Biznes Ludzie Pieniądze

Kosmici lubią bydgoskie śmieci

list
10.12.2009 , aktualizacja: 10.12.2009 12:15
A A A Drukuj
Sobota to w moim domu dzień sprzątania. Po śniadaniu zabieram się za szybkie przeglądanie prasy z całego tygodnia, aby sprawdzić czy warto coś wyciąć lub odłożyć jakiś tekst, którego nie zdążyłem przeczytać.
ZOBACZ TAKŻE
W tym czasie żona zgniata plastikowe butelki (nikt ich tak nie zgniata jak ona - naskakuje na butelkę tak, jakby towarzyszący temu hałas sprawiał jej wielką przyjemność), a następnie pakuje puste butelki po piwie, winie i jakieś słoiczki po musztardzie. Do selektywnej zbiórki kupiliśmy jakiś czas temu trzy duże torby - takie z rzepami po bokach, można je połączyć i stoją sobie spokojnie w kuchni pod stołem. Dwie torby zapakowane przez żonę, do trzeciej dorzucam stos gazet i zawartość kosza stojącego obok biurka, w którym lądują wszelkie drobne papiery - jak np. zapłacone rachunki.

Szybkie ubranie kurtki i już z trzema torbami stoję w progu. Dostaję wytyczne co mam jeszcze kupić w sklepie spożywczym w drodze powrotnej. Słońce pięknie świeci, jest wyjątkowo ciepło jak na koniec listopada. Dochodzę do śmietnika - taki murowany z metalowymi drzwiami - typowy śmietnik wznoszony na blokowiskach w latach 70. Z boku śmietnika stoją trzy pojemniki do selektywnej zbiórki: jeden na papier, drugi na szkło, a trzeci na plastik. To znaczy stały, bo gdy dochodzą na miejsce, widzę, że ich nie ma. Zniknęły! Co jest? - myślę. Stały tam od kiedy pamiętam, od dobrych dziesięciu lat. Przez cały czas w tym samym miejscu. No dobra - myślę dalej - może zabrali je do mycia (bo ostatnio dość brudne były) czy jakiejś konserwacji. Nic to, w końcu kawałek dalej przy wieżowcu stoją kolejne pojemniki - wyrzucę moje odpady tam.

Ale przy wieżowcu pojemniki też zniknęły. Epidemia jakaś czy co? Pojemników nie ma też koło przedszkola, zniknęły te blisko podstawówki, nie ma też tych stojących na tyłach spożywczego. Po pojemnikach przy garażach zostały tylko jakieś drobinki szkła i trochę papierków, które teraz co chwilę porywał wiatr. Obleciałem całe osiedle - nigdzie żadnego pojemnika, a jeszcze niedawno przecież było ich pełno. Co jest?

Po godzinie zmęczony, spocony i wnerwiony wracam do domu. Żona otwiera drzwi i pyta - Co masz w tych torbach? Jak to co - odpowiadam - nasze śmieci, bo pojemniki z całego osiedla porwali chyba kosmici. Tylko do czego kosmitom mogą służyć nasze pojemniki - będą je testować?

Pełne torby wrzuciłem pod stół w kuchni i cały weekend zastanawiałem się, co się mogło stać z pojemnikami.

Wyjaśnienie pojawiło się w poniedziałek rano przy kiosku z prasą. Pierwsza strona lokalnej gazety krzyczy tytułem "Dzwony znikną z Bydgoszczy?". Czytam tekst i coraz szerzej otwieram ze zdziwienia oczy. Okazuje się, że to nie ufoludki, a miejscy urzędnicy z Bydgoszczy stoją za zniknięciem pojemników. Bydgoszcz postanowiła zbudować spalarnię, ale źle obliczyła jej możliwości i teraz aby zapewnić odpowiednio dużo śmieci do planowanej spalarni musi zrezygnować z recyklingu. Szok! To po to przez lata inwestowano w edukację ekologiczną, żeby jednego dnia pozbawić ludzi dostępu do pojemników.

Z tekstu dowiedziałem się też, że moje osiedle było liderem jeśli chodzi o pojemniki do selektywnej zbiórki - znajdowały się na nim 54 komplety. Nie został ani jeden - sam się o tym doskonale przekonałem w sobotę. A pojemniki stoją sobie teraz podobno spokojnie w jakimś magazynie i czekają na przyszłoroczne wybory samorządowe. Może po nich pojawi się w Bydgoszczy nowa władza, która przywróci dzwony do łask. Ale co ja przez te wszystkie miesiące będę rozbił z moimi papierami, butelkami i słoiczkami. Mogę przestać czytać prasę, pić piwo i wodę mineralną oraz zrezygnować z musztardy i powideł od babci. Ale to nie jest chyba najlepsze rozwiązanie.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy