Co najmniej 14 banków w Polsce ma specjalną ofertę dla najbogatszych klientów. To private banking, czyli bankowość prywatna. Na świecie z takiej usługi mogą skorzystać ci, którzy są w stanie powierzyć w zarządzanie przynajmniej 1 mln dolarów. Jednak w krajach o niższym stopniu zamożności mieszkańców instytucje finansowe nie stawiają aż tak wysokich wymagań. W Polsce na specjalne traktowanie mogą już liczyć osoby, które bankowi powierzą 100 tys. zł. Tak jest np. w Millennium, a w Citi Handlowym i DZ Banku minimalny wkład to 200 tys. zł. Dlatego, choć liczbę milionerów w naszym kraju szacuje się na mniej niż 13 tys., to z private bankingu korzysta dobrze ponad 100 tys. klientów.
Millennium dla osób z takimi oszczędnościami ma specjalne oddziały Prestige w największych miastach. Filozofia jest prosta - klient majętny nie może stać w kolejce do okienka. Przyjmowany jest w luksusowo wyposażonych placówkach, ze specjalnymi pokojami do intymnej rozmowy z osobistym doradcą. Tak samo jest w Noble Banku z grupy Getin Holding. Ten bank w ogóle powstał z myślą o obsłudze osób z wysokimi dochodami albo z dużymi oszczędnościami.
Nawet jeśli instytucje finansowe nie tworzą osobnej marki dla bogatych, to mają specjalnie dla nich przygotowane pokoje w tradycyjnych oddziałach. Zresztą nie trzeba się nawet tam fatygować - doradca na pewno chętnie dojedzie w dowolne miejsce.
Jak zostać prestiżowym klientem? To proste, trzeba mieć pieniądze. - Trzy lata temu sprzedałam kilka działek na Mazurach, za które dostałam kilkaset tysięcy złotych. Chciałam je dobrze ulokować, poradziłam się zamożnych znajomych - wspomina pani Joanna P. z Warszawy. - Doradzili mi ofertę trzech banków: Millennium, BRE, Noble. Stwierdzili, że powinnam skonsultować się także z Pekao SA, którego od lat jestem dobrym klientem. Porozmawiałam z czterema doradcami i wybrałam ofertę jednego z nich.
To sposób najprostszy, ale najtrudniejszy dla tych, którzy nie interesowali się wcześniej rynkiem kapitałowym. Każdy doradca natychmiast rozpozna laika i szybko to wykorzysta sprzedając produkty atrakcyjne przede wszystkim z punktu widzenia banku. Dlatego przed spotkaniem warto zapoznać się z zasadami działania funduszy, sprawdzić w co inwestują i jakie były ich wyniki za ostatnie okresy, warto także poznać zasady inwestowania na giełdzie papierów wartościowych, czy w obligacje skarbowe, a także w produkty strukturyzowane i fundusze parasolowe, bo są to produkty, które niewątpliwie w pierwszej kolejności zaproponuje nam doradca.
Inaczej rzecz się ma z osobami, których wpływy na konto systematycznie rosną osiągając 10 - 20 tys. zł miesięcznie lub więcej. Bank z pewnością sam zauważy przyrost na koncie i złoży właścicielowi specjalną ofertę. Instytucje finansowe same wyłuskują najlepszych, perspektywicznych klientów i stopniowo oferują im coraz bardziej wysublimowane usługi: zaczynają od złotej karty, by później zaproponować personal banking, a ostatecznie wprowadzić klienta w świat private bankingu.
Ile trzeba mieć na wejście? Millennium, w którym na specjalne traktowanie mogą liczyć osoby powierzające 100 tys. zł lub gwarantujące wpływy na rachunek w wysokości 12 tys. zł miesięcznie, należy do nielicznych akceptujących tak niewysokie kwoty przy ofercie private banking. DZ Bank oczekuje przynajmniej 200 tys. zł, BPH - 300 tys. zł, Raiffeisen i Alior 400 tys. zł, PKO BP, Noble, Deutsche Bank PBC - 500 tys. zł, a ING BSK i Fortis od 1 mln zł w górę. Ciekawie skonstruowaną ofertę mają BRE i Citi Handlowy, prekursorzy private bankingu w Polsce. Oba banki dzielą klientów w zależności od zasobności portfela na mniej i bardziej zamożnych. Każda z tych grup ma inaczej skonstruowaną ofertę.
