Biznes Ludzie Pieniądze

Premierowi przyda się rada

Maciej Głogowski
2010-03-12 , aktualizacja: 12.03.2010 14:10
A A A Drukuj
Po co premierowi kolejni doradcy? - zapytał Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha po powołaniu przez Donalda Tuska Rady Gospodarczej. Ja wolę zapytać: a czemu premier miałby nie mieć kolejnych doradców?
Maciej Głogowski, Tok FM
Maciej Głogowski, Tok FM
Skład Rady Gospodarczej przy premierze na pewno nie jest przypadkowy, począwszy od jej szefa, po wszystkich członków. Polityczny aspekt postawienia na czele rady byłego premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego można na pewno wyjaśniać na wiele sposobów. A to, że trampolina do innych, jeszcze bardziej eksponowanych stanowisk, a to, że formalne potwierdzenie faktycznego stanu, czyli doradczej funkcji, jaką Bielecki pełni wobec premiera Tuska. Bardziej złośliwi mogliby dodać, że przecież były prezes banku musi coś teraz robić - tyle że funkcję szefa Rady Gospodarczej Bielecki pełni społecznie.

Nie to jest jednak najważniejsze. Rada to nie tylko Jan Krzysztof Bielecki. To także inni wybitni specjaliści w swoich dziedzinach, tacy, jakich Bielecki sobie wymarzył. Ale to, że premier wybrał takich, a nie innych ludzi do swojej Rady, nie znaczy przecież, że nie będzie słuchał innych.

Wraca jednak pytanie: po co premierowi ta Rada?

Czytaj opinię Andrzeja Sadowskiego: Po co premierowi kolejni doradcy?.

Mam nadzieję, że nie tylko po to, by usłyszeć o kolejnych pomysłach na walkę z biurokracją. Mam nadzieję, że nie tylko po to, by wreszcie skończyć z kompromitacją, jaką jest słynne wciąż nie do końca działające "jedno okienko". Myślę, że skład Rady wskazuje na nieco inne cele (co nie znaczy, że te wymienione nie są istotne).

Mam nadzieję, że "kolejni doradcy" podszepną premierowi, który z ministrów ma lepszy pomysł na rozwiązanie rządowego problemu z systemem emerytalnym, czym rząd powinien się zająć najpierw (może np. racjonalizacją KRUS?), jakie mogą być szersze, dotąd niezauważone skutki proponowanych rozwiązań, np. budżetowej reguły wydatkowej?

Prof. Dariusz Filar pytany przez Radio TOK FM, czemu przyjął zaproszenie do Rady, odpowiedział: "By w ramach możliwości być dodatkowym źródłem informacji i wiedzy". Przed pędem do wiedzy i informacji nikogo chyba powstrzymywać nie należy, a już zwłaszcza premiera kraju.

Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha twierdzi, że "nawet jeśli Rada przygotuje nowe rozwiązania, które będą mogły odblokować gospodarkę, będą one przydatne dopiero następnemu premierowi". Nawet jeśli tak, to co w tym złego? Kolejnemu premierowi na pewno przyda się taki "gotowiec". Tym bardziej że Rada wiele kosztować nie będzie: raptem diety na dojazdy czy noclegi dla jej członków. Zysków mam nadzieję będzie znacznie więcej.

Podobny stosunek jak do Rady przy premierze mam też do powołanej wcześniej rady przy prezydencie. Można utyskiwać na polityczny aspekt jej powstania (tuż przed wyborami prezydenckimi). Z drugiej zaś strony, jeśli grupa naukowców, i nie tylko, spotyka się, by referować prezydentowi swoje poglądy na ważne sprawy takie jak stan finansów państwa, to przecież Polsce raczej to nie zaszkodzi.

Ktoś może powiedzieć, że oto mamy polityczny wyścig na rady między prezydentem i premierem. Nawet jeśli, to w takim wyścigu na dobre pomysły i roztropne rady wygrywają wszyscy. Pod warunkiem że owe rady wezmą sobie do serca.

* Maciej Głogowski jest szefem redakcji ekonomicznej Radia TOK FM

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy