Kalifornijska spółka pokaże swój najnowszy gadżet w środę. Nikt go jeszcze nie widział, ale wydawcy prasy i książek czekają na niego z zapartym tchem. I zadają sobie pytanie: "Czy to będzie nasze koło ratunkowe?"
ZOBACZ TAKŻE
- Polacy słuchają coraz więcej książek (19-04-10, 20:57)
- Stacje telewizyjne krytykują ustawę cyfryzacyjną (22-02-10, 22:20)
- Polacy polubili drogie komórki. W 3 lata kupili 3 mln sztuk (22-02-10, 22:12)
- Apple może przynieść zmiany w branży wydawniczej (27-01-10, 10:27)
- Magia Apple'a zdziała cuda. Połączenie telefonu z komputerem oraz innymi narzędziami spowoduje, że suma będzie większa niż składowe. Powiedziałbym, że w tym przypadku jeden plus jeden będzie równało się jedenaście - mówi "Gazecie" Juan Antonio Giner, prezes i założyciel firmy Innovations Media Consulting Group zajmującej się doradztwem na rynku prasowym. Wśród jego klientów są takie tytuły, jak: amerykański "USA Today", brytyjski "The Observer" czy portugalski "Expresso". - Witam w świecie multimedialnej przyszłości, multimedialnego dziennikarstwa i multimedialnych redakcji! - patetycznie dodaje Giner, który w przyszłą środę zasiądzie w jednym z pierwszych rzędów centrum konferencyjnego Yerba Buena Center w San Francisco, gdzie Apple zaprezentuje swój nowy produkt.
Wydawcy fantazjują
Skąd ten entuzjazm? Innovations Media Consulting Group pracuje dla kilku wydawców nad prototypami specjalnych wydań ich tytułów dopasowanych do tableta Apple'a. Szczegółów nie zdradza, potwierdza jedynie, że będą one zbliżone do tego, co już zaprezentowała redakcja słynnego magazynu "Sports Illustrated" należącego do koncernu Time Warner. Oglądanie tego pisma na wyświetlaczu nowego urządzenia ma niewiele wspólnego z czytaniem jego papierowej wersji. Przypomina raczej poruszanie się po rozbudowanym serwisie internetowym, w którym poza zdjęciami są też filmy, a czytelnik może przesłać znajomym link do dowolnego tekstu czy zdjęcia w ciągu kilku sekund. - Również reklama jest bardziej dynamiczna - przekonuje Terry McDonell, redaktor zarządzający "Sport Illustrated", po czym dotyka palcem zdjęcia na jednej ze stron. Reklama ożywa.
Wydawcy książek też próbują wyobrazić sobie, jak na najnowszym gadżecie mogą wyglądać ich produkty. Jako pierwsi prezentację przygotowali amerykańscy wydawcy podręczników skupieni w spółce Coursesmart. Wynika z niej, że student może trzymać w tablecie wszystkie książki potrzebne mu w ciągu semestru. Zakładki, podświetlanie fragmentów tekstu w dowolnym kolorze, robienie notatek czy szybkie wyszukiwanie po hasłach, a nawet nagrywanie i odtwarzanie wykładów na wideo - wielu z tych funkcji studentom brakuje w tradycyjnych czytnikach elektronicznych książek, jak np. Kindle sprzedawanym przez sklep Amazon.com.
M.in. dlatego eksperci z firmy doradczej Deloitte są zdania, że tablety mogą zagrozić czytnikom e-booków. Ich zdaniem w ciągu najbliższych dwóch lat nowy gadżet stanie się hitem, a jego sprzedaż może sięgnąć kilkudziesięciu milionów sztuk.
Apple pośrednikiem
Wiele wskazuje na to, że Steve Jobs - prezes Apple'a i wielki wizjoner elektroniki użytkowej - projektował tablet z myślą o tzw. starych mediach, czyli książkach, gazetach i magazynach. Dlatego w pierwszych przeciekach na temat nowinki pojawiło się określenie "iPod dla tekstu". Koncern ma już za sobą negocjacje z takimi firmami, jak: New York Times Co. (wydawca "New York Timesa"), Condé Nast Publications (wydawca m.in. "New Yorkera" czy"Vanity Fair") czy HarperCollins (jeden z największych wydawców książek w USA). Wydawcy książek liczą na to, że nowe urządzenie pozwoli im wzbogacić swój produkt o nowe funkcje, co z kolei pozwoliłoby sprzedawać elektroniczne wersje książek po wyższych cenach niż obecnie. (Większość e-booków na Amazonie kosztuje 9,99 dol.). Z kolei wydawcy prasowi mają nadzieję, że nowy gadżet pozwoli przełamać im spadki przychodów ze sprzedaży egzemplarzy oraz reklam i - co jest dużo ważniejsze - przyzwyczaić czytelnika do płacenia za gazety w postaci elektronicznej.