W BRE osoba oddająca w zarządzanie 500 tys. zł dostaje private banking, a wpłacająca powyżej 2 mln zł dodatkowo wealth management. Różnica tak naprawdę polega na ofercie produktów. Klienta wealth management stać już bowiem na bardziej wysublimowane inwestycje -nie tylko w obligacje, czy fundusze inwestycyjne, ale także np. na rynku nieruchomości. Podobnie jest Citi Handlowym. Ofertę Citigold otrzyma osoba powierzająca 200 tys. zł, Citigold Select, czyli private banking zaczyna się od 1,5 mln zł, klient oferujący w zarządzanie powyżej 10 mln dolarów dostanie Citi Private Bank London, czyli dostęp do produktów inwestycyjnych grupy Citi na całym świecie.
Ile to kosztuje? I tu zaczynają się schody. Banki niechętnie o tym mówią, a jeśli w ogóle się oficjalnie przyznają to tylko do tego ile pobierają za prowadzenie konta. W BRE np. taryfa Premium wynosi 30 zł, a standard 60 zł miesięcznie. W Millennium 70 zł jeśli stan konta spada poniżej 100 tys. zł. Citi zaś weźmie 95 zł jeśli na rachunku będzie mniej niż 200 tys. zł.
Reszta instytucji jednym głosem mówi: opłata jest negocjowana. - W tym przypadku opłaty pobierane przez banki za prowadzenie rachunku są bez znaczenia. Jeśli miałaby być to jedyna opłata za specjalne traktowanie to biorąc pod uwagę co znajduje się w ofercie i jakiego zaangażowania z naszej strony wymaga, konto private banking musiałoby kosztować kilka, kilkanaście tysięcy złotych rocznie - mówi "Gazecie" jeden z doradców klienta proszący o anonimowość. Dlatego, wyjaśnia, wysokość opłat jest zawsze ustalana indywidualnie. Zależy od wymagań klienta. Jeśli chce np. lokować tylko w jednostki dostępnych w banku funduszy inwestycyjnych, czy obligacje, korzysta z kont sam przeprowadzając większość operacji przez internt to zapłaci tylko prowizję ok. 2 - 3,5 proc. od powierzonej do funduszy kwoty plus niewysoką prowizję od zysku. Oczywiście prowizja może spaść do 0,5 proc. i niżej ale to zależy od wysokości powierzonej kwoty. Do tego doliczyć trzeba kilkadziesiąt złotych miesięcznie za prowadzenie konta i oczywiście roczną opłatę za korzystnie z prestiżowej karty kredytowej: ok. 150-300 zł. W sumie na takim kliencie bank zrobi kilkaset złotych, ale bez zbytniego angażowania ze swojej strony.
Inaczej rzecz się ma z klientami, którzy dysponują milionami i wymagają nie tylko prostych produktów, ale także całej gamy ubezpieczeń, doradztwa podatkowego, inwestycji nie tylko w krajowe papiery ale i zagraniczne, lokowania w produkty pozafinansowe w końcu pomocy rodzinie w rzeczach codziennych i niecodziennych. Na takim kliencie bank nawet schodząc z prowizjami poniżej tych, które płacą mniej zamożni, może zarobić kwoty pięciocyfrowe. - Klient wydałby znacznie więcej, gdyby musiał każdą z usług kupować osobno. Korzysta na tym, że wszystko ma pod jednym dachem. Oszczędza czas i pieniądze, bo my sprzedajemy mu ofertę taniej mogąc go obsłużyć kompleksowo - przekonuje doradca.
