Bartek po wakacjach idzie do szkoły. Rodzice są pewni, że świetnie sobie poradzi z nauką. Ale jak na chłopca zareagują rówieśnicy, nie wiadomo. Dziecko ma na ciele kilka ogromnych czerwonych plam. Część z nich w widocznych miejscach - na szyi, uchu. To malformacje naczyniowe. Rodzi się z nimi nawet 10 proc. dzieci. W Polsce nic z nimi nie można było zrobić. Żaden szpital dziecięcy nie miał lasera do usuwania takich zmian ze skóry. Pojedyncze urządzenia są w prywatnych gabinetach, ale nie ma w nich możliwości prowadzenia zabiegów pod znieczuleniem. - Raz poszliśmy na zabieg - opowiada mama Bartka. - To był koszmar. Synek krzyczał z bólu wniebogłosy, wytrzymaliśmy dwie minuty i poprosiliśmy lekarzy o przerwanie naświetlania.
W środę plamy na skórze Bartka po raz pierwszy przez kilkadziesiąt minut były potraktowane laserem, a chłopiec nie zwijał się z bólu, bo miał pełną narkozę.
Zabieg przeprowadzono w łódzkiej klinice chirurgii dziecięcej. To możliwe, bo Szpital im. Marii Konopnickiej przy ul. Spornej dostał właśnie laser pulsacyjno-barwnikowy. Urządzenie kosztowało 300 tys. zł. Całą kwotę wyłożyła Fundacja Leszka Czarneckiego, jednego z najbogatszych Polaków.
Biznesmen z Wrocławia specjalnie przyleciał do Łodzi na zorganizowaną w szpitalu uroczystość. Mama Bartka z wdzięczności rzuciła mu się na szyję.
Prof. Jerzy Stańczyk opowiadał, że szpital o kupno aparatu zabiegał w Ministerstwie Zdrowia od lat. Bezskutecznie, choć przez ten czas Narodowy Fundusz Zdrowia wydał ponad milion złotych na zagraniczne leczenie dzieci ze zmianami naczyniowymi.
To historia jednego z dzieci leczonych za granicą przekonała Czarneckiego do obdarowania szpitala przy Spornej. Chodzi o Lenkę, która trafiła do łódzkich chirurgów w styczniu. Dziewczynka urodziła się w Łowiczu z ogromnym naczyniakiem na szyi. Guz zatykał gardło i dusił dziecko. Ratunkiem dla Lenki była terapia laserem pulsacyjno-barwnikowym. Dziewczynkę udało się uratować, ponieważ zorganizowano leczenie w Berlinie.
- Dziś z takimi przypadkami możemy sobie radzić sami - cieszy się dr Przemysław Przewratil, chirurg zajmujący się naczyniakami i malformacjami w szpitalu przy ul. Spornej.
Leszek Czarnecki nie spotkał się z Lenką, bo dziewczynka jest w domu. Ale widok Bartka przygotowywanego do pierwszej operacji jego laserem wyraźnie go poruszył.
Chłopca czeka seria zabiegów co kilka tygodni. Dzięki nim plamy na jego skórze powinny znacznie zblednąć, a może nawet zniknąć.
Czarnecki zapowiada, że w przyszłym roku jego fundacja kupi jeszcze jeden laser. Dostanie go jeden z warszawskich szpitali. Dzięki temu większość polskich dzieci ze zmianami naczyniowymi nie powinna już mieć problemów z dostępem do leczenia.
Laser w 15 minut Adam Czerwiński: Skąd pomysł na obdarowanie łódzkiego szpitala? Leszek Czarnecki: Szczerze mówiąc, to nie była moja inicjatywa. Żona [dziennikarka TVN Jolanta Pieńkowska - przyp. red.] powiedziała, że warto coś zrobić dla dzieci ze zmianami naczyniowymi. Skontaktowałem się z krajowym konsultantem ds. chirurgii dziecięcej i on powiedział, że łódzki szpital jest najlepiej przygotowany do tego, by pomagać dzieciom.
Nie dziwi pana, że wyręczył pan ministerstwo, które przez dwa lata nie było w stanie rozwiązać problemu? - Proszę o następne pytanie.
Ile czasu zajęło panu załatwienie tej sprawy? - 15 minut. Moja fundacja utrzymuje się z odsetek od kapitału, który dostała kilka lat temu. Okazało się, że uzyskaliśmy wyższe oprocentowanie lokat w bankach i kupno lasera nie przekracza naszych możliwości.
15 minut to ekspresowe tempo. - Na posiedzeniu rady fundacji składa się wniosek, głosuje się i już. No dobrze, to nie trwało 15 minut, tylko jakieś 25. Muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony. Widziałem w szpitalu dzieci, które będą leczone laserem, i nie mam wątpliwości, że te 300 tys. zł to były najlepiej wydane przeze mnie pieniądze w życiu.
Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl