Do XXIII Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi chodzi 360 uczniów. Każdy dostanie od Banku Zachodniego WBK kartę, którą będzie mógł zapłacić np. za sok w szkolnym sklepiku albo wypożyczyć lekturę z biblioteki.
Karta będzie też przepustką do szkoły. Kto jej nie ma, do budynku nie wejdzie. Dlatego bank wyposaży w nie również 50 nauczycieli i innych pracowników liceum.
Na każdej karcie jest numer szkoły, a na odwrocie logo banku. Można będzie mieć na niej maksymalnie 500 zł. W szkole są już bramki przy głównym wejściu, czytnik do pobierania opłat za zakupy i sterujące całością oprogramowanie. Za wszystko zapłacił bank, który również system wymyślił i zapytał łódzką szkołę, czy go chce. Szkoła chciała.
- Pomysł z kartami zaakceptowała najpierw rada rodziców, a potem, już na piśmie, rodzice każdego ucznia z osobna. Sprzeciw był tylko jeden - podkreśla Jolanta Swiryd, dyrektorka XXIII LO. I jak ten jeden uczeń wejdzie do szkoły? - Wpuści go woźny, podobnie jak tych, którym zdarzy się zapomnieć karty, czy gości.
Bank chwali swój pomysł. - W szkole będzie bezpieczniej, bo nie wejdą osoby nieuprawnione, a rodzice i
szkoła będą wiedzieć, czy i w jakich godzinach uczeń był na zajęciach - mówi "Gazecie" Grzegorz Adamski z BZ WBK.
"Gazeta": - Skorzysta także bank, który zareklamuje się wśród licealistów. Czy szkoła to właściwe miejsce na marketing?
- Marketing jest wszędzie. W szkołach to choćby automaty z napojami - odpowiada Adamski. - My dajemy karty, ale nikogo nie zmuszamy do tego, by wpłacał na nie pieniądze, ani by otwierał u nas konto. Nie będziemy mieć nawet dostępu do danych uczniów.
Jolanta Swiryd dostrzega oczywisty interes banku, ale - jak mówi - dla niej ważniejszy jest zysk uczniów i szkoły. - Mamy już elektroniczny
dziennik. Szkolne karty to dla mnie kolejny etap unowocześnienia szkoły i szansa dla uczniów oswojenia się z kawałkiem plastiku, który może się przydać w różnych sytuacjach.
- A dla mnie to przede wszystkim ukryta forma reklamy - twierdzi Tomasz Michałowicz z agencji marketingowej 3PR Consulting. - Każdy, kto skończył 13 lat, może iść do banku, otworzyć konto i nauczyć się korzystania z karty. Większe bezpieczeństwo w szkole? Równie dobrze można rozdać uczniom klucze - zauważa Michałowicz. - BZ WBK wie, co robi. Pierwszy bank jest zazwyczaj bankiem na wiele lat, dlatego młodzi klienci są tak cenni.
Dyrektor Swiryd nie zna przepisu, który precyzyjnie określałby, czy w szkole można coś reklamować, a jeśli tak, to co. - Rzeczywiście, w tych sprawach decyduje rozsądek dyrektora i nauczycieli - potwierdza Jan Kamiński, kurator łódzkiej oświaty. Dyrektorka liceum zapewnia, że nie pozwoliłaby na reklamę tego, co zagraża zdrowiu i bezpieczeństwu młodzieży. A karta w ogóle niczym nie grozi. - Mimo to mam wątpliwości - mówi kurator Kamiński, który o kartach dowiedział się od "Gazety". - Zysk banku jest większy niż szkoły, dlatego poprosiłem dyrekcję o szczegółowe wyjaśnienia.
Innego zdania jest psycholog społeczny Janusz Czapiński: - Nie potępiam tego pomysłu. Bank po prostu wyręczył państwo. Dlaczego resort edukacji nie wpadł wcześniej na to, by wyposażyć szkoły w podobne systemy bezpieczeństwa?
Ministerstwo Edukacji Narodowej nie chciało komentować sprawy. - Są to autonomiczne sprawy szkół - ucina MEN.
Łódzkie liceum jest pierwszą w kraju szkołą z kartami płatniczymi, ale nie ostatnią. Podobny system - także od BZ WBK - dostanie Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 19 w Łodzi, a także szkoły we Wrocławiu, w Nowym Targu, Rzeszowie i Zielonej Górze.