Dwie metalowe plakietki, które dają prawo poruszania się żółtą taksówką po centrum Nowego Jorku, osiągnęły historyczny szczyt cenowy. Za każdą z dwóch licencji zapłacono po 1 mln dol. - To ogromna suma. Ktoś, kto decyduje się na taką inwestycję, musi być pewny wspaniałej przyszłości miasta
Nowy Jork - powiedział David S. Yassky, prezes komisji taksówek i limuzyn w Nowym Jorku.
Sprzedane licencje pierwotnie kupione zostały w latach 80. za 80 tys. dol. Choć początkowa oferta wynosiła 975 tys., to sprzedający wciąż czekał na lepszą ofertę, licząc na wzrost wartości swoich licencji. Czekać nie trzeba było długo. Wkrótce pojawił się inwestor, który był gotów zapłacić milion dolarów.
Obie sprzedane licencje są tzw. licencjami korporacyjnymi. Posiadacz takiego zezwolenia nie jest zobligowany osobiście do jeżdżenia po mieście żółtą taksówką. Natomiast indywidualne licencje, które stanowią około 40 proc. wszystkich zezwoleń, muszą być wykorzystywane przez swoich właścicieli. Ich wartość jest nieco niższa - ostatnia sprzedana licencja uzyskała cenę 700 tys. dol.
Kiedy Nowy Jork zdecydował się na wypuszczenie pierwszych licencji w 1937 roku, trzeba było za nie zapłacić 10 dol., co obecnie jest równowartością niecałych 160 dol. Po wojnie trzeba było za licencję zapłacić już 2,5 tys. dol., a w latach 70. - 50 tys. Ceny szybko rosły i w ostatnich 30 latach odnotowano ich wzrost aż o 1900 proc.
Jeszcze w latach 80. nikt nie przewidywał, że sumy za licencje mogą osiągnąć milion dolarów. Kiedy w 1985 roku Stanley Cheung, imigrant z Hongkongu, kupił licencję za 100 tys. dol., sprzedał ją po dwóch latach za 125 tys., myśląc, że zrobił dobry interes. Dzisiaj pytany przez dziennikarzy o komentarz nie chce słyszeć o rekordowej sumie 1 mln dol., za jaką sprzedane zostały licencje na nowojorskie taksówki, i o tym, ile mógł zarobić, wstrzymując się ze sprzedażą.