Biznes Ludzie Pieniądze

Polak uboższy od Europejczyka, ale za to taniej kupuje

Leszek Baj
24.12.2011 , aktualizacja: 24.12.2011 01:47
A A A Drukuj
Banknoty Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta Banknoty
Chociaż Polak od 20 lat goni pod względem zarobków Europę, to ciągle zarabia średnio trzy razy mniej niż Włoch czy Hiszpan i dwa razy mniej niż Grek czy Portugalczyk. Pocieszać się możemy tym, że u nas jest nawet o 40 proc. taniej.
Od ponad 20 lat gonimy Europę pod względem zarobków i poziomu życia. Idzie nam to całkiem nieźle. W 1995 roku polski PKB na głowę mieszkańca po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej (czyli różnicy w cenach) stanowił ledwie 43 proc. średniej UE, w 2010 roku było to już 63 proc. Ten sam wskaźnik liczony dla Włoch spadł w tym czasie ze 121 proc. średniej UE do 101. Przez ostatnie kilkanaście lat Polacy więc się relatywnie wzbogacili, a Włosi zubożeli.

Ale czy Polska jest już krajem bogatym, a Polacy majętni? Takie pytanie można sobie zadać w kontekście pożyczki, jaką Narodowy Bank Polski udzieli Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu. Chodzi o blisko 6 mld euro, by w sumie zwiększyć możliwości pożyczkowe MFW o 150-200 mld euro. Pożyczka w żaden sposób nie uszczupli majątku Polaków, bo będzie pochodziła z rezerw walutowych NBP. Ale polskie tabloidy już straszą nas, że bogate kraje strefy euro będą żyły na nasz koszt.

Włoscy krezusi

Włoskie finanse publiczne są może w kryzysie (dług publiczny kraju sięga 1,9 bln euro, czyli 120 proc. PKB), ale oszczędności gospodarstw domowych mają się tam świetnie. W postaci samych depozytów bankowych, akcji czy obligacji Włosi w 2010 r. mieli ulokowane... 3,64 bln euro! To dane Banku Włoch. Dla porównania aktywa finansowe polskich gospodarstw domowych sięgają według Narodowego Banku Polskiego... 966 mld zł, czyli w przeliczeniu niecałe 217 mld euro. Różnica na głowę mieszkańca jest kolosalna. We Włoszech oszczędności per capita sięgają 60 tys. euro, w Polsce są ponad dziesięć razy mniejsze.

Blado wypadamy pod względem zarobków. Według Eurostatu w 2010 roku średnia pensja na rękę w Polsce sięgała niewiele ponad 450 euro, w Grecji było to 935 euro, a we Włoszech - ponad 1,5 tys.! Minimalna emerytura Kowalskiego to obecnie w przeliczeniu 164 euro (728 zł), mieszkający w Lizbonie Oliveira może liczyć co najmniej na 419 euro miesięcznie, a w Madrycie Garc~a - na ponad 600 euro brutto. We Włoszech emerytura nie jest ograniczona oddolnie.



Ale porównanie samych dochodów jest nieco złudne. - Co z tego, że średnia pensja wynosi 1,5 tys. euro, skoro przedszkole w Mediolanie kosztuje 600 euro - mówi Zofia, Polka mieszkająca w północnych Włoszech. - A za wszelkie badania lekarskie trzeba dodatkowo płacić - dodaje.

Na korzyść Polaków przemawiają ceny, które w Polsce są dużo niższe. Jeśli przyjąć, że średni poziom cen w UE to 100, to w Polsce w 2010 roku były one niższe o ponad 38 proc. od średniej, w Hiszpanii o 3 proc. niższe od średniej, a we Włoszech o 3,5 proc. wyższe od średniej. Oznacza to, że ceny w Polsce były w 2010 roku niemal o 40 proc. niższe niż we Włoszech.

Znaczenie ma też kurs walutowy. Polak zarabiający w złotych w przeliczeniu na euro ma tym więcej, im silniejsza jest polska waluta. Obecnie jesteśmy relatywnie biedniejsi, bo euro kosztuje aż 4,44 zł. W lipcu 2008 roku przy kursie 3,20 zł za euro byliśmy bogatsi, bo za swoje pensje mogliśmy we Włoszech czy Portugalii kupić znacznie więcej.

