Tym razem potwierdza się stare powiedzenie, że "przeciwieństwa się przyciągają". I to w jednym z najbardziej drażliwych obszarów wszystkich związków - zarabianiu i wydawaniu pieniędzy.
Amerykańscy naukowcy z trzech uniwersytetów (Pennsylvania, Michigan, Northwestern) stwierdzili, że osoby o tak różnym podejściu do pieniędzy mają tendencję do pobierania się -
czytamy w "New York Times". Naukowcy zadali parom pytania jak oni sami widzą swój stosunek do wydawania. Na tej podstawie stworzyli skalę osobowości od sknerstwa do rozrzutności. Okazało się, że takie przeciwieństwo przyciąga (dokładniej widać skromna, ale jednak znaczącą różnicę statystyczną).
Rozrzutni wydają szybko i dużo, a potem męczą ich wyrzuty sumienia. Z kolei skąpcom trudno rozstać się z pieniędzmi do tego stopnia, że... też ich to potem męczy. Naukowcy przypuszczają, że jedna i druga strona w takim związku może mieć - dzięki zachowaniom drugiej strony - trochę oddechu od swojej "przypadłości".
Ale naukowcy studzą optymizm - to działa na krótką metę. Przytaczają badania, że pieniądze są jednym ze źródeł największych spięć w małżeństwach, a te są czynnikiem sprzyjającym rozwodom. Kiedy badane były osoby wolne, które miały określić swojego idealnego przyszłego partnera, to badani chcieli, żeby podejście obojga do pieniędzy stosunek do pieniędzy było podobne.
Według autorów badania przyczyną rozziewu między wizerunkiem idealnego partnera, a aktualnym mężem/żoną jest nierozmawianie o pieniądzach na początku związku. - Ludzie chcą i są gotowi się rozebrać przed przyszłym partnerem, ale nie chcą lub nie są w stanie rozmawiać o pieniądzach - potwierdza w artykule "NYT" Susan Reach Winters, prawniczka z Nowego Jorku specjalizująca się w rozwodach.
Poza tym późniejsze problemy z pieniędzmi biorą się stąd, że - jak twierdzą badacze - ludzie po prostu nie wiedzą czego chcą od swojego związku i partnera.