Biznes Ludzie Pieniądze

Polak, który uratował 100 tys. osób

Artur Włodarski
12.01.2010 , aktualizacja: 14.01.2010 16:41
A A A Drukuj
Robi najcieńsze rurki na świecie. W Europie nie ma już konkurencji. Odnosi sukcesy, łamiąc kanony biznesu. A przy okazji ratuje ludzi.
Kateter dosercowy z balonem. Gdy lekarze wprowadzą rurkę do tętni cy, pompują balon, który tamuje krwawienie.
Płowiecki robi kilka razy cieńsze katetery
Kateter dosercowy z balonem. Gdy lekarze wprowadzą rurkę do tętni cy, pompują balon, który tamuje krwawienie. Płowiecki robi kilka razy cieńsze katetery
Leopold Płowiecki z upodobaniem gra na skrzypcach i maluje]
Fot. Archiwum prywatne
Leopold Płowiecki z upodobaniem gra na skrzypcach i maluje]
Leopold Płowiecki ze swoim Magikiem - najsłynniejszym i najczęściej kopiowanym kateterem, m.in. do penetracji mózgu
Fot. Archiwum prywatne
Leopold Płowiecki ze swoim Magikiem - najsłynniejszym i najczęściej kopiowanym kateterem, m.in. do penetracji mózgu
Pragniesz sukcesu w biznesie? Więc zaoszczędzę ci czasu, którego z pewnością nie masz. Wszystkie poradniki na ten temat można sprowadzić do dwóch rad: trzeba robić coś "naj" albo robić to, czego nie robi nikt inny. Tak jak Leopold Płowiecki, który na wszelki wypadek zastosował się do obu tych rad. Kilka dobrze skalkulowanych przedsięwzięć i oto efekt - ewidentny biznesowy sukces Tak właśnie myślałem, idąc na spotkanie do warszawskiego hotelu Bristol. I co? Myliłem się. Nie co do skutków, ale co do metod. Po długiej rozmowie z "królem kateterów", jak go nazwałem na własny użytek, zwątpiłem w większość podręcznikowych rad. Owszem, krzywdy nie wyrządzą, ale też niczego nie gwarantują. Bo? Zbyt wiele zależy od przypadku i szczęścia.

Osobowym do małżeństwa

Ciekawe, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby pewnego dnia nie wsiadł do pociągu relacji Kraków - Warszawa albo wybrał inny wagon, albo usiadł w innym miejscu, albo zamiast "Damy kameliowej" Aleksandra Dumasa wyciągnął książkę innego autora. Bo wtedy mógłby nie zwrócić uwagi siedzącej naprzeciwko eleganckiej kobiety, jak się okazało - Francuzki. Efektem przygodnej znajomości było małżeństwo i emigracja naszego bohatera w 1971 r.

Ciekawe też, jak daleko by zaszedł, gdyby pięć lat później nie został wyrzucony z pracy. Płowieckiego obwiniono o nietrafiony zakup maszyny, która zaraz potem się spaliła. Nie starając się nawet o zasiłek dla bezrobotnych, poszedł do producenta owych urządzeń z propozycją odkupienia uszkodzonej sztuki po obniżonej cenie. I tak oto nadpalona wytłaczarka Fairex 25/15D stała się podstawą jego prywatnej działalności. Gdy w 1977 r. rejestrował firmę, usłyszał od urzędnika: "Musi pan wiedzieć, że w departamencie Val-d'Oise co roku takich firm powstaje 1500. Z tego utrzymuje się 50, a reszta upada ". Siedzibą Balt Extrusion stał się garaż wynajętego domu w Montmorency - miasteczku leżącym nieopodal Paryża. Piętro wyżej żona będąca w ciąży z drugim dzieckiem przełykała łzy na myśl o rosnących długach, spłacie pożyczek i niepewnej przyszłości. Tym bardziej że branża, na jaką postawił jej mąż, wydawała się jej nieco dziwaczna.

