Artur Włodarski: Zalało mi dom do połowy okien. Od tygodnia stoi w wodzie. Co da się w nim uratować, a czego nie?
Damian Plenkiewicz, dyr. firmy Dry-Pol, koordynator prac osuszających na terenie południowej Polski: Wszystko, co tak długo stoi w wodzie, zwłaszcza brudnej i skażonej - niszczeje. Z każdym dniem coraz bardziej. Dlatego najważniejszy jest tu czas. Im szybciej zaczniemy ratować dom, tym lepiej. Jeden warunek: woda wokół domu musi opaść na tyle, by nie wlewała się do środka.
Załóżmy, że opadła. Przyjeżdżamy i co?
- Otwieramy szeroko okna. Wietrzymy, ile się da. Potem wynosimy wszystkie przedmioty, jakie mogły mieć kontakt z wodą. I segregujemy na te, które można uratować, i te, które trzeba wyrzucić. Przeszkodą bywa bariera psychologiczna, szczególnie silna u osób starszych. Kiedy mówimy im, że ich tapczan musi wylądować na wysypisku, bo przecież stał pod wodą, to oczywiście kiwają głową. A potem i tak będą go suszyć i spać na nim, jakby nigdy nic.
Opróżniamy pomieszczenia
- także dlatego, by szybciej schły. Im bardziej zagracone kąty, tym większa wilgoć. I dopiero teraz zabieramy się za dom. Z podłogi zrywamy parkiet, deski, panele, wykładziny. Ze ścian tapety i boazerię. Nieznośnie mdły odór wyczuwalny czasem w zalanych domach to sprawka rozkładającego się kleju do wykładzin i tapet. Demontujemy też ścianki działowe z płyt karton-gips do wysokości zalania plus 20-30 centymetrów, bo tyle woda mogła podsiąknąć.
Glazura, terakota, gres?
- Tam, gdzie stała woda, zbijamy. Jeśli tego nie zrobimy, niebawem same odpadną. To samo z podłogą. Woda wysoka na metr czy dwa wedrze się wszędzie, nawet pod podłogę. Wystarczy najmniejsza szczelina czy ubytki w fudze.
Czyli powinniśmy niemalże doprowadzić dom do stanu zamkniętego surowego?
- Przynajmniej w zalanej kondygnacji. Do uratowania będzie instalacja hydrauliczna i - paradoksalnie - elektryczna. Tej ostatniej lepiej nie uruchamiać zbyt wcześnie. W mokrych ścianach mogą być przebicia, a w peszlach - woda. Poza tym prawie każdy dom zasilany jest prądem 380V stwarzającym śmiertelne niebezpieczeństwo. Dlatego przed wkręceniem korków warto zawołać elektryka. Ale kontakty i gniazdka zwykle będą nadawać się do użytku. Oczywiście po wyczyszczeniu i osuszeniu.
A sprzęt elektryczny, piec gazowy, kuchenka, piekarnik?
- Jeśli zdążyły wyschnąć, a ich sterowników nie zalała woda - też mają szansę działać.
Okna?
- Zależy. Plastikowe powinny wyjść z powodzi obronną ręka. Drewniane - niekoniecznie. Podobnie drzwi. Jeśli wchłonęły wodę, wykrzywią się i będą do wyrzucenia. A kiedy już wstawiamy nowe framugi czy futryny, to tylko w suche ściany.
Ile czasu trzeba, by doprowadzić dom do stanu sprzed zalania?
- Tyle, ile wykończenie domu, w którym skute są podłogi i ściany. A więc wiele miesięcy. Kiedy zaś chodzi tylko o wysuszenie domu, góra kilka tygodni. Pod warunkiem, że zajęliśmy się nim zaraz po powodzi, że był w niezłym stanie tuż przed nią i że użyliśmy specjalistycznej aparatury.
Co najgorszego można zrobić z zalanym domem?
- Poddać się i nic nie robić. Albo - jak niektórzy - zamknąć szczelnie okna i włączyć nagrzewnicę powietrza. Efekt? Temperatura i wilgotność jak w tropikach. I równie bujne kolonie grzybów, które błyskawicznie ogarniają całe mieszkanie.
Czy zdarzało się, że przyjeżdżacie i oceniacie przypadek jako beznadziejny?
- Nieraz. Np. starsi, schorowani państwo i ich 50-letni zaniedbany dom. Mur żebraczy, czyli zrobiony z cegieł, kamieni, pakuł i wszystkiego, co było pod ręką. Brak izolacji chroniącej przed wilgocią z ziemi. Woda podskórna w piwnicy. Małe, nigdy nieotwierane okna. A w środku stęchlizna, zagrzybione ściany. No i pełno gratów, które uniemożliwiają wniesienie sprzętu osuszającego.