Biznes Ludzie Pieniądze

Pozamiatane, czyli wielka czystka w Legionowie

Rozmawiali Artur Włodarski, Konrad Niklewicz
08.06.2010 , aktualizacja: 21.06.2010 17:37
A A A Drukuj
Był brud, smród i protesty. Ale udało się. Zyskało powietrze, ulice, lasy i mieszkańcy. Teraz to nie oni, ale gmina martwi się, co zrobić ze śmieciami. I tak powinno być w całej Polsce - mówi "Gazecie" prezydent Legionowa* Roman Smogorzewski
Roman Smogorzewski, prezydent Legionowa
Roman Smogorzewski, prezydent Legionowa
"Gazeta": Zrobiliście śmieciową rewolucję. Co było impulsem?

Prezydent Legionowa Roman Smogorzewski: Jakość powietrza. Gorsza chyba niż na Śląsku. Po prostu fatalna. Zwłaszcza zimą.

Przecież dookoła macie lasy.

- Ale i pomysłowych mieszkańców. Nie tylko my zresztą. To niesłychane, w jakiej schizofrenii żyje nasz naród. Boimy się spalarni odpadów, bo groźne. Blokujemy ich budowę, protestujemy. A w domu? Cichaczem dorzucamy plastiki do pieca. I udajemy, że to nikomu nie szkodzi. Że te dioksyny, fenole i sadze to nie my. Efekt? Sporo tu lasów, zero przemysłu, a bywa, że nie ma czym oddychać. Złe powietrze - to zdecydowało. Swoje dołożyły sterty śmieci w lasach. Przepełnione altanki na osiedlach. No i całe reklamówki śmieci w ulicznych koszach. Z gospodarstw i domków jednorodzinnych.

Zwołaliście referendum i...

- W 2006 r. zaproponowaliśmy mieszkańcom zmianę systemu, bo dotychczasowy był podwójnie idiotyczny - niewydajny i nieruchawy. Z jednej strony gmina odpowiada za porządek, z drugiej - przed co ważniejszą decyzją musi pytać o zdanie mieszkańców. Parę gmin już się przekonało, że referendum nie gwarantuje powodzenia.

I chyba sporo kosztuje.

- I tu mamy kolejny idiotyzm. Nawet jeśli się takie połączy je z wyborami samorządowymi, koszty rosną o 40-60 tys. zł. Bo urny, kabiny i komisje muszą być osobne.

W skali kraju dałoby to...

- 50 tys. zł razy 2800, bo tyle mamy gmin, czyli w sumie 140 mln zł! Tyle można zaoszczędzić na referendach zmieniając system ustawowo. I to bez ryzyka niepowodzenia.

Wam się udało.

- Ledwo. Przyszło tylko 40 proc. uprawnionych. Na szczęście aż 85 proc. było na tak. A to dopiero połowa sukcesu. Są gminy, gdzie referendum się udałom, ale nic po nim nie zrobiono.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie pali się, by system zbiórki odpadów komunalnych zmieniać ustawą, bo uważa, że gminom nie można niczego nakazywać.

- To niech minister już gromadzi pieniądze na kary, jakie Unia przywali Polsce za brak polityki śmieciowej. W Warszawie tego nie widać. Ale już na wsiach - tak. W wielu za wywóz śmieci nie płaci nikt.

Wdrożyliście nowy system trzy lata po referendum. Były problemy?

- Były. Wprawdzie coś podobnego przerabiała śląska Pszczyna, ale tam ilość śmieci na osobę ograniczono do 50 litrów miesięcznie, a my nie chcieliśmy limitów. Dlatego zleciliśmy Politechnice Warszawskiej, by taki system opracowała.

Potem był przetarg. Pierwsza próba - nieudana. Podzieliliśmy miasto na ćwiartki, ale zamiast taniej zrobiło się drożej, bo efekt skali nie zadziałał. Firmy odbierające odpady żądały nawet 30 zł od głowy. Druga próba - wygrał potentat - Remondis. Jak w Pszczynie.

Ile wasi mieszkańcy płacą co miesiąc?

- Kto odpady sortuje - 8,50 zł. Kto nie - 15 zł. Ilość nie gra roli. Czteroosobowa rodzina oszczędza ponad 10 zł w porównaniu z tym, co było wcześniej.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    61 głosów