Opowiedzcie nam o swoim najlepszym szefie, którego spotkaliście w karierze!listydogazety@gazeta.pl
>
Gdy James Goodnight podjeżdża swoim czarnym buickiem na lotnisko w Raleigh w USA, nikt nie zrywa się z miejsca, by go przywitać. Obsługa pomaga grupce dziennikarzy z Europy załadować bagaże do luku prywatnego boeinga 737.
67-letni Goodnight parkuje, wyjmuje z bagażnika walizkę na kółkach i toczy ją do samolotu. Lekko utyka na prawą nogę, dwa lata temu podczas gry w golfa nabawił się kontuzji kolana. Mimo to nie chce, by stewardesa pomogła mu z bagażem.
W boeingu zamiast stłoczonych jak sardynki 200 pasażerów rozsiada się wygodnie zaledwie dwadzieścia osób. Dziennikarze, wśród nich ja, toną w białych skórzanych fotelach, wykładają laptopy na dębowych stolikach, sprawdzają, czy działa bezprzewodowy internet. Działa.
Przed nami pięć godzin lotu do Las Vegas z jednym z najbogatszych ludzi. Magazyn "Forbes" szacuje majątek Goodnighta -założyciela firmy informatycznej SAS, potentata na rynku oprogramowania do zarządzania biznesem zatrudniającego 11 tys. ludzi - na 6,9 mld dol. Daje mu to 33. miejsce na liście najmajętniejszych Amerykanów i 105. miejsce na liście światowej.
Po drodze prezes SAS udzieli kilku wywiadów. A niektórym z nas -także krótkiej lekcji ekonomii.
- Pana prywatny majątek jest szacowany na prawie siedem miliardów... -zaczyna pytanie Albert, dziennikarz z Rosji.
- Przepraszam - przerywa mu Goodnight -ale kwota, którą pan wymienił, odzwierciedla wartość udziałów, które do mnie należą. To nie są moje osobiste pieniądze, które mogę dowolnie wydać, więc ich wartość jest... hm... umowna.
Na koniec Albert prosi biznesmena o... oświadczenie.
- Jakie? -zachodzi w głowę Goodnight.
- Dla rynków finansowych.
- O czym?
- Może dotyczyć wszystkiego.
- Wszystkiego?! -miliarder maskuje zdziwienie uśmiechem.
- Tak. No, takie, które można wydrukować na pierwszej stronie.
- Mam nadzieję, że Rosja będzie sprzedawała tyle dolarów, ile potrafi. W ten sposób osłabi dolara, a to jest dobre dla mojego biznesu. Sprzedawajcie dolary! - oświadcza Goodnight.
- Ale... czemu? - dziwi się Albert. - Przecież to wasza narodowa waluta. Jak pan tak może mówić?
- Większość naszych obrotów, jakieś 65 proc., pochodzi z zagranicznych rynków. Słaby dolar oznacza, że za każde zarobione euro możemy kupić więcej dolarów. To dla mnie korzystne - tłumaczy niezrażony miliarder.
Jaka szkoda, że nikt nie wysyła już w kosmos sputników