Lato, Toskania, Bordeaux czy Tokaj, winnica schowana w na wzgórzu, w obszernej piwnicy grupka ludzi kręci kielichami, wącha, sprawdza pod światło, znów kręci i wącha, niewielki łyk bierze do ust, starannie rozprowadzając go po kubeczkach smakowych. Jeden gatunek, drugi, trzeci. Niemal każdy ściska w ręku przewodnik Wina Europy Marka Bieńczyka i Wojciecha Bońkowskiego z 2009 r. To biblia dla polskich smakoszy wina, a mamy ich coraz więcej.
Kupują nie tylko do picia. Część butelek przeleży w domowych piwnicach najbliższe 5, 10, a czasem nawet 20 lat. Dopiero wówczas trunek dojrzeje. I dopiero wówczas powstanie prawdziwy problem - wypić, czy wystawić na aukcję? Bo
wino daje nie tylko przyjemność podniebieniu, może także przynieść krociowe zyski.
I przynosi. Jak policzyli eksperci firmy Wealth Solutions, inwestycje w wino dały w ciągu ostatnich 21 lat przeciętną stopę zwrotu na poziomie 12,6 proc., gdy indeks największych spółek notowanych na londyńskiej giełdzie FTSE100 średnio 4,3 proc. Dlatego wraz z rozwojem rynku jest coraz więcej fachowców, którzy tworzą na zlecenie klientów kolekcje win. Zajmują się tym również banki w ramach oferty private banking dla najbogatszych klientów.
Jeszcze pięć lat temu skrzynka (12 butelek) wina Lafite Rothschild z 1982 r. kosztowała 4,2 tys. funtów. Od tego czasu jej wartość wzrosła do ok. 21,5 tys. funtów. Równie szybko rośnie także grupa osób zainteresowanych lokowaniem kapitału w trunki. Krzysztof Maruszewski, dyrektor działu inwestycji alternatywnych Wealth Solutions mówi, że obecnie w Polsce już ponad setka osób regularnie inwestuje oszczędności na giełdzie wina, ale zainteresowanie tą formą lokowania kapitału rośnie błyskawicznie. Gdy jeszcze rok, dwa lata temu o możliwość lokowania kapitału w wino pytało kilka osób, to teraz nawet kilkadziesiąt tygodniowo.
Sprzyja temu łatwiejszy dostęp do trunków kolekcjonerskich. W lipcu na londyńskiej giełdzie wina Liv-ex wystartował indeks Fine Wine Investables. Skupia wina z 24 najlepszych winnic regionu Bordeaux. Trunek, który pretenduje do wejścia do tego indeksu musi dostać przynajmniej 95 punktów od Roberta Parkera. To najbardziej znany w Europie krytyk win. Problem polega na tym, że takie wino dla prywatnych kolekcjonerów jest poza zasięgiem.
Najłatwiej zainwestować w nie przez fachowców. Ofertę w ramach private bankingu ma np. Raiffeisen Bank Polska, który klientom bankowości prywatnej proponuje zakup krajowego funduszu Ipopema Fine Wine, zarządzany przez Ipopema TFI. Próg wejścia podczas zakończonej w lipcu subskrypcji zaczynał się od 242 tys. zł. Ipopema Fine Wine należy do funduszy aktywów niepublicznych. Istnieje od połowy ubiegłego roku, a termin jego zakończenia przypada na 20 czerwca 2013 r. Doradcą funduszu jest Piotr Kamecki, prezes Stowarzyszenia Sommelierów Polskich. Fundusz za pośrednictwem spółki celowej kupuje wino od najlepszych producentów lub na rynku Liv-ex, który jest dostępny dla wyselekcjonowanych inwestorów na podstawie rekomendacji od co najmniej dwóch innych jego uczestników. Strategia zakłada długoterminowe przechowywanie win i ich odsprzedaż w najlepszym momencie dla realizacji zysku. Wina przechowywane są w specjalnych warunkach w Londynie lub Bordeaux.
W innych bankach, czy firmach doradczych pomagających w inwestycjach w winno można sobie zażyczyć dostarczenie zakupionych skrzynek do domu, ale jak twierdzi Krzysztof Maruszewski nie warto tego robić, bo to obniża ich wartość. Profesjonalne piwnice gwarantują bowiem inwestorowi przechowywanie trunku w najlepszych warunkach. I to właśnie proponuje swoim klientom Wealth Solutions. Tu próg wejścia w inwestycję jest zdecydowanie niższy - 5 tys. zł. Jednak eksperci firmy rekomendują ulokowanie przynajmniej 10 tys. zł lub więcej, ponieważ wówczas można kupić większą liczbę skrzynek i tym samym mieć w portfelu inwestycje bezpieczne i te bardziej ryzykowne. Jak podkreślają analitycy, nie jest to inwestycja dla niecierpliwych, bo żeby na winie zarobić trzeba poczekać minimum trzy, a jeszcze lepiej pięć lat.