Kraje strefy euro odblokowały w sobotę piątą transzę ze 110 mld euro kredytów, które obiecano Atenom rok temu. Po zgodzie Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który wykłada około jednej trzeciej pomocy, Grecy dostaną 12 mld euro. Ma ich to uchronić przed ogłoszeniem bankructwa.
- Nasz kraj zyskuje na wiarygodności. Wprowadzimy wszystkie reformy, które obiecaliśmy - zapewnia grecki minister finansów Ewangelos Wenizelos. Ale jego koledzy ze strefy euro i wierzyciele Grecji mocno wątpią, czy Atenom starczy determinacji. - Panujące za granicą przekonanie o totalnym braku porozumienia między siłami politycznymi w Grecji jest błędne. Różnice są minimalne, zgadzamy się co do kwestii fundamentalnych - uspokaja Wenizelos.
Greccy posłowie uchwalili 28,4 mld euro oszczędności budżetowych (do 2015 r.). Był to nieodzowny warunek pomocy; oznacza m.in. zwolnienie 150 tys. pracowników budżetówki. Wizja ta przeraża Greków. Wywołała burzliwe, trwające od tygodni demonstracje.
Drakońskie cięcia mogą się jednak okazać łatwiejsze od narzuconej przez UE i MFW ekspresowej prywatyzacji, która ma dać budżetowi aż 50 mld euro do 2015 r. - Grecja staje wobec poważnego ograniczenia suwerenności - przyznał wczoraj szef eurogrupy Jean-Claude Juncker. - Ale zgodziła się skorzystać z doradztwa eurolandu w sprawie prywatyzacji.
Juncker stawia Grekom za wzór fundusz powierniczy, który sprywatyzował majątek po NRD. Ale nie wspomina, że w przedsiębiorstwach, które ten fundusz przejął w 1990 r., pracowało 4 mln Niemców, a kiedy kończył pracę w 1994 r. - tylko 1,5 mln. Czy Grecy zniosą groźbę takiego wzrostu bezrobocia?
Na ulice Aten wrócił jaki taki spokój, handlarze podrabianymi okularami, turyści. "Oburzeni", którzy nie schodzą z placu Konstytucji od ponad pięciu tygodni, urządzają darmowe koncerty i znów wieszają banery zerwane podczas starć z policją. Wyimki z greckiej konstytucji przypominają o władzy ludu, hasła głoszą walkę aż do zwycięstwa.
To przestroga dla premiera Jeorjosa Papandreu. Przeforsował on przez parlament drastyczne reformy, ale wprowadzenie ich w życie to co innego. Może to rozpętać nową batalię z ulicą i opozycją, a nawet rozbić jego socjalistyczną partię PASOK.
Zwłaszcza że maleje parlamentarna przewaga PASOK nad rywalami. Wynosi teraz tylko cztery głosy, bo wyrzucono z partii jedynego posła, który głosował przeciw cięciom - Panagiotisa Kourublisa. - Wielu partyjnych kolegów gratulowało mi odwagi - mówi poseł. Czy więc PASOK zdoła utrzymać lojalność, gdy zaczną się awantury o prywatyzację?
Partie opozycji piętnują wicepremiera Teodorosa Pangalosa za pogróżki o czołgach, które miałyby przywrócić porządek na ulicach Aten po ewentualnym ogłoszeniu przez kraj bankructwa. Żądają wcześniejszych wyborów, które wygrałby zapewne i został nowym premierem przeciwny cięciom szef prawicowej Nowej Demokracji Antonis Samaras.
Aby powstrzymać plajtę, dramatyczne wyrzeczenia Greków mogą nie wystarczyć. Rządy eurostrefy, które część ciężaru z ok. 90 mld euro drugiego pakietu pomocy dla Aten chcą złożyć na barki banków, toczą poufne rokowania z agencjami ratingowymi, którym kryzys daje potężną władzę. Banki francuskie i niemieckie już zadeklarowały "dobrowolne" odroczenie części zysków z greckich papierów skarbowych (przesuną czas wykupu lub zamienią je na nowe, nawet 30-letnie).
Jeśli jednak agencje - a takie ostrzeżenia docierają do Brukseli - nie uwierzą w tę dobrowolność, to i tak ogłoszą, że Grecja jest niewypłacalna. A to może rozniecić nowy pożar na rynkach finansowych. Efekt domina uderzy ponownie w Portugalię, a potem w Hiszpanię czy Włochy.
Spory o banki sprawiły, że ministrowie eurogrupy mimo ryzyka paniki na rynkach nie ogłosili w sobotę żadnych konkretów nowego pakietu ratunkowego. Nastąpi to dopiero we wrześniu - sugerował niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble.
Minister Jacek Rostowski - z racji polskiej prezydencji zaproszony do udziału w telekonferencji eurogrupy (to precedens) - gani Unię za opieszałość. - Dzięki Bogu do programów ratunkowych przyłączył się MFW. Jest bardziej aktywny, a unia walutowa nie nadąża za wydarzeniami - mówił tuż przed telekonferencją. Namawiał do korekty programów naprawczych, które kładą nacisk tylko na cięcia, a nie na reformy, które pobudzałyby wzrost gospodarczy.