Tusk robi krok w stronę internautów
Tomasz Grynkiewicz, maz
2010-02-05, ostatnia aktualizacja 2010-02-05 20:25
Czarnej listy stron internetowcyh nie będzie. Po protestach internautów rząd wycofuje się z niektórych zapisów przyjętego projektu ustawy. Na debacie ze środowiskami internetowymi Donald Tusk zapowiedział dalsze konsultacje.
ZOBACZ TAKŻE
- Rząd chce jednak blokować witryny internetowe. Te hazardowe (14-03-10, 22:05)
- Czy premier Tusk przywiezie ropę i gaz z Azerbejdżanu? (10-03-10, 20:38)
- Nie będzie czarnej listy witryn internetowych? (18-02-10, 19:44)
- Premier Tusk: Zmieńmy konstytucję z myślą o euro (12-02-10, 20:41)
- Blokować strony zgodnie z konstytucją czy wbrew niej? (10-02-10, 20:23)
- "Rz": Polska sieć groźna dla dzieci (08-02-10, 07:18)
- Rząd w internecie strzela na oślep (05-02-10, 10:00)
- Premier kpi z procesu legislacyjnego (04-02-10, 13:46)
- Rząd musi przyspieszyć z internetem (26-01-10, 10:40)
- Szybki internet w żółwim tempie. Możemy stracić dotacje z UE (26-01-10, 01:12)
- Kiedy odetną od internetu - rządowa walka z piractwem internetowym (13-01-10, 20:47)
- Wiem, że ta dyskusja wzbudziła dużo kontrowersji jeszcze przed jej rozpoczęciem. Sprawdzimy czy dwie godziny spędzone z nami będą dla pana cięższe niż 13 godzin spędzone wczoraj - przywitał premiera Tuska Maciej Budzich, bloger i organizator dyskusji.
Po czwartkowym, 13-godzinnym maratonie w śledczej komisji hazardowej, w piątek premier Donald Tusk spotkał się z internautami i organizacjami pozarządowymi.
Kluczowa wymiana zdań padła pod koniec - dłuższej niż planowano - trzygodzinnej debaty.
- Czy rejestr idzie do kosza? - zapytał Jarosław Lipszyc, prezes fundacji Nowoczesna Polska, który był jednym z głównych przeciwników blokowania stron internetowych.
- Jak pan będzie mówił, że do kosza, to będzie mnie pan upokarzał. Bo to ja jestem odpowiedzialny za to, że te propozycje znalazły się w projekcie ustawy - odpowiedział Tusk. Dodał, że nie wszystkie argumenty przedstawione wczoraj przez internautów przekonały go. - Nie gniewajcie się, ale zakładanie, że intencją tej ustawy jest cenzura, to nadużycie. A na przestępstwa w sieci nie może być większego przyzwolenia niż w realu - mówił.
By za chwilę zrobić krok w kierunku internautów. - Dziś lepiej, niż przed kilkoma tygodniami, rozumiem wasze obawy. I mam wystarczająco wiele wątpliwości, by jeszcze raz wrócić do prac nad ustawą - dodał.
Rejestr stron zakazanych
Piątkowe spotkanie dotyczyło ustawy, którą rząd chciał w Polsce wprowadzić Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych. Czyli czarną listę stron internetowych, których internauci nie mogliby zobaczyć, bo obowiązkowo blokowaliby je dostawcy internetu. Do rejestru - na wniosek policji czy służb celnych - miały trafiać witryny hazardowe, strony pedofilskie i witryny ułatwiające oszustwa finansowe.
Gdy projekt, bez wcześniejszych konsultacji społecznych, a nawet pytania o zdania operatorów, ujrzał światło dzienne, w sieci zawrzało. "Cenzura, wprowadzamy drugie Chiny" - protestowali internauci. Pod apelem do prezydenta o zawetowanie nieistniejącej przecież jeszcze ustawy podpisało się 77 tys. osób. Ich zdaniem projekt ograniczał m.in. wolność słowa.
Przeciwko ustawie zaprotestowało m.in. Polskie Towarzystwo Informatyczne. Twierdzi ono, że jest to projekt "bezprecedensowo zły" i uważa, że "powinien zostać w całości wycofany".
Wytną "cenzurę" z projektu?
Z ustawy zostaną wykrojone najbardziej kontrowersyjne przepisy, w tym rejestr. Okrojoną wersją ustawy w najbliższych tygodniach znów zajmie się rząd. A potem Komisja Europejska. Ale to nie całkowita kapitulacja. - Czy rejestr się utrzyma, czy nie, zdecydują konsultacje społeczne i rozmowy w grupie roboczej - zapowiedział premier. Termin spotkania z organizacjami ma ustalić minister Michał Boni.