Hojna pomoc społeczna

Ale zamożność ludzi zależy też od tego, jak hojne jest dla nich państwo. Ekonomiści ostrzegają, że w tym przypadku politycy muszą znać umiar. Bo to właśnie zbyt wysokie wydatki publiczne doprowadziły do obecnego kryzysu w strefie euro wywołanego m.in. ogromnym zadłużeniem w Grecji (dług publiczny przekracza tam 160 proc. PKB) czy we Włoszech (dług publiczny na poziomie 120 proc. PKB). W ekstremalnym przypadku może dochodzić do przypadków takich jak w Grecji. Niedawno grecka policja aresztowała swojego byłego kolegę, który rzucił pracę w 2001 roku i utrzymywał się dzięki zasiłkom na fikcyjne dzieci. Były policjant utrzymywał, że ma ich 19. Policja szacuje, że przez ponad 15 lat wyciągnął od państwa aż 150 tys. euro.

Porównując niektóre świadczenia społeczne w Polsce i krajach południowej Europy, nie wypadamy wcale tak źle (wszystkie dane za Komisją Europejską, stan na lipiec 2011 roku). Przykładem może być zasiłek pogrzebowy, który w Polsce sięga 4 tys. zł. W Portugalii jest dużo niższy. Wynosi niecałe 214 euro, czyli około 950 zł. We Włoszech takiej formy pomocy od państwa w ogóle nie ma.

Rodzina w Polsce może liczyć na 1000 zł (225 euro) becikowego przy narodzinach dziecka. Dodatkowy tysiąc może dostać rodzina będąca w słabej sytuacji materialnej. A jak jest w pogrążonej w kryzysie południowej Europie? W Portugalii w ogóle takiego zasiłku nie ma. Ale we Włoszech rodzina może dostać nawet 7,7 tys. euro za... urodzone czworaczki (za bliźniaki przysługuje nieco ponad 2,5 tys. euro). W przypadku urodzenia jednego dziecka zasiłek przysługuje tylko osobom tylko w szczególnych przypadkach (np. wielodzietna rodzina czy samotny rodzic).

Jeśli stracić pracę, to we Włoszech

Dużo gorzej wypadamy pod względem zasiłków dla bezrobotnych. W Polsce bycie bez pracy po prostu się nie opłaca. Zasiłek dla bezrobotnych sięga u nas 761 zł (wypłacany przez trzy miesiące dla osób, które mają staż pracy 5-20 lat), później spada do 598 zł. Zasiłek nie zależy od wysokości poprzednich pensji. Tymczasem w Grecji zasiłek wynosi 40-50 proc. ostatniej pensji (z ustalonym pewnym maksimum). We Włoszech sięga 40-60 proc. pensji z ostatnich trzech miesięcy. Przy czym zasiłek nie może przekroczyć 1073 euro. W Hiszpanii zasiłek też zależy od wynagrodzeń sprzed okresu bezrobocia, a minimalny wynosi 426 euro (dla bezrobotnego bez wychowywanych dzieci), czyli niemal 1900 zł brutto. To znacznie więcej, niż wynosi w Polsce płaca minimalna (w 2011 roku 1386 zł, w 2012 roku 1500 zł).



Dla "Gazety"

Jan Rutkowski, główny ekonomista Banku Światowego ds. społecznych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej



Dogonienie pod względem dochodów krajów strefy euro zajmie Polakom około jednego pokolenia, czyli 25-30 lat. Płace ludzi wynikają z poziomu dochodu narodowego. Jeśli on rośnie, a w Polsce rośnie szybciej niż w strefie euro, rosną i wynagrodzenia.

W Polsce niższe wynagrodzenia wynikają z niższej wydajności pracy w gospodarce. Nie chodzi o to, że my słabiej pracujemy niż Włosi. Po prostu mamy inną strukturę gospodarki. Nasze przedsiębiorstwa są mniej innowacyjne, działają w bardziej tradycyjnych branżach.

