednia dla wieku i bezpieczna - mówi Marek Łebek, rzecznik prasowy sieci Smyk.
Podobny optymizm panuje w Nutricii, firmie produkującej żywność pod marką BoboVita. - Pomimo spowolnienia gospodarczego na rynku żywności dla dzieci utrzymał się widoczny od kilku lat wzrostowy trend. Rodzice kupują ją z myślą o prawidłowym rozwoju najmłodszych, a jeśli już są zmuszeni do ograniczania wydatków, to ograniczają raczej zakupy innych produktów niż tych dla dzieci - zgadza się Małgorzata Kołodrub, szefowa ds. komunikacji w Nutricia Polska.
Poza tym - jak dopowiadają socjologowie - rodzice, a zwłaszcza matki, są wyjątkowo lojalnymi, a więc wymarzonymi klientami. - Matki szukają wiarygodnych produktów, którym mogą zaufać. Wybór marki produktu, sklepu, w którym się kupuje produkty dla dzieci, dokonuje się raz na jakiś czas - wyjaśnia Małgorzata Radziszewska-Manikowska z TNS OBOP. - Mniej skłonne do eksperymentowania są matki dzieci w wieku do roku. Jeszcze większą ostrożność zachowują mamy dzieci z alergią.