Jedno ze zdjęć zamieszczonych na stronie Lytro, ma tytuł "Czy widzisz Króla?" Fotografię zrobiono przez szybę wystawową, pierwszy plan jest rozmyty, widać za to ulicę i przejeżdżające
samochody. Jedno kliknięcie - i ostrość z czerwonego auta przenosimy w głąb zdjęcia. Klikamy drugi raz - i zagadka rozwiązana. Pierwszy plan wyostrzony, na wystawie stoją dwie figurki Elvisa Presleya, króla
rock'n'rolla.
Takie zabawy zdjęciem, już po jego zrobieniu, będą możliwe dzięki aparatom kalifornijskiej spółki Lytro. Jak? Upraszczając: dzisiejsze aparaty cyfrowe przechwytują informację o sumie wiązek światła. Technologia Lytro (nazywana light field, pole światła) pozwala przechwycić znacznie więcej danych i każdy ze świetlnych promieni - w tym jego kolor, nasycenie, a także kierunek - zapisać indywidualnie. Na takim zdjęciu można później manipulować polem i głębią ostrości, dopasowywać też poziom naświetlenia.
- To jak orkiestra - mówi Ren Ng, prezes i założyciel Lytro. - Tyle, że zamiast nagrywać muzyków jako całość, możemy wychwycić i zapisywać pojedyncze instrumenty. Lytro korzeniami sięga Uniwersytetu Stanforda, gdzie prace nad technologią "light field" prowadzono już w połowie lat 90. Ale do osiągnięcia takiego efektu, obraz musiało zapisywać sto aparatów, potrzebne też były komputery z wystarczającą mocą obliczeniową. Ng dopracował technologię tak, by mieściła się w pudełku wielkości tradycyjnego aparatu. I takie aparaty chce teraz sprzedawać. Ale ani daty debiutu, ani cen na razie nie ujawnia. Lytro mówi tylko, że wystartują jeszcze w tym roku, ceny będą konkurencyjne, a aparaty już składa spółka z Tajwanu.
Założone w 2006 r. Lytro zatrudnia 45 osób. Spółka od inwestorów zebrała już 50 mln dol., w tym od tak znanych funduszy jak Andreessen Horowitz czy Greylock Partners. Swojej technologii - przynajmniej na razie - nie zamierza licencjonować takim gigantom jak
Canon,
Nikon czy
Sony. Zdaniem wielu ekspertów próba wejścia o własnych siłach na rynek elektroniki konsumenckiej jest jednak wielce ryzykowna. Tym bardziej, że podobnie działający prototyp, choć jedynie dla celów badawczych pokazało Adobe Systems. A wielce prawdopodobne, że i czołówka branży pracuje nad podobnymi rozwiązaniami w laboratoriach. - Możemy to zrobić lepiej - przekonuje Ng, choć nie wyklucza, że w przyszłości zdecydują się na licencjonowanie technologii.
- W miarę jak aparaty cyfrowe staną się produktem opartym przede wszystkim na oprogramowaniu, tak jak stało się to z telefonami, na rynku pojawią się nowi liderzy z oprogramowaniem światowej klasy - napisał na blogu Ben Horowitz, inwestor w Lytro. - Zupełnie jak w branży komórkowej, przewrócą ten rynek do góry nogami.