Z danych Analiz Online wynika, że na koniec września br. wartość aktywów funduszy zagranicznych to jedynie 4,1 mld zł, podczas gdy wartość aktywów funduszy krajowych wynosi 108,1 mld zł.
Analitycy wskazują, że do wzrostu zainteresowania funduszami zagranicznymi zamożniejszych inwestorów skłania przede wszystkim dywersyfikacja geograficzna i polityczna umożliwiająca w pewnym stopniu uniezależnienie się od lokalnego rynku. Umożliwia także inwestowanie w wielu różnych branżach, na często egzotycznych rynkach, jak
Chiny czy
Brazylia.
- To zainteresowanie wynika też z obaw, że kryzys finansowy, który trwa od dobrych kilku lat, wcale tak szybko może się nie skończyć. Warto więc w takiej sytuacji zabezpieczyć kapitał poprzez dywersyfikację na wszelkie możliwe sposoby, czyli np. geograficznie czy sektorowo, ale też produktowo, lokując pieniądze w: akcje, obligacje, metale szlachetne,
nieruchomości. I to właśnie teraz robią zamożniejsi inwestorzy z sektora private banking - ocenia analityk Bernard Waszczyk z Open Finance.
- W obliczu spowolnienia gospodarczego w Europie i zaledwie mglistych planów poradzenia sobie z kryzysem zadłużenia w strefie euro coraz większa liczba inwestorów ulega pokusie inwestowania na rynkach zagranicznych - dodaje analityk Xelionu Paweł Mielcarek.
Zdaniem specjalistów inwestycje w fundusze zagraniczne są aktualnie domeną stosunkowo wąskiej, ale wyedukowanej grupy klientów. Są to głównie przedsiębiorcy oraz wysoko kwalifikowani specjaliści, którzy z racji kontaktów zawodowych wyrobili sobie własne zdanie na temat potencjału konkretnych rynków zagranicznych.
- Również klienci private banking coraz łaskawszym okiem spoglądają w tym kierunku, ceniąc sobie dywersyfikację walutową i z pewnym dystansem oceniając sytuację polskiej gospodarki, dostrzegając większy potencjał innych rynków - mówi Artur Zakrzewski, analityk ds. portfela
BRE Banku.
Ryzyko walutowe wyeliminowane Ostatnio z powodu słabego złotego fundusze zagraniczne wypracowały dobre wyniki. Stopa zwrotu osiągnęła w ciągu pół roku poziom 20 proc. Ryzyko walutowe fundusze coraz częściej ograniczają przez wbudowanie odpowiedniej strategii zabezpieczającej przed zmianą
kursów walut.
Zdaniem specjalistów z kilkuletniej perspektywy widać, że znacznie lepiej od inwestycji w polskie akcje wypadają m.in. fundusze lokujące w walory spółek azjatyckich czy też w akcje spółek amerykańskich.
Przykładowo Templeton Asian Growth wypracował w tym okresie stopę zwrotu w USD na poziomie plus 157,92 proc., choć już po 5 latach wynik był słabszy i wyniósł plus 59,84 proc.
Z kolei bardzo popularny na polskim rynku fundusz zagraniczny obligacji Templeton Global Total Return uzyskał w ciągu 5 lat 163,9 proc. zysku (w USD) dzięki aktywnemu inwestowaniu środków w obligacje denominowane w różnych walutach obcych.
- Dla porównania fundusz Franklin US Opportunities inwestujący w akcje wzrostowych spółek amerykańskich w ciągu ostatnich 3 i 5 lat uzyskał stopę zwrotu w wysokości 60,77 proc. oraz 17,33 proc. (w przeliczeniu na złotówki dzięki osłabieniu PLN do USD wynik wzrasta do 94,23 proc. oraz 36,36 proc.). Tymczasem najlepszy fundusz akcji polskich Legg Mason Akcji FIO w ciągu 5 lat poniósł stratę na poziomie 7,2 proc. Z kolei w ciągu 3 lat najwyższą stopą zwrotu może pochwalić się Aviva Investors Nowych Spółek z wynikiem na poziomie 82,8 proc. - wylicza Zakrzewski z BRE Banku.
- Dobre wyniki to nie wszystko. Lokalny zespół analityków i doradców inwestycyjnych, którzy doskonale rozumieją charakter danego rynku, jest bezcenny. Dodatkowo ich siedziby często zlokalizowane są w krajach inwestycji, co zapewnia im lepszy dostęp do informacji, przez co mogą szybciej reagować na pojawiające się sygnały kupna lub sprzedaży - uważa Mielcarek z Xelionu.
Korzyści z dywersyfikacji o rynki zagraniczne dostrzegają także polskie towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Klienci krajowych TFI mają więc do wyboru produkty typu "fundusz funduszy", gdzie środki są inwestowane w jednostki uczestnictwa funduszy luksemburskich, np. ING (L) Globalny Długu Korporacyjnego (obligacje high yield, fundusz PLN-hedged). Drugą grupę rozwiązań tworzą fundusze dokonujące inwestycji bezpośrednio na giełdach zagranicznych, np. Arka BZ WBK Energii.
- Za pozytywne w rosnącym zainteresowaniu funduszami zagranicznymi uważam też to, że może odejście od krajowych funduszy wymusi na nich obniżkę kosztów, zwłaszcza wynagrodzenia za zarządzanie, które - lekko licząc - jest przeciętnie ok. dwóch razy wyższe niż u zachodnich konkurentów - dodaje Waszczyk z Open Finance.
Zdaniem analityków najbliższy czas pokaże, czy chęci inwestorów do lokowania środków w zagranicznych funduszach się utrzyma, czy zapał opadnie.