Biznes Ludzie Pieniądze

Bańka internetowa, lekcja numer dwa

Tomasz Grynkiewicz
2010-06-21 , aktualizacja: 20.06.2010 18:48
A A A Drukuj
Z serwisami społecznościowymi jest jak w tragikomedii "Glengarry Glen Ross": nagrodą za pierwsze miejsce jest cadillac eldorado, za drugie - zestaw noży do steków, a za trzecie zostajesz zwolniony. Taką analogią posłużył się kontrowersyjny Henry Blodget (były analityk, doradzał klientom inwestycje w spółki, które wyśmiewał w mailach do kolegów), komentując przejęcie przez AOL brytyjskiego serwisu Bebo.
Fuzja AOL i Time Warner z 2000 r. zakończyła się klapą. Na zdjęciu: prezes AOL Steve Case i szef Time Warner Gerald Levin
fot. AP
Fuzja AOL i Time Warner z 2000 r. zakończyła się klapą. Na zdjęciu: prezes AOL Steve Case i szef Time Warner Gerald Levin
W marcu 2008 r. AOL zapłacił za serwis społecznościowy 850 mln dol., choć Bebo mocne było tylko w Wielkiej Brytanii, a na cadillaca zasłużyłoby jedynie w Irlandii.

AOL jednak w Bebo wierzył. Wierzył mocno, bo przychody Bebo w 2007 r. wyniosły ok. 20 mln dol., co oznaczało, że AOL zapłacił zań 160-krotność wskaźnika EBITDA (zysk operacyjny powiększony o amortyzację). Koncern tłumaczył, że w ramach inicjatywy People Networks połączy serwis z własnymi komunikatorami ICQ oraz AIM.

Minęły dwa lata i kwartał. Serwisowi Bebo z 40 mln użytkowników zostało ok. 12 mln. Co ze strategią? AOL właśnie pozbył się Bebo za - to nieoficjalne informacje - mniej niż 10 mln dol. Dwa miesiące temu pozbył się też ICQ, choć tu przynajmniej dostał godziwą wycenę - 125 mln dol.

Menedżerowie AOL mogli nie oglądać "Glengarry Glen Ross". Błędy w zarządzaniu i nietrafiony pomysł z wtłaczaniem Bebo na siłę w struktury koncernu też miały prawo się przydarzyć. Frapujące jest jednak to, że na własnej skórze doświadczyli przecież pęknięcia bańki internetowej z 2000 r., gdy inwestowano krocie, gdy tylko spółka miała coś wspólnego z internetem. Dzięki tak nadmuchanemu internetowemu balonowi to przecież AOL grał główną rolę w fuzji z Time Warner! Fuzji, która rok temu zakończyła się bolesnym dla Time Warnera rozwodem. Wiedzieli, że podstawy biznesowe większości serwisów społecznościowych są kruche. A mimo to dali się nowej gorączce uwieść. Wierząc, że mają szansę choć na zestaw noży do steków.

Wieść niesie, że AOL przepłacił za Bebo przez ambicje ówczesnego szefa Randy'ego Falco, który koniecznie chciał udowodnić Wall Street, że ma pomysł na serwisy społecznościowe. Krąży anegdotka, że Falco tak był zdeterminowany, iż trzymał przejęcie Bebo w tajemnicy przed częścią menedżerów. A przez pośpiech AOL dopiero po przejęciu zorientował się, że w Bebo siedzą głównie nastolatki, co oznaczało, że reklamodawcy pchać się tam nie będą.

Czy mariaż AOL z Bebo miał szansę? Jeśli nawet, to koncern sam się postarał, by ją zminimalizować - płacąc za przejęcie gotówką, w żaden sposób nie zadbał o związanie z firmą kluczowych w Bebo osób, w tym założycieli, małżeństwa Michaela i Xochi Birch.

Dziś korzyść z Bebo jest taka, że w księgach AOL zanotuje stratę i na podatkach może zaoszczędzić ok. 300 mln dol. A świat - w małżeństwie Birchów - zyskał kolejnych filantropów finansujących m.in. budowę studni w biednych krajach.



Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów