Biznes Ludzie Pieniądze

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Pakiet antykryzysowy na kampanię wyborczą

Agata Nowakowska
2009-06-02, ostatnia aktualizacja 2009-06-02 18:47

Premier Donald Tusk z przytupem ogłosił w Stalowej Woli przyjęcie przez rząd tzw. pakietu antykryzysowego. Złośliwie można powiedzieć, że ślimaczył się z nim, by zabłysnąć w najgorętszym okresie kampanii do Parlamentu Europejskiego. Krążył nawet bon-mot: "Kiedy wejdzie w życie pakiet antykryzysowy? Po kryzysie!"

Agata Nowakowska
Agata Nowakowska
Żarty na bok. Związkowcy i pracodawcy, zwykle stojący po przeciwnych stronach barykady, potrafili się w obliczu kryzysu dogadać. Nie było łatwo, chodziły słuchy o kłótniach, obrażaniu się, a nawet trzaskaniu drzwiami. W obronie miejsc pracy negocjujące strony przełknęły coś, o czym wcześniej nie chciały słyszeć. A związki gotowe były wyprowadzać ludzi na ulice.

Związkowcy bali się czy "kapitał" pod płaszczykiem kryzysu nie zechce przepchnąć niekorzystnych dla pracowników zmian. Mimo to zgodzili się na korzystne dla pracodawców uelastycznienie czasu pracy. Np. gdy firma ma mniej zamówień, pracownicy pracują krócej, "oddadzą" te nieprzepracowane godziny, gdy zakład znów ruszy pełną parą.

W zamian pracodawcy ustąpili w przypadku tzw. umów na czas określony. Dziś takie umowy można przedłużać w nieskończoność, takich pracowników najłatwiej zwolnić. Związkowcy domagali się skrócenia takich umów do dwóch lat.

Najtrudniej pochwalić rząd. Związki i pracodawcy dogadali się w połowie marca. Minister Michał Boni zapowiadał, że projekty konkretnych ustaw będą gotowe do końca kwietnia. Mamy czerwiec.

Co gorsza po drodze rząd zaczął kuglować. Najważniejszym może punktem porozumienia miedzy związkami i pracodawcami było tzw. postojowe. Rząd najpierw zgodził się wypłacać część pensji pracownikom zakładów przeżywających trudne chwile. Bo przecież gdyby poszli na bezrobocie, rząd i tak musiałby płacić zasiłki. Po czym ni z gruszki, ni z pietruszki rząd wyskoczył z pomysłem, by dawać takim zakładom pożyczki na wypłatę pensji. Świetnie, tylko jak zakład nie zarabia, to jak będzie w stanie spłacać pożyczkę? Na szczęście rząd się z tego rakiem wycofał. W ostatniej chwili obudował jednak pomoc warunkami, które znacznie utrudnią - jeśli wręcz nie uniemożliwią - sięgnięcie po nią przedsiębiorcom (nie mogą mieć zaległości w ZUS czy skarbówce, co jest rzadkie w wypadku zakładów w kryzysie).

Przy okazji negocjacji pakietu ministrowie nie oparli się pokusie załatwienia swoich resortowych "interesików". Minister pracy Jolanta Fedak "wrzuciła" do pakietu...rodziny zastępcze. Liczyła pewnie, że minister finansów chcą nie chcąc wysupła na to pieniądze, skoro strona społeczna to przyklepała. Wicepremier Waldemar Pawlak chciał dopisać do pakietu ceny prądu. By pokazać, że on też coś robi?

Pakiet, przerobiony przez rząd na ustawy, nie jest doskonały. Związkowcy i pracodawcy wydają pomruki niezadowolenia. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by doskonalić go w parlamencie. Zwłaszcza, że "Solidarność" nie będzie musiała długo prosić prezydenta, by ustawy z pakietu zawetował. Lech Kaczyński z radością odda związkom tę przysługę. I będzie po pakiecie, choć niekoniecznie po kryzysie.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Rynki

Indeksy
WIG20
WIG20