Z tymi pytaniami zmierzyło się 30 prelegentów, wśród których byli m.in. członkowie rządu, prezesi spółek medialnych, naukowcy i dziennikarze. W efekcie do Sopotu nadciągneło ponad 500 gości.
Konferencja Media 2013 była imponującym przedsięwzięciem jeszcze pod jednym względem: jej organizator zadbał o to, żeby można ją było śledzić online. I to przy pomocy kilku różnych narzędzi! Choć transmisja
wideo nie wypaliła (prawdopodobnie chętnych do udziału na odległość było dużo więcej niż był w stanie wytrzymać serwer), a wpisy na Facebooku, Twitterze i Blipie były rzadkie i chaotyczne, to już za samą chęć organizatorowi należą się brawa. Do tej pory łatwiej było znaleźć na Twitterze relacje z branżowych konferencji w Londynie czy Los Angeles niż z rodzimego podwórka.
I nie raz wypowiedzi polskich menedżerów brzmiały tak, jakby padły właśnie w Londynie czy LA. - Content is king... but cash is king kong - oznajmił Kazimierz Gródek, prezes grupy RMF FM w trakcie debaty pt. "Wizje rozwoju rynku mediów". W ten sposób chciał dać do zrozumienia, że choć motorem rozwoju rynku jest treść, to w jeszczy większym stopniu jest nim gotówka.
Jednak brak wystarczającej gotówki w polskiej branży medialnej - to żadna nowość. Podobnie jak brak odpowiednich ustaw, które określiłyby reguły
gry dla mediów w internecie czy dla telewizji, która już od lat szykuje się do przejścia z analogowego nadawania na cyfrowe. I w tym sensie nie usłyszeliśmy w Sopocie nic nowego.
Po raz kolejny dowiedzieliśmy się:
• jak bardzo stacje telewizyjne boją się cyfryzacji, która spowoduje, że o ten sam rynek reklamowy jutro będzie walczyć kilkakrotnie większa armia graczy.
• że właściwie nie ma jasności, jak będzie funkcjonował rynek w modelu cyfrowym.
• że państwo nie ma pieniędzy na dofinansowanie odbiorników naziemnej telewizji cyfrowej dla uboższych rodzin. I nawet tak wyczekiwana nowość, jak strategia Polska Cyfrowa zaprezentowana przez min. Boniego i jego doradców nie zaspokoiła apetytów zebranych. Jej prawdziwa premiera odbędzie bowiem się dopiero w październiku, a na razie przedstawiono jedynie założenia. - Ale cóż, jakąś wizję trzeba mieć - podsumował prezes jednej ze spółek medialnych.
Jednak to nie zadawanie tych samych pytań i powtarzanie w kółko tych samych wątpliwości nie daje mi spokoju. W polskim biznesie konferencyjnym zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Dużo bardziej niepokoi mnie to, że do debaty poświęconej przyszłości mediów nie zaproszono żadnego wydawcy prasy. I to, że o prasie w Sopocie nie mówiło się wcale.
Wiem, że szczęście rodzimego rynku prasowego polega na tym, że od początku nie był on regulowany, a telewizję i radiofonię objęto specjalną ustawą. Wiem, że to właśnie w radiu i telewizji, a nie w prasie państwo polskie jest znaczącym graczem, bo jest właścicielem mediów publicznych.
Jednak to właśnie prasa przeżywa teraz transformację, z którą
telewizja i radio będą musiały zmierzyć się za kilka lub kilkanaście lat. I to właśnie prasa w największym stopniu realizuje obecnie "cele społeczne i kulturowe", które były jednym z haseł reklamowych tej konferencji. I których w telewizji już prawie nie zostało.
Media, to system naczyń połączonych, w którym ciągle krążą te same, ograniczone zasoby - uwaga odbiorców i pieniądze reklamodawców. Zmiany w jednym z naczyń są odczuwalne i wpływają na sytuację pozostałych. W tym sensie cyfryzacja telewizji wpłynie na sytuację prasy, radia, internetu i kin. Choćby z tego powodu warto było zaprosić do Sopotu kogoś z branży prasowej.
A zatem tytuł konferencji był mylący. Bardziej precyzyjnie brzmiałby inny: "Media elektroniczne 2013".