Przyznam, że i ja nigdy wcześniej nie słyszałem o kateterach (przez naszych lekarzy zwanych też mikrocewnikami) - to ultracienkie rurki, które wprowadza się np. do serca lub mózgu.

- Rurki to ratunek. W szpitalach są ich kilometry. Do kroplówek, do perfuzji, do anestezji. Im gorzej z chorym, tym więcej wtyka się w niego rurek. Ja poświęciłem się tym najcieńszym z najcieńszych - mówi Płowiecki i pokazuje coś, co wygląda jak cieniutki, prawie dwumetrowy przewód. Tyle że pusty w środku.

Taka rurka potrafi dotrzeć do najdalszych zakamarków ludzkiego ciała. Przykład: pewna kobieta, ścieląc łóżko, poczuła ostry ból w głowie. Niebawem jej lewe oko nabiegło krwią. Przyczyna? Pęknięcie tętnicy ocznej. Chora trafia do szpitala. Jak można jej pomóc? Zrobić trepanację albo użyć mikrocewnika. Wprowadza się go przez tętnicę udową w pobliżu pachwiny i dalej drogami tętniczymi aż do mózgu, by zatamował krwawienie. Może to zrobić na dwa sposoby: albo za pomocą kleju, albo platynowej sprężynki, która uwalnia się z jego końca i rozpręża. Rurka musi być na tyle sztywna, by można było ją łatwo przesuwać, i na tyle cienka, wiotka i śliska, by nie drażniła naczyń, które pod wpływem dotyku potrafią mocno się kurczyć. A do tego musi być odporna na zrywanie i wytrzymywać ciśnienie dziesięciokrotnie większe niż opona samochodowa. Jak to wszystko pogodzić?

Magic prawie wykradziony

Płowiecki najszybciej uporał się z miniaturyzacją. W 1977 r. przyjął zamówienie na rurkę o średnicy 1/3 mm. Nikt wcześniej nie wytłoczył czegoś tak cienkiego i pustego w środku. Przydało się wykształcenie inżyniera mechaniki precyzyjnej i pasja konstruktora. Sam zrobił miniaturową głowicę do swojej wytłaczarki i narzędzia do precyzyjnej obróbki. Po kilku miesiącach był gotów. Jego kateter PE rose 1F (średnica wewnętrzna 0,17 mm, zewnętrzna - 0,33 mm) znajdował nabywców przez dziesięć lat.

Potem zdołał połączyć elastyczność z wytrzymałością. Ponieważ na rynku nie było odpowiednich tworzyw, wymyślił własne. Pursil dawał wytrzymałość poliuretanu i miękkość sylikonu. Rurka z tego stopu była gotowa w 1980 r. i odniosła natychmiastowy sukces.

Ale przebojem okazało się co innego. A zaczęło się niewinnie. Prof. Luc Picard z Nancy stwierdził kiedyś, że ideałem byłaby rurka z jednej strony miękka, a z drugiej twarda, bo wtedy łatwiej by się nią manewrowało w ludzkim ciele. Płowiecki potraktował to jak wyzwanie. W 1987 r. wykonał próbę generalną. Widząc, jak szybko nowy kateter dotarł do końca języka pacjenta, jeden z profesorów stwierdził: "To magia". I tak powstał król kateterów domózgowych i zarazem najsłynniejszy produkt Balt Extrusion. Magic od 22 lat stoi na czele listy sprzedaży (1200 miesięcznie, po 500 euro za sztukę). W tym czasie uratował grubo ponad 100 tys. pacjentów.

- Miałem szczęście, że okazał się tak dobry - przyznaje Płowiecki.

- To najlepszy na świecie mikrocewnik do naczyniaków [nieprawidłowych naczyń krwionośnych] - potwierdza prof. Robert Juszkat z Uniwersytetu Poznańskiego. - Pozwala penetrować naczynia poniżej 0,5 mm średnicy.