Co dostaniemy w zamian? Najbardziej nietypowym zleceniem jakie otrzymali konsultanci Noble Concierge, komórki private bankingu, która zaspokaja pozafinansowe potrzeby klientów, była prośba o pomoc w wyszukaniu czołgu z II wojny światowej Goliat model Sd. Kfz302 lub 303. Ale dostają też prostsze zadania jak znalezienie hydraulika czy pomocy domowej. Klientowi, któremu gołębie sąsiada nie dawały spać zorganizowali pomoc prawną, a w imieniu innego na urodziny jego babci wysłali ogromny bukiet kwiatów.
Nieco problemów doradcy Noble mieli pewnym z fanem motoryzacji. Kilka miesięcy temu za złożenie bardzo wysokiej lokaty bank zamiast wysokiego oprocentowania oferował samochód marki Jaguar. Klient lokatę złożył, ale przyznał, że za Jaguarami nie przepada - domagał się Mercedesa. Ale i tę sprawę udało się załatwić pomyślnie dla obu stron.
W ramach pakietów concierge oferowane są też zniżki do najbardziej luksusowych klubów na świecie, zaproszenia na prywatne koncerty gwiazd muzyki, spektakle dla wybranych. Doradcy zorganizują klientom wszystko - od odebrania dziecka ze szkoły i koszul z pralni po zorganizowanie wakacji. No i oczywiście wręczą najbardziej prestiżowe karty kredytowe na świecie np. MasterCard World Signia (w Polsce tylko w ofercie Pekao SA i BPH), czy Visa Platinium (ma ją kilka banków), naturalnie bez limitów kredytowych.
Ale to tylko usługi dodatkowe, pochłaniające kapitał, bo za wszystko i kwiaty dla babci i czołg i tak ostatecznie płaci klient. Tak naprawdę istotą private bankingu jest pomnażanie kapitału i to w taki sposób, by pomimo wydatków na concierge i tak go przybywało.
W co można inwestować? Jeśli mamy milion złotych, to możemy wynegocjować z bankiem oprocentowanie lokaty rocznej dajmy na to na poziomie 6 proc. Niby w porządku, bo da nam to po roku 60 tys. zł zysku, ale jest to zysk brutto. Musimy od niego zapłacić 19 proc. tzw. podatku Belki no i uwzględnić roczną inflację, która także zje znaczną część zysku. W efekcie nasz rzeczywisty zysk netto wyniesie niespełna 10 tys. zł.
Dlatego doradcy proponują pozostawienie tylko części pieniędzy na lokatach, a zainwestowanie reszty np. w fundusze. ecyzję jaka część portfela gdzie będzie zainwestowana zawsze podejmuje klient, doradca wskazuje mu tylko możliwości i informuje o zaletach i ryzyku związanym z określoną decyzją. Oczywiście najbardziej zamożni klienci często zostawiają podejmowanie takich decyzji fachowcom. Przez doradcę informowani są tylko o efektach inwestycji.
Trzeba pamiętać, że na inwestycjach w ramach private bankingu też można stracić, szczególnie teraz w dobie kryzysu. Dlatego coraz większą popularnością cieszą się inwestycje alternatywne. Zresztą nie tylko w Polsce ale i innych krajach - są to np. nieruchomości, których cena spada w związku z sytuacją na świecie, surowce, które do odmiany drożeją, dzieła sztuki, a nawet wina. Latem tego roku na londyńskiej giełdzie wina wystartował indeks Liv-ex 500 składający się w całości z wina klasy kolekcjonerskiej (lub inwestycyjnej jak wolą inni) wyprodukowanego w 24 czołowych winnicach regionu Bordeaux.
Jedyną granicą dla możliwości lokowania kapitału jest więc zasobność portfela.
TABELKA Minimalna wartość aktywów przyjmowanych w zarządzanie (w mln zł)
| Millennium | 0,1 |
| Citi Handlowy | 0,2 |
| DZ Bank | 0,2 |
| Kredyt Bank | 0,25 |
| BPH | 0,3 |
| Alior | 0,4 |
| Raiffeisen | 0,4 |
| PKO BP | 0,5 |
| Noble Bank | 0,5 |
| BRE | 0,5 |
| DB PBC | 0,5 |
| Fortis Bank | 1,0 |
| ING BSK | 1,0 |
| Pekoa SA | 1,0 |
Źródło: banki