Prezydent Unii Europejskiej Herman Van Rompuy przekonywał w czwartek w Bratysławie premier Słowacji Ivetę Radicovą do udzielenia gwarancji finansowych dla Grecji. Nic jednak nie zdziałał. Słowacja w ubiegłym roku była jedynym krajem strefy euro, który odmówił pomocy Grekom.
- Tu nie chodzi tylko o Grecję, ale o finansową stabilność strefy euro - powiedział Van Rompuy po spotkaniu z Radicovą. Tylko Słowacja odmówiła w ubiegłym roku zrzucenia się na ratunkową pożyczkę dla Grecji, a jej centroprawicowy rząd już zapowiedział, że nie ma zamiaru wspierać także nowej, przygotowywanej właśnie pożyczki. Pracują nad nią aktualnie ministrowie finansów strefy euro - ma ona zagwarantować, że Ateny nie będą zmuszone do ogłoszenia niewypłacalności przynajmniej do 2014 roku. - Prosimy inne kraje eurolandu, które są w lepszej sytuacji, o zapewnienie gwarancji finansowych. Nie prosimy o darmowe prezenty, tylko o pożyczkę, która na pewno zostanie spłacona z dobrym procentem - powiedział Van Rompuy. Od razu dodał jednak, że euro nie jest w kryzysie. - To wciąż mocna i stabilna waluta - stwierdził.
Radicovej jednak nie przekonał. - Muszę brać pod uwagę nastroje słowackich obywateli, którzy są przeciwni pomocy. Ludzie nie mogą zrozumieć, dlaczego mieliby płacić za problemy, których sami nie wywołali - powiedziała premier Słowacji.
Słowacja miała w ubiegłym roku dorzucić się do greckiego pakietu kwotą 800 mln euro (ogólna wartość pakietu ze strony eurolandu to 80 mld euro), jednak słowacki parlament odmówił udziału tego kraju w pożyczce dla Grecji. Spotkało się to z dużą krytyką ze strony Brukseli. - To pogwałcenie zobowiązań Słowacji wobec eurogrupy w kwestii udzielenia czasowej i warunkowej pomocy Grecji. Decyzja eurogrupy była niezwykle ważnym aktem w krytycznym momencie mającym na celu zapewnienie stabilności finansowej strefy euro, w tym Słowacji - powiedział Olli Rehn, unijny komisarz ds. walutowych. - Żałuję tego pogwałcenia solidarności ze strefą euro - dodał.