Jednak tablet ustawi Apple'a w pozycji pośrednika pomiędzy czytelnikami a wydawcami, co oznacza, że od każdej sprzedanej e-gazety czy książki koncern będzie pobierał swoją opłatę. Jak bardzo dotkliwa potrafi być branża prasowa, przekonała się, podpisując umowy z Amazonem, który oddaje wydawcom tylko 30 proc. ceny każdej gazety czy książki, inkasując pozostałe 70 proc.
Ale to się zmienia. Z publikowanych w amerykańskiej prasie przecieków wynikało, że Apple zaproponuje odwrotny podział przychodów, zostawiając sobie "tylko" 30 proc. Amazon odpowiedział w środę, proponując zbliżone rozwiązanie. A dzień później otworzył oprogramowanie Kindle'a dla programistów amatorów, którzy teraz mogą wymyślać dla czytnika nowe aplikacje i sprzedawać w internetowym sklepie Kindle Store. Rozwiązanie ściągnięte z iPhone'a - innego produktu Steve'a Jobsa.
Dlaczego media kochają Apple'a?
Ale tableta jeszcze nikt nie widział! No, prawie nikt. Wyjątkiem są uznani recenzenci największych amerykańskich gazet i stacji telewizyjnych, jak np. Walt Mossberg z "The Wall Street Journal" czy David Pogue z "New York Timesa", którzy dziś wiedzą o nowym gadżecie wszystko, ale nie mogą puścić pary z ust, bo podpisali porozumienia o zachowaniu poufności.
Jednak większość dziennikarzy nie ma o nowince pojęcia, a mimo to starannie relacjonuje wszystkie przecieki i otwarcie sympatyzuje z Apple'em. Dlaczego? Bo widzą w nim nadzieję dla swego zawodu. David Carr z "New York Timesa" napisał, że tablet ma być "okazją do wznowienia romansu między słowem drukowanym a konsumentem. I wyraził szczerą nadzieję, że "gdzieś pomiędzy sklepem iTunes a sklepem z aplikacjami na iPhone'a może być model dla prasy".
"Niewygodna prawda w przypadku gazet, magazynów i książek oraz muzyki, filmów i telewizji jest taka, że nie ma Świętego Graala, złotego strzału czy Zbawiciela, który będzie dostarczał zyski i szczęśliwych czytelników ciężarówkami" - przekonuje Mathew Ingram w swoim blogu GigaOm.
W złoty strzał nie wierzy nawet Juan Antonio Giner, który, dodając jeden do jednego, otrzymuje jedenaście. - Tablet nie będzie rozwiązaniem problemów dla wydawców, ale będzie koniecznością dla każdego, kto zna się na biznesie gazetowym i wie, że ten biznes nie polega na drukowaniu gazet, lecz na ciągłym dostarczaniu jakościowych informacji i historii na każde możliwe urządzenie - podkreśla Giner.
Wydawcy fantazjują
Skąd ten entuzjazm? Innovations Media Consulting Group pracuje dla kilku wydawców nad prototypami specjalnych wydań ich tytułów dopasowanych do tableta Apple'a. Szczegółów nie zdradza, potwierdza jedynie, że będą one zbliżone do tego, co już zaprezentowała redakcja słynnego magazynu "Sports Illustrated" należącego do koncernu Time Warner. Oglądanie tego pisma na wyświetlaczu nowego urządzenia ma niewiele wspólnego z czytaniem jego papierowej wersji. Przypomina raczej poruszanie się po rozbudowanym serwisie internetowym, w którym poza zdjęciami są też filmy, a czytelnik może przesłać znajomym link do dowolnego tekstu czy zdjęcia w ciągu kilku sekund. - Również reklama jest bardziej dynamiczna - przekonuje Terry McDonell, redaktor zarządzający "Sport Illustrated", po czym dotyka palcem zdjęcia na jednej ze stron. Reklama ożywa.
Wydawcy książek też próbują wyobrazić sobie, jak na najnowszym gadżecie mogą wyglądać ich produkty. Jako pierwsi prezentację przygotowali amerykańscy wydawcy podręczników skupieni w spółce Coursesmart. Wynika z niej, że student może trzymać w tablecie wszystkie książki potrzebne mu w ciągu semestru. Zakładki, podświetlanie fragmentów tekstu w dowolnym kolorze, robienie notatek czy szybkie wyszukiwanie po hasłach, a nawet nagrywanie i odtwarzanie wykładów na wideo - wielu z tych funkcji studentom brakuje w tradycyjnych czytnikach elektronicznych książek, jak np. Kindle sprzedawanym przez sklep Amazon.com.