Inną kwestią są zasiłki i różnego rodzaju pomoc społeczna. To już kwestia wyboru i odpowiednich decyzji politycznych. Kraj może zdecydować się na dawanie większych zasiłków, np. kosztem uszczuplenia środków na inwestycje.

Z kolei różnica w oszczędnościach to wynik m.in. innych tradycji oszczędzania. Oszczędności kumulują się z pokolenia na pokolenie. Włosi robią to od nas dużo dłużej. Choć tam też większa część majątku jest w rękach najbogatszych. Polacy zaczęli kumulować oszczędności tak naprawdę dopiero od 1990 roku. Nie mamy specjalnej tradycji oszczędzania. Ludzie po okresie socjalistycznej biedy chcą kupić mieszkanie, samochód czy lodówkę. Za zachodzie Europy ludzie odkładają pieniądze, by móc dobrze żyć na emeryturze. U nas panuje przeświadczenie, że to państwo nam pomoże na stare lata.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    55 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (96)

  • prac124

    Oceniono 2 razy 0

    Większość towarów mamy sprowadzane z zachodniej Europy. Po to zresztą była ta Unia, żebyśmy byli rynkiem zbytu, bo stara Unia dusiła się od nadmiaru towarów.
    Skoro tak, to należy porównać z najbliższymi sąsiadami w Unii. Niemiec przeciętnie zarabia 5 razy więcej, a ceny w Polsce są o 40% niższe (cytuję za autorem na jego odpowiedzialność).
    Z prostego rachunku (1-0.40)/(1/5)= 3.0 wynika, że Niemiec (statystyczny) za swoją pracę ma 3x więcej. Czyżby jego praca była 3 x więcej warta? Oczywiście nie. Złotówka ma 3 x sztucznie zaniżoną wartość poprzez zabójczą "politykę pieniężną" uprawianą przez pana Rostowskiego i tow. Belkę.

  • komercyjny02

    Oceniono 2 razy 2

    @sammler
    W taki sposób równie dobrze możesz opisywać wyższość mniemaną gospodarki komunistycznej Korei Północnej (bo zadłużenie zagraniczne, według CIA World Factbook, wynosi zaledwie 12,5 mld USD, choć i tak nie spłacane) nad gospodarką Republiki Korei (zadłużenie równe 22,6% PKB wynoszącego 1459 mld USD, oraz zagraniczne wynoszące 398 mld USD - z którego obsługą nie ma najmniejszych kłopotów). Odkąd to liczy się jedynie bezwzględna, nominalna wielkość zadłużenia?

    Może jeszcze napiszesz, że w PRL-u nie istaniał, w odróżnieniu od RP, problem zadłużenia wewnętrznego? Bowiem w oficjalnych budżetach nic takiego nie figurowało? W takim razie czym był słynny gierkowsko-jaruzelski "nawis inflacyjny": owe mnożone bez opamiętania miliardy "małpiego pieniądza", nie posiadającego pokrycia w towarze?

  • kedaison49

    Oceniono 1 raz 1

    @Gość: asdad
    Asdad nie rozumiem dlaczego kłamiesz mówiąc o kościele? Jeżeli jesteś niewierzącym, to nic nie musisz dawać kościołowi nie musisz płacić ani za chrzest, ani za ślub ani za pogrzeb. Kto nie chodzi do kościoła na msze święte, to nie daje nic na tacę, nie ma przymusu kupowania prasy katolickiej, nie ma przymusu korzystania z żadnej posługi księdza, więc w jaki sposób Kościół Tobie zabiera bez twojej zgody 3 tysiące z 4 tysięcy zasiłku pobrzebowego? Wybacz ale ja musiałem już organizować pogrzeb moich rodziców i innych członków dalszej rodziny i były to pogrzeby katolickie ale to nie dobrowolne opłaty za posługę kapłana i za mszę świętą były głównym kosztem tylko zakup trumny i usługi firmy pogrzebowej oraz koszt stypy i napewno nie były to wyjątkowo wysokie koszt tylko przeciętne. Dlaczego więc wypowiadasz się nieprawdziwie i jakby z nienawiścią do Kościoła? Przecież ani księża ani my wierzący i praktykujący katolicy nie mówimy do Ciebie i o Tobie z nienawiścią.

