Biznes Ludzie Pieniądze

Tiry uciekły z autostrad na drogi lokalne

Lech Bojarski, Seweryn Lipoński, Poznań
07.07.2011 , aktualizacja: 07.07.2011 11:55
A A A Drukuj
Po wprowadzeniu e-myta przewoźnicy komunikacji miejskich zagrozili podwyżką cen biletów. A płatne autostrady opustoszały - tysiące ciężarówek rozjeżdżają tańsze lub bezpłatne lokalne drogi
Na bezpłatne drogi przeniosła się większość tirów
jeżdżących dotąd autostradami
Fot. Damian Kramski
Na bezpłatne drogi przeniosła się większość tirów jeżdżących dotąd autostradami
SONDAŻ
Co zrobić z TIR-ami?

Lokalne drogi też powinny być dla TIR-ów płatne
Obniżyć opłaty za przejazd autostradami
Nałożyć specjalny podatek od ciężarówek
Autostrady powinny być za darmo

Do 1 lipca samochody ciężarowe jeździły po płatnych autostradach za darmo - uprawniała je do tego winieta. Kilka dni temu winiety jednak zastąpił elektroniczny pobór opłat e-myto. Na blisko 1,6 tys. km dróg ciężarówki o masie powyżej 3,5 tony muszą płacić za przejechany kilometr od 20 do 53 gr w zależności od wielkości pojazdu i normy emisji spalin. System nie obejmuje jednak odcinków autostrad A1, A2 i A4 zarządzanych przez prywatne firmy. Tam kierowcy tirów muszą płacić na bramkach - i to dużo, bo po kilkadziesiąt złotych za kilkadziesiąt kilometrów.

Efekt zmian? Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki od początku lipca prywatnymi autostradami jeździ o 50-70 proc. tirów mniej. Trasą A1 w czerwcu jeździło ponad 5 tys. ciężarówek dziennie, teraz - 1,3 tys. Na A2 dwa tygodnie temu było 8 tys. tirów, dziś - połowa. Gdzie się podziały? Kierowcy wybierają równoległe drogi krajowe, które - jeśli obejmuje je system e-myta - są tańsze lub nawet całkowicie bezpłatne. Tak jak odcinek równoległej do A2 drogi nr 92 z Wrześni do Konina. - Do dla nas tragedia - mówi Tadeusz Nowicki, burmistrz kilkutysięcznej Goliny leżącej przy drodze nr 92. Mieszkańcy na znak protestu blokowali już w tym tygodniu ruch na trasie, chodząc w kółko po przejściu dla pieszych.

Dla Goliny podobnie jak innych małych miasteczek to bolesna powtórka z historii. Kilka lat temu, gdy na A2 zaczęto pobierać opłaty, tiry zaczęły rozjeżdżać drogę nr 92. Sejm uchwalił więc, że tiry z winietami pojadą autostradą za darmo, a zarządcy płatnych tras otrzymają od państwa rekompensaty. - Kilka lat mieliśmy spokój, droga została nawet wyremontowana. Teraz to wszystko znowu ulegnie degradacji - martwi się burmistrz Nowicki.

Podobna luka w sieci dróg objętych e-mytem jest na Pomorzu. Tam też równoległa do A1 trasa nr 91 (stara "jedynka") jest bezpłatna i w efekcie od kilku dni zawalona tirami.

Założenia systemu e-myta były takie, że opłaty będą obowiązywały także na drogach alternatywnych dla autostrad. Przewoźnicy mieli kalkulować - albo skierują flotę na tańszą, ale za to wolniejszą drogę równoległą, albo wybiorą szybką, choć droższą autostradę. - A jak mają do wyboru bardzo drogą A2 i zupełnie bezpłatną 92, to jaki to ma sens? - pyta Nowicki.

- Widzimy problem i rozważamy możliwość objęcia również takich odcinków opłatami - mówi Mikołaj Karpiński, rzecznik Ministerstwa Infrastruktury. Kiedy mogłoby to nastąpić? Rzecznik nie wie. A w rozporządzeniu o opłatach dla ciężarówek zapisano, że dopiero za półtora roku!

E-myto uderzyło także w przewoźników komunikacji miejskiej. Zwłaszcza w małych miejscowościach przy dużych aglomeracjach. - Rocznie nasze autobusy przejeżdżają 2 mln kilometrów, z czego jedną trzecią po drodze krajowej nr 6 objętej opłatami. Przez najbliższe pół roku będzie nas to kosztować ponad 100 tys. zł - wylicza Czesław Kordel, prezes Miejskiego Zakładu Komunikacji w Wejherowie (woj. pomorskie).

Zawrzało też w Swarzędzu pod Poznaniem. Burmistrz Anna Tomicka jest oburzona, bo z dnia na dzień do gminnego przewoźnika trzeba dopłacać więcej: - Nikt nie będzie mi narzucał, że w połowie roku mam przewracać budżet gminy do góry nogami. Jeśli rząd się nie ocknie, wystąpię o zwrot kosztów na drodze sądowej - zapowiada. Napisała już w tej sprawie list otwarty do premiera Donalda Tuska.

W innej podpoznańskiej gminie Kórnik autobusy jeżdżą drogą ekspresową S11. - Musimy płacić 40 gr za każdy kilometr, bo mamy stary tabor, który emituje więcej spalin. Rocznie będzie nas to kosztować 500-600 tys. zł. Za te pieniądze moglibyśmy kupić jeden nowy autobus - mówi Beata Urbaniak, prezes Kórnickiego Przedsiębiorstwa Autobusowego "Kombus".

Przeciw opłatom do Ministerstwa Infrastruktury wystąpiła cała Izba Gospodarcza Komunikacji Miejskiej. - Opłaty obciążą budżety samorządów, które i tak są już napięte. To się przełoży na wyższe ceny biletów. Może to zniweczyć wszystkie działania promujące komunikację publiczną - ostrzega prezes izby Adam Karolak.

Przewoźnicy proponują, żeby ustalić preferencyjne stawki opłat dla komunikacji miejskiej. Albo zwolnić z opłat odcinki, po których jeżdżą. Ministerstwo nie mówi "nie". - Muszę najpierw wiedzieć, ilu gmin to dotyczy i o jakich kwotach mówimy. Poprosiłem Izbę Gospodarczą Komunikacji Miejskiej o rzetelną analizę w skali kraju. Pierwsze prognozy mają być gotowe w październiku. Dopiero na ich podstawie możemy rozmawiać o konkretnych rozwiązaniach - mówi Radosław Stępień, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury.

Pieniądze z opłat elektronicznych mają zasilić Krajowy Fundusz Drogowy. Resort infrastruktury chce w ten sposób uzyskać ponad 14 mld zł przez osiem lat (przy założeniu rozwoju sieci nowych dróg do kilku tysięcy kilometrów) - Tymi pieniędzmi finansujemy budowę dróg, które już teraz powstają. Uszczuplanie KFD byłoby nieodpowiedzialne. Ze zwolnień z opłat nikt jeszcze nie zbudował dobrej drogi - mówi Stępień.

Przewoźnicy ostrzegają, że utrzymanie wysokich opłat może spowodować nie tylko wzrost cen biletów, ale także skrócenie tras oraz rezygnację gmin z innych inwestycji.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 19
  • 4
  • 8
  • 14
  • 5
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    53 głosy