Na cały 2011 r. w ustawie budżetowej zapisano 40,2 mld zł deficytu. W harmonogramie dochodów i wydatków budżetu państwa planowanych na ten rok Ministerstwo Finansów przewidywało, że deficyt po sześciu miesiącach tego roku wyniesie 32,1 mld zł, czyli niemal 80 proc. kwoty całorocznego deficytu. W rzeczywistości był o niemal 12 mld zł niższy i sięgnął niespełna 51 proc. planu na cały rok. To na razie szacunkowe dane.
Dobrze wyglądają dochody budżetu. Na razie trafiło doń 134,5 mld zł, choć według planu o tej porze roku miało to być 126,8 mld zł. Z podatku od dochodów osób prawnych (CIT), czyli dużych firm, budżet dostał już 11,3 mld zł, czyli 45,5 proc. kwoty planowanej na cały rok. Z podatku od dochodów osobistych ma przeszło 17 mld zł (niemal 45 proc. planu). To dobre wyniki, bo zwykle w pierwszej połowie roku wpływy z podatków dochodowych są niższe niż w drugiej. Wszystko przez to, że na początku roku podatnicy rozliczają się z fiskusem i ten musi im zwracać nadpłacone pieniądze. Cieszą zwłaszcza wpływy z CIT. W ostatnich dwóch latach było z nimi bardzo słabo, bo firmy odczuwały skutki kryzysu, rozliczały też straty. W 2010 r. o tej porze budżet miał z CIT 8,8 mld zł, czyli ledwie 33,6 proc. kwoty zaplanowanej na cały rok.
Z VAT i akcyzy budżet dostał na razie 88,5 mld zł. Przed rokiem miał 79,8 mld zł.
Co ciekawe, deficyt budżetu po czerwcu był o ponad trzy miliardy niższy od dziury w kasie państwa po maju. To dlatego, że dostał już pieniądze z zysku NBP - 6,2 mld zł, a nie - jak założono w ustawie budżetowej na 2011 r. - 1,7 mld zł. Pozytywnie na poziom dochodów budżetu wpływa też
inflacja - znacznie wyższa, niż zakładano. No i niższe od planu są wydatki budżetu (154,9 wobec 158,9 mld zł).
To wszystko przekłada się na zapowiedzi Ministerstwa Finansów, że w tym roku budżet może zamknąć się z blisko 30 mld zł deficytu.