Wojciech Fibak czy Grażyna Kulczyk mają własnych doradców w całej Europie zwracających ich uwagę na pojawiające się okazje. Wyrobili sobie oni tej klasy markę, że sami tworzą modę na okres, grupę twórców, czy dzieła. Kolekcjonerzy mniej znani, inwestują w sztukę po cichu. Także mają swoich doradców, a przede wszystkim informatorów donoszących o tym, który z artystów młodych właśnie się wybija, albo starych, czasem nie żyjących, których obrazy zaczynają rosnąć w cenę. - Moja rodzina inwestuje w obrazy od dziesięcioleci. W tym czasie sprzedaliśmy wiele dzieł i po latach je odkupywaliśmy. Niektóre prace wróciły do rodziny po raz dziesiąty. Nic w tym dziwnego, tak działa ten rynek - mówi kolekcjoner z Warszawy.
Poza nimi istnieje cała grupa mniejszych inwestorów kierujących się własnym gustem kupujących dzieła na aukcjach, w galeriach lub bezpośrednio od artystów nie w celach inwestycyjnych, czyli myślą o odsprzedaży ich z zyskiem, a po to by ze sztuką przebywać. Dlatego, choć w Polsce lokowanie kapitału w dzieła sztuki oferuje przynajmniej kilka instytucji finansowych - m.in. Noble Bank, BRE, Wealth Solutions, czy Stilnovisti, to częściej dostają zamówienia na zakupy, które później będą zdobiły biura czy domy niż na kolekcje inwestycyjne. A to dlatego, że w przypadku dzieł sztuki trzeba się uzbroić w cierpliwość. Rezultat lokowania w fundusze widać niemal natychmiast, w wina i nieruchomości dają po roku do pięciu lat, za to w przypadku dzieł sztuki na efekt trzeba poczekać nawet ponad 10 lat. W dodatku w porównaniu z innymi są to przedmioty ciężko zbywalne, a zysk zależy od tak ulotnych i niewymiernych czynników jak moda.
Są to też usługi drogie. Prowizja może wynieść nawet ponad 30 proc. wartości inwestycji, ale też wymaga od doradców dużo więcej zaangażowania. Muszą oni nie tylko posiadać ogromną wiedzę ale także na bieżąco śledzić aukcje, wystawy, pojawiające się okazje, czy wypływające nazwiska, ale także móc ocenić oryginalność dzieła i zapewnić klientom możliwość przechowywania kolekcji w optymalnych warunkach oraz dbać o jej należytą promocję. Dlatego BRE np. ofertę art bankingu kieruje wyłącznie do osób najbogatszych z grona klientów private bankingu, takich, które są w stanie powierzyć w zarządzanie ponad 2 mln zł.
Inaczej rzecz się ma w firmach doradczych, specjalizujących się w inwestycjach alternatywnych - np. Stilnovisti, czy Wealth Solutions. Stilnovisti proponuje klientom cztery różne programy inwestycyjne uwzględniające zasobność portfela i cel jaki chce osiągnąć kolekcjoner. Najbardziej podstawowy z nich to inwestycja w pojedyncze obiekty - produkt rekomendowany dla klientów rozpoczynających lokowanie kapitału w sztukę oraz jako uzupełnienie kolekcji zbiorów. Podczas przygotowania rekomendacji określa się przede wszystkim potencjał danego artysty. Decydujące są jego szanse na odniesienie sukcesu. "Historia ostatnich lat pokazuje, iż prace Tworzywa, Laury Paweli czy Konrada Radziejewskiego w ciągu krótkiego czasu od debiutu zostały docenione przez rynek szybciej niż spodziewali się tego fachowcy" - napisali specjaliści Stilnovisti w swojej rekomendacji. Proponują klientom inwestowanie w tym przypadku co roku kwot nie mniejszych niż 3 tys. zł przynajmniej przez 5-8 lat. Usługa nie jest tania, bo prowizja wynosi 30-40 proc.
Dla osób bogatszych mogących zaangażować 20 tys. zł na wejściu i przynajmniej po 10 tys. zł w kolejnych latach proponują zakup sztuki z funduszem stypendialnym. Część pieniędzy przekazywana jest w tym przypadku samym artystom na ich rozwój i promocję. Horyzont inwestycyjny wynosi minimum 5 lat, a prowizja 10-30 proc.
Osoby i firmy mogące powierzyć jednorazowo 80 tys. zł i 25 tys. zł przez kolejne 5 lat zapraszane są do tworzenia kolekcji prywatnych bądź instytucjonalnych. Inwestuje się tu na 5-8 lat, a prowizja wynosi 10-30 proc.
Czwarta propozycja, uczestnictwa w funduszach zamkniętych skierowana jest już do najbogatszych, takich, których celem jest nie tylko otaczanie się sztuką ale i zarobek na niej. Minimalna kwota do wyłożenia to 400 tys. zł w pierwszym roku i 200 tys. zł w kolejnych 4 latach. Eksperci wszystkich instytucji finansowych oferujących art banking dzieł do kolekcji poszukują w twórczości z początku XX wieku, polskiej sztuki powojennej i młodych twórców, urodzonych po roku 80., bo to one mają największy potencjał wzrostu. Jednak jak podkreślają w swych rekomendacjach stopień ryzyka tych inwestycji jest wysoki. - Dlatego tworząc kolekcje dzieł sztuki należy się nie tylko kierować możliwością potencjalnego zysku, bo na ten czasem trzeba czekać wiele lat, a własną estetyką - mówi Mirosława Arens, prezes warszawskiej Galerii Zapiecek.