Urzędnicy z pośredniaków dobrze znają ten schemat. Bezrobotny się rejestruje, a potem nie zgłasza na kolejny termin albo nie przyjmuje propozycji pracy. Wypada z rejestrów bezrobotnych, ale niebawem wraca i procedura zaczyna się od nowa. To tzw. pozorni bezrobotni.
- W maju z rejestrów wyłączyliśmy 370 osób. Tylko 170 z nich zdobyło zatrudnienie. Reszta nie potwierdziła gotowości do pracy lub dobrowolnie zrezygnowała. Można przypuszczać, że głównym powodem jest wyjazd za granicę - mówi Zbigniew Woszczyński, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy we Włodawie na Lubelszczyźnie.
- Cała machina jest uruchamiana często po to, by w kółko rejestrować i wyrejestrowywać te same osoby. Traktują urząd instrumentalnie, by mieć ubezpieczenie zdrowotne lub dostać zaświadczenie o byciu bezrobotnym - skarży się Renata Błasiak-Grudzień, wicedyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w
Szczecinie.
Zaświadczenie jest często niezbędne po to, by dostać zasiłki socjalne, dofinansowanie do czynszu czy obiadów
dla dzieci.
Według oficjalnych danych w Polsce są ponad 2 mln bezrobotnych. Ilu naprawdę szuka pracy? Żeby to sprawdzić, Główny Urząd Statystyczny co kwartał prowadzi tzw. badanie aktywności ekonomicznej ludności (BAEL). Pyta niemal 60 tys. osób od 15. do 74. roku życia, czy mają pracę (ma ją ten, kto zarabiał choćby przez godzinę w danym tygodniu) lub czy są gotowi ją podjąć.
Za bezrobotną nie zostanie uznana osoba, która pracowała, ale na czarno. Ani taka, która nie jest w stanie podjąć pracy w ciągu dwóch tygodni. Po takim przeliczeniu okaże się, że bezrobotnych jest 1,77 mln osób. Stopa bezrobocia w I kwartale wyniosła 10 proc., choć w rejestrach urzędów pracy widnieje 13,1 proc. Dane BAEL są porównywane z innymi krajami Unii, średnia unijna wynosi 9,5 proc.
Zdaniem prof. Janusza Czapińskiego, głównego autora "Diagnozy społecznej", bezrobotnych jest jeszcze mniej niż w danych BAEL. - Uznaliśmy, że ktoś, kto mówi, że nie ma pracy, a jego dochody wynoszą więcej niż 950 zł, jest fałszywym bezrobotnym. W 2009 r. stanowili oni aż połowę ogółu - wyjaśnia.
Wśród stałych fałszywych bezrobotnych Czapiński wyróżnia cztery typy: • gospodynie domowe (mają inne obowiązki; rejestracji potrzebują do ubezpieczenia zdrowotnego), • pracujący z premedytacją na czarno (nie myślą o emeryturze; liczą się wyższe zarobki dziś), • bezrobotni rotacyjni (po odpracowaniu minimum „w legalu”, rejestrują się, by pół roku brać zasiłek i jeszcze pensję na czarno) • i bumelanci (dwie lewe ręce; niezainteresowani pracą).
Jednak mamy też poważny problem młodych bez doświadczenia, którzy chcą pracować, ale nie mogą znaleźć pracy. Obecnie realne
bezrobocie (BAEL) wśród osób, które nie skończyły 25 lat, wynosi 26,7 proc. i w ciągu roku wzrosło o 2 pkt proc.
Lepiej niż w oficjalnych statystykach pośredniaków jest w każdym regionie Polski. Największym zaskoczeniem są dane z Warmińsko-Mazurskiego, gdzie realne bezrobocie wynosi dziś 10 proc., choć wedle rejestrów jest ponad dwa razy większe!
- To wynika ze specyfiki naszego województwa. Na obszarach popegeerowskich z pokolenia na pokolenie przekazuje się zasadę: "Przede wszystkim załatw sobie zasiłek. O robotę martw się później" - mówi z przekąsem Zdzisław Szczepkowski, dyrektor WUP w
Olsztynie.
Sytuacja na rynku pracy wprost zależy od sytuacji gospodarczej regionu. Nie jest ona zła zdaniem Szczepkowskiego: - W ciągu roku powstało 3,2 tys. nowych firm. Zatrudniają i dają podwyżki. Gdyby było tragicznie, to nie zwiększałyby się obroty sklepów, a one rosną o kilkanaście procent.
Realna sytuacja jest znacznie lepsza niż oficjalne statystyki także w Lubuskiem (6,6 pkt proc. różnicy). - Ludzie mieszkają tu, a pracują u sąsiadów. Kto nie wierzy, niech na dworcu w Gubinie, Słubicach, a jeszcze lepiej we Frankfurcie zobaczy, kto wsiada do pociągu do Berlina - mówi Grzegorz Błażków, dyrektor WUP w
Zielonej Górze.
Są jednak i takie województwa, gdzie obie stopy bezrobocia są niemal równe. W Wielkopolsce różnica wynosi 0,1 pkt proc., w Świętokrzyskiem (0,7 pkt proc.). Ekonomiści podejrzewają, że tam na mniejszą skalę zatrudnia się na czarno.
Jakkolwiek by mierzyć bezrobocie, najlepsze województwo ma stopę o połowę mniejszą niż najgorsze. - Gdybyśmy chętniej przeprowadzali się za pracą, różnice by się wyrównały. Do Londynu jesteśmy w stanie wyjechać i mieszkać kątem albo w wynajętym pokoju. W Polsce na taki krok się nie decydujemy - mówi Maciej Bukowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych.