Biznes Ludzie Pieniądze

Gdzie przetrwać finansową zawieruchę?

Szymon Szadkowski
12.12.2011 , aktualizacja: 12.12.2011 14:32
A A A Drukuj
W czasach niepewności pojawia się coraz więcej pytań o bezpieczeństwo środków klienta przechowywanych w różnych instytucjach finansowych. Warto więc wiedzieć, na jaką ochronę może liczyć klient dysponujący znacznymi aktywami.
Skład indeksu WIG20
STUDIO GAZETA
Skład indeksu WIG20
Gotówka w banku podlega ochronie w Polsce do wysokości równowartości 50 tys. euro. Oznacza to, że w razie upadłości banku klient otrzyma taką kwotę z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Zwrot środków powyżej tej kwoty jest już jednak niepewny i uzależniony od efektów postępowania upadłościowego. Papiery wartościowe zgromadzone na rachunku maklerskim są własnością klienta i w razie upadłości domu maklerskiego czy banku powiernika nie wchodzą one do masy upadłościowej. W praktyce klient może tu liczyć na pełną ochronę swoich aktywów z wyjątkiem środków pieniężnych, które są gwarantowane do określonej wysokości, podobnie jak gotówka w banku.  Podobnym poziomem bezpieczeństwa cechują się fundusze inwestycyjne. Aktywa funduszy wydzielone są z aktywów Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych. Ponadto fundusz przechowuje je w banku depozytariuszu, gdzie papiery wartościowe wydzielone są z aktywów banku.  Podsumowując, dla inwestora ochronę aktywów o znacznej wartości najlepiej realizuje się poprzez rachunek powierniczy, prowadzony przez wyspecjalizowaną firmę lub wyodrębnioną jednostkę powierniczą w banku, która nie łączy działalności powierniczej z innymi czynnościami maklerskimi.

- Należy też wyraźnie podkreślić, że banki, domy maklerskie czy TFI podlegają bardzo rygorystycznemu nadzorowi sprawowanemu przez Komisję Nadzoru Finansowego. Ryzyko popadnięcia instytucji finansowej w bardzo poważne kłopoty należy postrzegać jako rzadkie - twierdzi Daniel Ścigała, dyrektor departamentu bankowości prywatnej PNB Paribas.

Zdaniem ekspertów nie warto jednak rezygnować z pomnożenia swojego kapitału. Oczywiście wszystko zależy od kapitału i tego, jakie ryzyko inwestor jest w stanie zaakceptować. Od tego zależy wybór, gdzie ulokujemy swój kapitał.

- Na tak trudnym rynku jest jednak możliwe inwestowanie, niekoniecznie kończące się stratami. Wymaga to jednak żelaznej dyscypliny od aktywnych inwestorów. Z kolei mniej aktywni powinni się koncentrować na dywersyfikacji i poszukiwaniu okazji, które tworzy kryzys, wynikających z oderwania się wycen niektórych aktywów od ich fundamentów, czyli rzeczywistej wartości - radzi Ścigała z PNB Paribas.

Lepsza lokata niż obligacja

Jeżeli nastawimy się na ochronę kapitału, to najlepiej zainteresować się rynkiem pieniężnym i dłużnym - radzą eksperci.

- Gdy na rynkach kapitałowych panuje niepewność, większość klientów private banking stroni od ryzyka inwestycyjnego, a lwią część środków lokuje w bezpieczne depozyty bankowe i obligacje skarbowe. Takie decyzje są w pełni zrozumiałe, bowiem obecna sytuacja na rynkach kapitałowych rzeczywiście nie służy lokowaniu środków w bardziej agresywne instrumenty finansowe - powiedział Mariusz Ekwiński, dyrektor departamentu klienta zamożnego w Banku BPH.

Obligacje skarbowe były jak do tej pory synonimem bezpieczeństwa, nawet reklamowane były jako "zysk bez ryzyka". Jednak jak pokazuje przykład Grecji, wcale ten pewnik nie musi być prawdziwy w sytuacji nadmiernego zadłużenia państwa, nie wspominając o ryzyku ekonomicznym, gdy inflacja wzrasta powyżej oprocentowania. Należy jednak pamiętać, że nabycie najbardziej bezpiecznych, bo gwarantowanych przez państwo obligacji skarbowych wiąże się z koniecznością zamrożenia kapitału na dłuższy czas.

- Dlatego też inwestorzy, którzy szukają w obecnej chwili nadal tylko i wyłącznie bezpiecznych rozwiązań, powinni koncentrować się przede wszystkim na lokatach bankowych z racji ich: wysokiego teraz oprocentowania oraz pełnej gwarancji kapitału oraz możliwości zawarcia ich nawet na krótki czas - twierdzi Paweł Bogusz, wiceprezes BRE Bank Wealth Management.

Rozwiązaniem może być też strategia bazująca na systematycznym inwestowaniu określonej puli środków - w myśl zasady, że każdy kryzys ma swój koniec. W dłuższym terminie zdywersyfikowany i rozłożony na wiele rat plan inwestycyjny ma szanse przynieść satysfakcjonujące stopy zwrotu. Wtedy część środków można zainwestować na parkiecie, wykorzystując wysoką zmienność na rynkach kapitałowych. Jednak wymaga to dużej wiedzy o rynkach i gotowości na ryzyko, dlatego takie inwestycje przyciągają doświadczonych graczy.

Kupuj duże spółki

- W obecnych warunkach ci inwestorzy, którzy mają podwyższoną skłonność do ryzyka, mogą już próbować dokonywać pierwszych transakcji, np. na rynku akcji, licząc na wystąpienie na nim efektu grudnia lub - jak kto woli - rajdu św. Mikołaja, czyli krótko mówiąc, licząc na wzrost cen walorów spółek w ostatnim miesiącu roku - radzi Marek Nienałtowski, główny ekonomista Domu Kredytowego Notus.

- W latach 2000-10 indeks WIG20 8 razy kończył grudzień na plusie, a tylko 3 razy na minusie. Ale oczywiście wcale nie jest powiedziane, że na swojej inwestycji nie stracą, bo i napięcia na globalnych rynkach nadal są bardzo silne - mówi Nienałtowski.

- Na razie na horyzoncie nie widać ożywienia, więc nawet w takich systematycznych zakupach należałoby omijać cykliczne sektory np. nieruchomości. Do czasu utrzymywania się zwiększonej niepewności na rynkach należałoby koncentrować się na funduszach dużych spółek, ponieważ po powrocie koniunktury one pierwsze znajdują zainteresowanie inwestorów. Sektory i fundusze małych i średnich przedsiębiorstw notują natomiast dynamiczniejsze wzrosty w fazie gospodarczego rozkwitu - dodaje Bartłomiej Chyłek, doradca inwestycyjny ING TFI.

- Dość często zainteresowanie konkretnymi rozwiązaniami inwestycyjnymi wśród szerokiego grona klientów pojawia się w momencie, gdy dany produkt ma imponujący historyczny wynik, co nie gwarantuje równie dobrych rezultatów w przyszłości. Widzieliśmy to na rynku już wielokrotnie, a próby łapania dołków i górek są obarczone niezwykle wysokim ryzykiem niepowodzenia - ostrzega Marcin Iwuć, dyrektor marketingu i komunikacji ING TFI.

Dopóki jednak strefa euro nie znajdzie pomysłu na wyjście z zadłużenia lub też rynki nie uwierzą, że ten problem został rozwiązany, będziemy mieć do czynienia z huśtawką nastrojów. Jednego dnia indeksy będą dynamicznie spadać, kolejnego na pozór niezbyt istotna informacja będzie je wprowadzać w euforię.

- W ślad za tym nasza giełda, waluta czy obligacje będą jeździły z góry na dół. Innymi słowy musimy być wciąż gotowi na dużą zmienność, przypominającą huśtawkę nastrojów człowieka z zaawansowaną nerwicą - dodaje Ścigała z PNB Paribas.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów