Biznes Ludzie Pieniądze

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Co robić, gdy ludzie już wiedzą, co jest w gazecie?

Vadim Makarenko, Wiedeń
2009-06-11, ostatnia aktualizacja 2009-06-11 20:03

Czytelnik dysponujący telefonem komórkowym i laptopem zna dziś większość nagłówków gazet, nim trafią one do kiosków. Czy to znaczy, że ich drukowanie traci sens? - Nie! - mówi Mario Garcia, ekspert od projektowania gazet.

Mario Garcia, szef i założyciel firmy Garcia Media
Mario Garcia, szef i założyciel firmy Garcia Media
Jest niewysoki, ma duży nos i żywe czarne oczy. W czarnym szykownym garniturze, różowym krawacie i ze złotą bransoletką na ręce wygląda niczym mieszkaniec Hawany z lat 30. Mario Garcia ma 61 lat, ale mimo to z łatwością obsługuje cyfrowe gadżety - laptop, komórkę, aparat, kamerę, iPod i Kindle*. Nagrywa filmy i wrzuca je do YouTube, ma profil w Facebooku, używa Twittera** i regularnie pisze w blogu. - Bez tego nie mógłbym wstać i przemawiać do ludzi. Byłbym starym meblem - wyjaśnia, uśmiechając się od ucha do ucha

Choć jego firma Garcia Media znana jest przede wszystkim jako miejsce, gdzie powstają nowatorskie szaty graficzne, jej szef nieustannie podkreśla, że z wykształcenia jest przede wszystkim dziennikarzem, a nie grafikiem. I pomaga gazetom, które - podobnie jak on sam - chcą odnaleźć się w nowej, cyfrowej rzeczywistości. Z usług Mario Garcii korzystają takie tytuły, jak "The Wall Street Journal", "Die Zeit" czy "Paris Match".

Mario Garcia powtarza: cykl życia informacji się zmienia, a gazety muszą się do tego dopasować. - Dawniej dziennikarz nie mógł ruszyć z tekstem, dopóki nie wiedział na dany temat wszystkiego. Dziś musi nadać krótką depeszę tuż po tym, jak się wydarzyło. To ogromna zmiana - zaznacza Garcia. W obecnych czasach informacja zaczyna życie w internecie, dlatego wiele gazet powtarza wiadomości, które ich czytelnik już czytał w internecie. Jak tego uniknąć?

W marcu 2007 r. firma kurierska UPS anulowała zamówienie na samoloty A380 produkowane przez Airbus. Tego samego dnia "The Wall Street Journal" przygotował o tym informacje i opublikował ją w swoim serwisie internetowym. Nazajutrz czytelnicy papierowego "WSJ" przeczytali następujący nagłówek: "Anulowane zamówienie UPS nie takie straszne dla Airbus". To nie była informacja, lecz analiza. Podobnie dziennik postąpił we wrześniu ub.r., gdy ze stanowiska niespodziewanie ustąpił Robert Nardelli, prezes amerykańskiego koncernu Home Depot. Następnego dnia nagłówek brzmiał: "Kulisy nagłego odejścia Nardellego". - Wiemy, że wiesz, więc teraz dowiedz się jeszcze więcej - komentuje Garcia strategię "WSJ".

Według niego, szukając informacji w internecie, ludzie wyrabiają określone nawyki, a następnie przenoszą je na papierową gazetę. To oznacza, że pierwsza strona gazety powinna w większym stopniu przypominać czołówkę portalu internetowego. - Czołówka jest jedynie mapą podróży, ludzie już nie oczekują od niej informacji i jestem głęboko o tym przekonany - podkreśla Garcia i znowu wskazuje na "WSJ", który połowę pierwszej strony poświęca na skrót wiadomości znajdujących się w dalszych częściach gazety. I robi to od 81 lat. Wydawca podjął tę decyzję, gdyż uważał, że jego czytelnicy mają zbyt mało czasu na przeglądanie całej gazety strona po stronie. - Tak się złożyło, że oni idealnie trafili z tym w dzisiejsze czasy - uważa Garcia.





Myśleć jak czytelnik

Vadim Makarenko: Twierdzi pan, że gazety nie umrą, tymczasem z badań wynika, że konsekwentnie tracą czytelników. To jak jest?

Mario Garcia, szef i założyciel firmy Garcia Media: Niestety, wiele z nich umrze, ale najlepsze przetrwają dzięki temu, że inwestują w nowe media. Moim zdaniem do grudnia z rynku zniknie kolejnych 6-7 amerykańskich gazet. Na sprzedaż jest "Miami Herald", "Los Angeles Times", "Chicago Tribune" - nikt ich nie chce. I tę listę można wydłużać, ale wielu też przetrwa. I wie pan gdzie? W regionach. Nieco lżej będą miały tygodniki oraz te gazety, które inwestują w wydania weekendowe. W dni powszednie będą zaspokajać potrzeby czytelników przez internet, a na sobotę i niedzielę dadzą im porządne wydanie weekendowe, do poczytania.



Regionalne? W Polsce regionalne tytuły do gwiazd nie należą.

- Ale takie gazety są w lepszej sytuacji, bo ich pole walki jest dużo mniejsze niż w przypadku gazet ogólnokrajowych. W przyszłości nikt nie będzie w stanie sprzedawać wiadomości ze świata, nie można będzie zarabiać również na zagranicznych wiadomościach gospodarczych czy sportowych. Wszystko to jest już w internecie i mediach elektronicznych, w dodatku szybciej, niż trwa drukowanie gazety. Ale nikt szybko nie zrobi informacji o lokalnej drużynie koszykarskiej albo futbolowej, o problemach z transportem miejskim albo o wystawach w lokalnych galeriach. Poza gazetą lokalną. Dlatego takie tytuły, jak "New York Times" czy "Washington Post" będą musiały zapomnieć o swoich aspiracjach i skupić się na tematyce miejskiej.



A "The Wall Street Journal"? Z powodzeniem sprzedaje globalne wiadomości gospodarcze.

- Nie można go porównywać z innymi dużymi gazetami, bo specjalizuje się w gospodarce. Jego czytelnicy po prostu muszą czytać gazetę, by przetrwać.



Ale czy koniecznie w wersji papierowej?

- Dlatego "The Wall Street Journal" postępuje mądrze, pobierając opłaty za swoje informacje w sieci. Ponadto jego redakcja potrafi zaoferować czytelnikowi coś więcej niż szybki news dostępny w internecie.

Z kolei "New York Times" jest w tarapatach. Atutami tytułu jest rewelacyjny serwis internetowy i piękne multimedia. Ale papierowa gazeta pozostaje zbyt konserwatywna. Patrzę na pierwszą stronę i widzę, że redaktorzy "NYT" wciąż uważają, iż wiadomość dnia powinna być na czołówce prawie w całości. Dziś pierwsza strona powinna przede wszystkim informować o tym, jak poruszać się po gazecie.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4

2 głosy

Rynki

Indeksy
WIG20
WIG20