M.in. dlatego eksperci z firmy doradczej Deloitte są zdania, że tablety mogą zagrozić czytnikom e-booków. Ich zdaniem w ciągu najbliższych dwóch lat nowy gadżet stanie się hitem, a jego sprzedaż może sięgnąć kilkudziesięciu milionów sztuk.
Apple pośrednikiem
Wiele wskazuje na to, że Steve Jobs - prezes Apple'a i wielki wizjoner elektroniki użytkowej - projektował tablet z myślą o tzw. starych mediach, czyli książkach, gazetach i magazynach. Dlatego w pierwszych przeciekach na temat nowinki pojawiło się określenie "iPod dla tekstu". Koncern ma już za sobą negocjacje z takimi firmami, jak: New York Times Co. (wydawca "New York Timesa"), Condé Nast Publications (wydawca m.in. "New Yorkera" czy"Vanity Fair") czy HarperCollins (jeden z największych wydawców książek w USA). Wydawcy książek liczą na to, że nowe urządzenie pozwoli im wzbogacić swój produkt o nowe funkcje, co z kolei pozwoliłoby sprzedawać elektroniczne wersje książek po wyższych cenach niż obecnie. (Większość e-booków na Amazonie kosztuje 9,99 dol.). Z kolei wydawcy prasowi mają nadzieję, że nowy gadżet pozwoli przełamać im spadki przychodów ze sprzedaży egzemplarzy oraz reklam i - co jest dużo ważniejsze - przyzwyczaić czytelnika do płacenia za gazety w postaci elektronicznej.
Jednak tablet ustawi Apple'a w pozycji pośrednika pomiędzy czytelnikami a wydawcami, co oznacza, że od każdej sprzedanej e-gazety czy książki koncern będzie pobierał swoją opłatę. Jak bardzo dotkliwa potrafi być branża prasowa, przekonała się, podpisując umowy z Amazonem, który oddaje wydawcom tylko 30 proc. ceny każdej gazety czy książki, inkasując pozostałe 70 proc.
Ale to się zmienia. Z publikowanych w amerykańskiej prasie przecieków wynikało, że Apple zaproponuje odwrotny podział przychodów, zostawiając sobie "tylko" 30 proc. Amazon odpowiedział w środę, proponując zbliżone rozwiązanie. A dzień później otworzył oprogramowanie Kindle'a dla programistów amatorów, którzy teraz mogą wymyślać dla czytnika nowe aplikacje i sprzedawać w internetowym sklepie Kindle Store. Rozwiązanie ściągnięte z iPhone'a - innego produktu Steve'a Jobsa.
Dlaczego media kochają Apple'a?
Ale tableta jeszcze nikt nie widział! No, prawie nikt. Wyjątkiem są uznani recenzenci największych amerykańskich gazet i stacji telewizyjnych, jak np. Walt Mossberg z "The Wall Street Journal" czy David Pogue z "New York Timesa", którzy dziś wiedzą o nowym gadżecie wszystko, ale nie mogą puścić pary z ust, bo podpisali porozumienia o zachowaniu poufności.
Jednak większość dziennikarzy nie ma o nowince pojęcia, a mimo to starannie relacjonuje wszystkie przecieki i otwarcie sympatyzuje z Apple'em. Dlaczego? Bo widzą w nim nadzieję dla swego zawodu. David Carr z "New York Timesa" napisał, że tablet ma być "okazją do wznowienia romansu między słowem drukowanym a konsumentem. I wyraził szczerą nadzieję, że "gdzieś pomiędzy sklepem iTunes a sklepem z aplikacjami na iPhone'a może być model dla prasy".
"Niewygodna prawda w przypadku gazet, magazynów i książek oraz muzyki, filmów i telewizji jest taka, że nie ma Świętego Graala, złotego strzału czy Zbawiciela, który będzie dostarczał zyski i szczęśliwych czytelników ciężarówkami" - przekonuje Mathew Ingram w swoim blogu GigaOm.
W złoty strzał nie wierzy nawet Juan Antonio Giner, który, dodając jeden do jednego, otrzymuje jedenaście. - Tablet nie będzie rozwiązaniem problemów dla wydawców, ale będzie koniecznością dla każdego, kto zna się na biznesie gazetowym i wie, że ten biznes nie polega na drukowaniu gazet, lecz na ciągłym dostarczaniu jakościowych informacji i historii na każde możliwe urządzenie - podkreśla Giner.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
3.7
38 głosów
Przeczytaj 31 komentarzy na Forum









