Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad chce jeszcze w lipcu wybrać nowego wykonawcę robót na
A2 i wznowić prace. Przeszkodzić mogą jej w tym jednak polskie firmy, które współpracowały z pierwszym wykonawcą - chińskim konsorcjum COVEC. Zalega on ze spłatą swoim partnerom z budowy ponad 117 mln zł (kwota codziennie rośnie, bo spływają kolejne faktury).
Zgodnie z umową po zerwaniu kontraktu za zaległości - wraz z Chińczykami - solidarnie odpowiada zamawiający, czyli
GDDKiA. Ale tylko wobec podwykonawców i dostawców, których COVEC zarejestrował w urzędzie.
- Gdy tylko przedstawią nam wymagane dokumenty, zapłacimy im za wykonaną pracę - zapewnia Urszula Nelken, rzecznik GDDKiA.
Problem w tym, że chińskie konsorcjum zgłosiło do urzędu jedynie tych podwykonawców, których zgłosić musiało - np. firmy stawiające mosty i wiadukty, które muszą spełniać restrykcyjne przepisy (mieć odpowiednie doświadczenie i fachowców). Pozostałych - np. dostawców piachu, kruszywa czy maszyn - COVEC nie rejestrował.
Dyrekcja ma w swym spisie jedynie 47 firm - 27 pracujących na odcinku w okolicach Łyszkowic i 20 w okolicach Żyrardowa. Do urzędu zgłosiło się jednak po pieniądze już 25 przedsiębiorstw spoza listy. Ich należności to kilkadziesiąt milionów złotych! Na pieniądze z GDDKiA nie mają co liczyć. - Za nich nie odpowiadamy - potwierdza rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad.
Odzyskanie pieniędzy bezpośrednio od Chińczyków jest mało prawdopodobne i nie każdego stać na wieloletnie procesowanie się. Piotr Ochnio z firmy MIROAD: - COVEC jest nam winien ok. 20 mln zł. A my nie mamy nawet pieniędzy na założenie im sprawy cywilnej w sądzie.
Dyrekcja uważa sprawę z Chińczykami za zamkniętą. Zapłaci część długów i wybierze nowego wykonawcę robót, który jeszcze w lipcu wejdzie na budowę i będzie kontynuował prace. Nie jest to jednak pewne, bo polscy przedsiębiorcy zamierzają walczyć o swoje pieniądze.
Właściciel firmy Tekka, której COVEC jest winien 1,7 mln zł, złożył już dwa pisma do sądów o zabezpieczenie niewykorzystanego jeszcze na budowie piachu. - Nie dostałem za ten piach pieniędzy, więc powinien zostać mi zwrócony. Zminimalizowałoby to moje straty - mówi Konstanty Sochacki z Tekki.
Również dostawcy kruszywa z Dolnośląskiego nie zgadzają się na używanie ich niezapłaconych jeszcze surowców. Podczas spotkania podwykonawców z przedstawicielami generalnej dyrekcji na placu budowy zaprotestowali, gdy na swoich materiałach zauważyli tabliczkę z napisem "własność GDDKiA". - My za te materiały zapłaciliśmy konsorcjum COVEC i są one własnością skarbu państwa. Nie zakładamy ich przekazania podwykonawcom - mówi Nelken. Dodaje jednak: - Jesteśmy gotowi na każdy scenariusz również w zakresie postępowania zabezpieczającego.
Jeśli sąd zabezpieczy piach i kruszywo do czasu wyjaśnienia sprawy, nowy wykonawca nie będzie mógł z nich korzystać. Zanim na budowę zostaną dowiezione nowe surowce, które wcześniej będą musiały przejść szereg badań laboratoryjnych i uzyskać certyfikaty, miną kolejne tygodnie, a nawet miesiące.
- My też chcemy, żeby trasa powstała jak najszybciej, ale nie pozwolimy, aby działo się to naszym kosztem. Musimy zapłacić rachunki i uregulować zaległości wobec swoich partnerów. Gdyby nie to, że nasza firma ma drugą nieruchomość, którą w razie potrzeby możemy sprzedać, groziłoby nam bankructwo - mówi Sochacki.
Część przedsiębiorców idzie dalej. Grożą, że jeśli nie dostaną pieniędzy lub chociażby zapewnień na piśmie ze strony GDDKiA, że ich długi zostaną uregulowane, zablokują budowę autostrady. - Nie wpuścimy nowego wykonawcy na A2. Wjedziemy maszynami na teren budowy i ją zablokujemy - mówi Sochacki. - Będziemy pilnować swoich materiałów. Nie pozwolimy, żeby nas okradano. Tak samo zdesperowanych jest kilku innych podwykonawców, z którymi rozmawialiśmy (nie chcą na razie, by wymieniać nazwy ich firm). Jak mówią, znają się, mają z sobą kontakt i - jeśli nie będzie innego wyjścia - skrzykną się i wspólnie zablokują inwestycję. Przypominają, że już dwukrotnie to zrobili. W maju najpierw zastawili maszynami budowlanymi drogę prowadzącą do Łyszkowic. Gdy próbowała interweniować
policja, przedsiębiorcy zwieźli busikami ponad 100 pracowników, a ci zablokowali jezdnię, chodząc po pasach z transparentami "COVEC nie płaci". Za drugim razem podwykonawcy zablokowali koparkami drogę prowadzącą na budowę pod Żyrardowem. Przy drodze protestujący palili
opony.
Radosław Stępień, wiceminister infrastruktury: - Nie chcę spekulować, co by było gdyby, dlatego nie będę komentować możliwości zablokowania inwestycji przez poszkodowanych podwykonawców. To jest kwestia rozliczenia polskich firm z COVEC.