W jaki sposób władze będą mogły odcinać internautów od sieci? W nocy ze środy na czwartek mieli o tym zadecydować specjalna delegacja europarlamentu, przedstawiciele rządów unijnych i Komisji Europejskiej. W chwili gdy zamykaliśmy to wydanie "Gazety", przedstawiciele trzech instytucji zasiadający w komisji koncyliacyjnej wciąż dyskutowali o ostatnim spornym zapisie "Pakietu telekomunikacyjnego" - nowej unijnej dyrektywy regulującej rynek telekomunikacji i internetu.
W maju wbrew rządom, ale pod naciskiem protestów społecznych (w samej tylko Polsce e-petycję sygnowało ponad 60 tys. osób), europarlamentarzyści przegłosowali kontrowersyjną poprawkę do "Pakietu".
Korekta ta - znana jako poprawka 138 - stanowiła, że w żadnym państwie UE nikt nie może być arbitralnie odcięty od internetu przez rządowych urzędników bez uprzedniego wyroku sądu.
Takiej ochrony prawnej domagały się organizacje pozarządowe organizujące protest społeczny, np. francuska La Quadrature du Net albo polskie Stowarzyszenie "Lepszy Świat".
Według ich interpretacji wersja "Pakietu" forsowana przez unijne rządy (czyli ta bez poprawki 138) wywołałaby dwie groźne dla swobód obywatelskich konsekwencje:
• w całej Europie, we wszystkich państwach, rządy mogłyby wprowadzić taką procedurę odcinania od internetu, jaka od niedawna obowiązuje we Francji. Od kilku tygodni obowiązuje tam przepis, w myśl którego użytkownik internetu, jeśli zostanie przyłapany przez agencję rządową np. na nielegalnym ściąganiu filmów i muzyki, dostaje dwa ostrzeżenia (e-mailowe i listowne), a następnie zostaje odcięty od sieci przez specjalnego sędziego. I dopiero po fakcie może domagać się przed sądem odwrócenia decyzji o odcięciu.
• organizacje pozarządowe twierdzą też, że „pakiet ograniczy wolny dostęp do internetu i nasze prawa obywatelskie, umocni globalną dyktaturę korporacji medialnych i umożliwi wprowadzenie prewencyjnej cenzury internetu” (cytat ze strony WWW Stowarzyszenia „Lepszy Świat”). Działaczom chodzi o to, że na podstawie „Pakietu” dostawcy internetu będą mogli oferować konsumentom ograniczony dostęp do sieci, np. blokować dostęp do takich aplikacji jak Skype lub popularnych komunikatorów.
Czy te zarzuty organizacji pozarządowych są prawdziwe? Są przesadzone - uważa większość ekspertów rynku telekomunikacyjnego, łącznie z szefową polskiego Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
Po pierwsze, tak naprawdę to właśnie teraz - bez "Pakietu telekomunikacyjnego" - rządy unijne mają pełną swobodę w narzucaniu na terytorium własnego państwa takich zasad, jakie tylko sobie życzą. Bo nie ma żadnego unijnego przepisu, który by im to uniemożliwiał (przykład Francji jest tu najlepszy).
Po drugie, upór przy poprawce 138 jest trochę bez sensu, bo ta poprawka jest... sprzeczna z prawem europejskim. De facto bowiem narzuca państwom członkowskim Unii zasady organizacji wymiaru sprawiedliwości. A takich kompetencji żadna unijna instytucja i żadna unijna dyrektywa mieć nie może.
Okazuje się zresztą, że wolności obywatelskie można zagwarantować w inny sposób. Eurodeputowani z frakcji chadeckiej i socjaldemokratycznej, widząc, że poprawka 138 może zostać obalona przed europejskim trybunałem, już pod koniec października zaproponowali jej alternatywną, złagodzoną wersję.
Stwierdza ona, że "jakiekolwiek kroki mogące ograniczyć podstawowe prawa i wolności mogą być podejmowane jedynie w szczególnych przypadkach", pod warunkiem że są "właściwe i potrzebne w społeczeństwie demokratycznym" i będą przestrzegać europejskiej konwencji praw człowieka z zachowaniem "faktycznej ochrony sądowej" przy domniemaniu niewinności.
To - zdaniem europosłów - będzie wystarczająco dobrym zabezpieczeniem. Na taki zapis rządy powinny się zgodzić.
Analogie z życia nasuwają się same. Dlaczego nikt nie krzyczy o zamachu na wolności obywatelskie, gdy celnicy zatrzymują samochód i rozkręcają go do śrubek (bez uprzedniego nakazu sądu!), bo podejrzewają, że kierowca ukrył w nim kontrabandę? Bez względu na to, czy się mylą, czy nie, samochód jest uziemiony. Na dobre. A obywatel dopiero przed sądem musi dochodzić rekompensaty za nieprawidłową decyzję celników. I jakoś z tym europejskie społeczeństwa potrafią żyć...
Większość z 27 eurodeputowanych zasiadających w komisji koncyliacyjnej zdała sobie sprawę z konsekwencji dalszego uporu przy obronie poprawki 138: wówczas procedura koncyliacji załamałaby się, a cały "Pakiet telekomunikacyjny" wylądowałby w koszu.
Rządy unijne nadal miałyby wolną rękę w kwestii odcinania od internetu, natomiast cała unijna gospodarka byłaby stratna. Bo mało kto pamięta, że "Pakiet" reguluje nie tylko kwestie dostępu do internetu, ale przede wszystkim rynek telekomunikacyjny.
Unia Europejska już od wielu lat nie modernizowała swoich przepisów w tym zakresie, reforma jest więc jej bardzo potrzebna. „Pakiet telekomunikacyjny” wprowadza szereg rozwiązań korzystnych dla konsumentów europejskich, np. • ograniczenie do 24 miesięcy maksymalnej długości umowy operatora z konsumentem - tak by nie wiązać go zbyt długim kontraktem; • nakaz, by przeniesienie numeru telefonu z jednej sieci do drugiej nie trwało dłużej niż jeden dzień (obecnie - nawet 30 dni); • „Pakiet” nakłada też na rządy obowiązek (dziś go nie mają!) zagwarantowania możliwości dodzwonienia się na 112 nawet wówczas, gdy dojdzie do katastrofy technicznej lub naturalnej.