W branży mówi się, że Magic jest jak Coca-Coca - wszyscy go znają, ale nikt nie wie, jak powstaje. Poza twórcą oczywiście. Chociaż o mały włos, a wtajemniczonych byłoby więcej. Niejaki Alain Fourere z Marsylii postanowił wykraść recepturę. - Zapraszaliśmy się na obiady, wręcz zaprzyjaźniliśmy - wspomina Płowiecki. - Tymczasem Fourere po kryjomu werbował moich pracowników, w tym szefa biura projektów oraz główną brygadzistkę. On wykradł dokumentację, ona nadzorowała produkcję. Skuszeni zarobkami przeszli do konkurencji. Rychło jednak przekonali się, że ich kateterom brakuje magii oryginału - zbyt sztywne nie poddawały się strumieniowi krwi i nie trafiały tak łatwo do celu.

- Plagiatorzy nie znali dokładnego składu Pursilu. To pilnie strzeżona tajemnica - mówi Płowiecki.

Po trzech latach firma Saint Ceme Alaina Fourera zbankrutowała.

W tym czasie Płowiecki eksperymentował z rurką zakończoną balonem, który nadymając, się rozpychał zwężoną tętnicę. Tak powstał Cristal Balloon - kolejny, po Magicu, przebój firmy Balt.

Potem były bardziej wymyślne konstrukcje: katetery zbrojone (wytrzymują 80 atmosfer), śliskie jak węgorze katetery hydrofilne (wymagały zastosowania kosmicznych technologii) oraz najciekawsze - katetery przystosowane do wprowadzenia stentów do tętniaków węwnątrzczaszkowych. Czym jest tętniak? Mniej więcej tym, czym ponacinane przewody hamulcowe w aucie. Jeśli pękną, a jest to zwykle kwestią czasu, to na pewno w najsłabszym miejscu. Pęknięcie tętniaka oznacza nagły wylew krwi do mózgu z łatwym do przewidzenia skutkiem (co roku w Polsce 1400 osób przypłaca to śmiercią lub kalectwem). Stenty mają wzmocnić nadwerężone naczynia w sercu lub mózgu. Mózgowe są bardziej delikatne od sercowych. Mają kształt ażurowego pierścienia wykonanego z nitinolu, czyli ultracienkiego drucika obdarzonego pamięcią (odzyskuje zadany kształt). Taki pierścień wsuwa się do cieniutkiego katetera, a kateter do ciała pacjenta. Kiedy całość jest już na miejscu, stent rozpręża się do średnicy 2-4 mm. Tętniak, czyli bomba zegarowa tykająca w głowie chorego zostaje rozbrojona. Rurkę się wyciąga, stent zostaje, pacjent idzie do domu. Magia.

A co powiecie na to? Wasz dziadek lub tata (odpukać!) dostaje udaru mózgu. Efektem może być równie dobrze lekki niedowład, trwałe inwalidztwo, jak i śmierć (udar to trzecia przyczyna zgonów na świecie). Już po kilku godzinach skrzep krwi potrafi doprowadzić do martwicy przyległych tkanek. Chyba że wcześniej się go usunie. Jak? Kateterem rzecz jasna. Catch, czyli ultracienki wyciągacz skrzepów, ma na końcu coś w rodzaju koszyczka. Koszyczek jest złożony jak parasolka. Kiedy przebije skrzep, rozkłada się i zagarnia go ze sobą. Sposób jest nowy, ale skuteczny - prof. Alain Bonafé z Montpellier uratował Catchem blisko setkę pacjentów po udarze. Choć w Polsce zaczynają powstawać centra udarowe, Narodowy Fundusz Zdrowia nie uwzględnił takiej procedury.

- Moglibyśmy robić dużo podobnych zabiegów, ale nie mamy za co - mówi prof. Juszkat. - Są skuteczne, ale każdy kosztuje ponad 10 tys. NFZ tego nie refunduje.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    310 głosów