Czytaj relację z debaty
- To duży krok naprzód. Widzę daleko idącą chęć do rozmowy i poszukiwania innych niż rejestr rozwiązań - mówi Lipszyc. - Ale na odtrąbienie sukcesu za wcześnie - zastrzega.
Czytaj także komentarz Jarosława Lipszyca: Niech państwo edukuje zamiast cenzurować
- Uzyskaliśmy dziś ważną deklarację polityczną. Nawet więcej niż oczekiwaliśmy po spotkaniu - wtórowała Katarzyna Szymielewicz, szefowa fundacji Panoptykon. - Ale czekamy na kolejne spotkanie, na którym będziemy rozmawiali już o konkretach.
Po czwartkowym, 13-godzinnym maratonie w śledczej komisji hazardowej, w piątek premier Donald Tusk spotkał się z internautami i organizacjami pozarządowymi.
Kluczowa wymiana zdań padła pod koniec - dłuższej niż planowano - trzygodzinnej debaty.
- Czy rejestr idzie do kosza? - zapytał Jarosław Lipszyc, prezes fundacji Nowoczesna Polska, który był jednym z głównych przeciwników blokowania stron internetowych.
- Jak pan będzie mówił, że do kosza, to będzie mnie pan upokarzał. Bo to ja jestem odpowiedzialny za to, że te propozycje znalazły się w projekcie ustawy - odpowiedział Tusk. Dodał, że nie wszystkie argumenty przedstawione wczoraj przez internautów przekonały go. - Nie gniewajcie się, ale zakładanie, że intencją tej ustawy jest cenzura, to nadużycie. A na przestępstwa w sieci nie może być większego przyzwolenia niż w realu - mówił.
By za chwilę zrobić krok w kierunku internautów. - Dziś lepiej, niż przed kilkoma tygodniami, rozumiem wasze obawy. I mam wystarczająco wiele wątpliwości, by jeszcze raz wrócić do prac nad ustawą - dodał.
Rejestr stron zakazanych
Piątkowe spotkanie dotyczyło ustawy, którą rząd chciał w Polsce wprowadzić Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych. Czyli czarną listę stron internetowych, których internauci nie mogliby zobaczyć, bo obowiązkowo blokowaliby je dostawcy internetu. Do rejestru - na wniosek policji czy służb celnych - miały trafiać witryny hazardowe, strony pedofilskie i witryny ułatwiające oszustwa finansowe.
Gdy projekt, bez wcześniejszych konsultacji społecznych, a nawet pytania o zdania operatorów, ujrzał światło dzienne, w sieci zawrzało. "Cenzura, wprowadzamy drugie Chiny" - protestowali internauci. Pod apelem do prezydenta o zawetowanie nieistniejącej przecież jeszcze ustawy podpisało się 77 tys. osób. Ich zdaniem projekt ograniczał m.in. wolność słowa.
Przeciwko ustawie zaprotestowało m.in. Polskie Towarzystwo Informatyczne. Twierdzi ono, że jest to projekt "bezprecedensowo zły" i uważa, że "powinien zostać w całości wycofany".
Wytną "cenzurę" z projektu?
Z ustawy zostaną wykrojone najbardziej kontrowersyjne przepisy, w tym rejestr. Okrojoną wersją ustawy w najbliższych tygodniach znów zajmie się rząd. A potem Komisja Europejska. Ale to nie całkowita kapitulacja. - Czy rejestr się utrzyma, czy nie, zdecydują konsultacje społeczne i rozmowy w grupie roboczej - zapowiedział premier. Termin spotkania z organizacjami ma ustalić minister Michał Boni.
Czytaj relację z debaty
- To duży krok naprzód. Widzę daleko idącą chęć do rozmowy i poszukiwania innych niż rejestr rozwiązań - mówi Lipszyc. - Ale na odtrąbienie sukcesu za wcześnie - zastrzega.
Czytaj także komentarz Jarosława Lipszyca: Niech państwo edukuje zamiast cenzurować
- Uzyskaliśmy dziś ważną deklarację polityczną. Nawet więcej niż oczekiwaliśmy po spotkaniu - wtórowała Katarzyna Szymielewicz, szefowa fundacji Panoptykon. - Ale czekamy na kolejne spotkanie, na którym będziemy rozmawiali już o konkretach.
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
2.3
3 głosy
Przeczytaj 4 komentarze na Forum