  • kedaison49

    Oceniono 1 raz 1

    Zamożność społeczeństwa zależy jak słusznie wspomniano od struktury gospodarki! Autor artykułu zaledwie wspomniał o tym niezwykle ważnym czynniku, od którego zależy poziom wydajności gospodarczej danego kraju. Uważniejsze przestudiowanie danych statystycznych o zatrudnieniu w poszczególnych sektorach ujawnia, dlaczego Polska ma PKB na głowę mieszkańca wynoszące zaledwie 60% PKB średniego w UE. W Polsce mamy tylko 5,5 miliona osób pracujących w sferze przedsiębiorstw produkcyjnych, budowlanych, usługowych, handlowych i transportowych, czyli tylko 5,5 miliona polaków swoją pracą wytwarza wartości do podziału a więc tylko 5,5 mln polaków utrzymuje swoją pracą cały materialny byt 38 milionowego narodu. Dla porównania PKB Szwecji, które jest w wielkości nominalnej równe PKB Polski wypracowywane jest przez 3 miliony pracujących Szwedów. Ale Szwecja liczy zaledwie 9 milionów obywateli, więc na głowę mieszkańca Szwecji przypada PKB stanowiące 422% polskiego wskaźnika. W Polsce mamy za dużo osób zatrudnionych przez państwo za podatki płacone przez polaków pracujących w samofinansujących się przedsiębiorstwach. Mamy złą strukturę zatrudnienia: za dużo urzędników, za dużo pracowników sfery budżetowej, za dużo zatrudnionych w bankach i firmach ubezpieczeniowych, za dużo młodych emerytów i rencistów zdolnych do pracy, ale niepracujących lub pracujących bez rejestracji, czyli niepłacących podatków i składek ubezpieczeniowych. Drugi aspekt strukturalny powodujący niższe PKB Polski w porównaniu do innych krajów UE to fakt taki, że Szwedzi, Niemcy, Włosi, Francuzi i obywatele wielu innych krajów są akcjonariuszami wielkich firm, które są dziś właścicielami działających w Polsce przedsiębiorstw produkcyjnych, handlowych, energetycznych, wodociągowych, transportowych oraz banków, firm ubezpieczeniowych i funduszy emerytalnych i zyski, jakie w Polsce osiągają te organizacje są wywożone do krajów, w których mieszkają ich akcjonariusze. Przykładowo mieszkańcy Śląska i Warszawy kupując prąd i ciepło od szwedzkiej firmy Vattenfall, co miesiąc zyski z tego przekazują do Szwecji gdyż firma ta ma 54% kapitału akcyjnego państwa szwedzkiego a resztę akcji posiadają inni nie polscy akcjonariusze. A gdzie Polska i polscy akcjonariusze posiadają za granicą jakieś dochodowe przedsiębiorstwa, z których zyski byłyby transferowane do polski? Jakie inwestycje polskie firmy robią za granicą, aby mieszkańcy innych krajów pracując w tych firmach powiększali nasze PKB? Oto dwa powody, dla których długo jeszcze będziemy ciężko pracować a mało zarabiać, bo struktura naszego zatrudnienia jest chora przez zakaźne decyzje polskich polityków powodujące wzrost zatrudnienia w bezproduktywnej a kosztownej biurokracji, nadmierne koszty ogólne, zatrudnienie i zarobki w rozdętej sferze budżetowej, niskie zatrudnienie w sferze nowoczesnych technologii, i legalny transfer dochodów z pracy polaków do innych krajów, które są właścicielami przedsiębiorstw działających w Polsce.

  • Gość: Lobo

    0

    Oznacza to, że ceny w Polsce były w 2010 roku niemal o 40 proc. niższe niż we Włoszech - a płaca w Polsce niższa o 70% od Włochów

  • kloakier

    Oceniono 1 raz 1

    Tak. Za t o, co zarabiamy / jeśli mamy pracę / możemy sobie zdrowo zaszaleć i kupić / po uregulowaniu wszystkich rachunków/ - jednorazowo - nawet worek ziemniaków i wiadro marchewki.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX