Rupert Murdoch, właściciel koncernu News Corp., od miesięcy powtarzał, że informacje w sieci powinny być płatne. W czwartek zelektryzował całą branżę zapowiedzią, że zamierza uporać się z tym problemem do połowy przyszłego roku. Koncern ma zamiar pobierać opłaty za informacje dostępne na witrynach wszystkich należących do niego gazet oraz stacji telewizyjnych, w tym dzienników "The Times" i "Herald Sun" czy stacji telewizyjnych Fox News i Sky News.
W piątek brytyjski dziennik "Financial Times" poinformował, że pracuje nad systemem płatności, który pozwoli czytelnikom płacić za poszczególne artykuły.
Jednak przekonanie do płacenia odbiorców to tylko jeden z problemów, z którymi borykają się obecnie tradycyjne media w internecie. Drugi - nie mniej ważny - dotyczy zwalczania nielegalnego kopiowania w sieci materiałów produkowanych przez gazety oraz
stacje radiowe i telewizyjne.
Na tym polu najbardziej bezwzględne działania podjęła amerykańska agencja AP. Jak już pisaliśmy, ta istniejąca od 163 lat organizacja należąca do wydawców gazet współpracuje z kalifornijską firmą Attributor, która monitoruje internet i wyszukuje przypadki kradzieży materiałów agencji. Pod koniec lipca AP ogłosiła, że chce śledzić, wprowadzając do tekstów odpowiednie elektroniczne znaczniki (tzw. metatagi), czy jej treści są wykorzystywane w sieci zgodnie z licencjami. Aby do tego doszło, na technologię muszą przystać wydawcy internetowi - ich materiały muszą mieć elektroniczne tagi zrozumiałe dla wyszukiwarek i innych serwisów internetowych.
Prawnicy agencji mają pełne ręce roboty. W lipcu, po trwającej półtora roku przepychance sądowej, AP zawarła ugodę z amerykańską firmą AHN Media Corp. Kością niezgody był należący do tej ostatniej serwis All Headline News, który dowiadywał się o jakimś wydarzeniu z depesz AP, następnie publikował własny artykuł o tym wydarzeniu bez powoływania się na agencję. Jego szefowie twierdzili, że po ukazaniu się depeszy AP fakty te stawały się "powszechnie znane".
AP złożyła pozew, wykorzystując tzw. doktrynę hot news - gorącej wiadomości - z 1918 r. Chodzi w niej o to, że choć fakty nie mogą podlegać ochronie prawnej, to spółki medialne mogą wytaczać sprawy sądowe rywalom, którzy kopiują wiadomości istotne z punktu widzenia czasu publikacji. Szczegóły ugody nie zostały jednak ujawnione.
Wcześniej AP doprowadziła do pozasądowego porozumienia z Moreover Technologies, spółki należącej do VeriSign - poszło o wykorzystanie nagłówków, zdjęć i materiałów AP bez zgody. W zeszłym roku wprowadziła licencje na przedruki, a nawet cytowanie fragmentów depesz w internecie. Opłaty zaczynają się za cytowanie... już pięciu słów. Według cennika agencji za taki cytat trzeba zapłacić 12,5 dol. Powyżej 251 słów - 100 dol. Zapytaliśmy AP, ile przychodów z tego czerpie, ale do zamknięcia tego wydania "Gazety" nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Agencję wzięli na celownik blogerzy. W zeszłym tygodniu James Grimmelmann, autor
blogu pt. Laboratorium.net, przetestował widżet, który AP udostępnia wraz ze spółką iCopyright do automatycznego wykupywania licencji. Na próbkę wpisał fragment listu Thomasa Jeffersona, w którym ten neguje sens istnienia praw autorskich. AP policzyła mu za ten fragment 12 dol. (już po edukacyjnym rabacie).