Nawet wielcy polscy znawcy sztuki, tacy jak Wojciech Fibak czy Krzysztof Musiał, budowali własne kolekcje przez wiele lat, a zaczynali od prac mało znanych autorów, kupionych po niewygórownej cenie. Dzisiaj ich zbiory uchodzą za jedne z najlepszych i najciekawszych w naszym kraju. Recept na ich skompletowanie jest kilka. Wszystko zależy od tego czy mają ona być inwestycją, czy realizacją marzeń właściciela.
Fibak: Postawić na młodych artystów
Taką radę daje jeden z najbardziej znanych kiedyś polskich tenisistów, teraz biznesmen Wojciech Fibak, wszystkim, którzy zgłaszają się do jego galerii z zamiarem budowania własnej kolekcji.
- Obrazy malowane przez studentów czy świeżo upieczonych absolwentów Akademii Sztuki Pięknych są znacznie łatwiejsze w odbiorze, poza tym ich cena jest zdecydowanie bardziej przystępna - podsumowuje Wojciech Fibak.
Kupując takie prace można powiesić na ścianie obraz olejny, za który zapłacimy co najwyżej kilka tysięcy złotych. Ceny płócien spod pędzla uznanych już artystów takich jak Fangor, Nowosielski, czy Sasnal. zaczynają się bowiem często od kilkudziesięciu tysięcy złotych, a w przypadku tego trzeciego malarza - nawet kilkuset tysięcy.
- Mianem młodej sztuki określamy prace namalowane przez artystów, którzy nie skończyli jeszcze 40. roku życia - dodaje Fibak.
Wyjaśnia, że zawsze kiedy zastanawiam się nad takim zakupem pyta o zdanie ekspertów, czyli m.in. innych kolekcjonerów. -Konsultować zakupy trzeba zawsze, nawet jeśli kwota nie jest wysoka. I przede wszystkim kupować to. co nam się podoba, kupować sercem - podsumowuje.
Wojecich Fibak nie od razu stał się wytrawnym kolekcjonerem. Chociaż posiadaczem pierwszego obrazu został w wieku niespełna 18 lat, sporo czasu zajęło mu poszukiwanie tego, co podoba mu się najbardziej. Dzisiaj jeździ po całej Europie, ogląda, spotyka się z artystami i wybiera to co jego zdaniem najlepiej uzupełni zbiory jego galerii. Nie ogranicza się przy tym do jednego artysty. W jego zbiorach znajdziemy obecnie płótna największych polskich malarzy lat 50., 60. czy 70.
Właściciel Galerii Fibak przyznaje, że większość jego zakupów jest podyktowana względami estetycznymi, a zdecydowanie rzadziej inwestycyjnymi. Chociaż, jak przyznaje, na sztuce, nie zarobił wcale mniej niż na nieruchomościach, w które również lokował kapitał.
Musiał: zaczynać od mniejszego kalibru
Krzysztof Musiał, jeden z najbogatszych Polaków, ale także znany kolekcjoner i znawca sztuki, zaczął kupować pierwsze obrazy w latach 80. Wtedy nie przypuszczał, że w ten sposób powstanie licząca blisko 800 eksponatów kolekcja. - W Polsce wciąż panuje przekonanie, że żeby zacząć kupować sztukę trzeba mieć na to miliony. Nic bardziej mylnego, zaczynać należy powoli, kupując rzeczy za co najwyżej kilkaset złotych - mówi Krzysztof Musiał. Ale pierwszym krokiem do zostania kolekcjonerem powinno być wsiąknięcie w ten rynek: czytanie o malarzach, chodzenie na ich wernisaże i wystawy, śledzenie cen. Potem, mając już nieco rozeznania, można zdecydować się na pierwsze zakupy. Nie należy rzucać się od razu na obrazy olejne - te mają swoją cenę, a do tego, bez odpowiedniego przygotowania można kupić coś o wiele za drogo. - Na początek dobrze inwestować jest w grafiki czy rysunki. Są zdecydowanie tańsze od obrazów olejnych, a ich wartość artystyczna jest znaczna - mówi Krzysztof Musiał.
Sam nie czuje się inwestorem, raczej pasjonatem, chociaż przyznaje, że zdarza mu się kupić od czasu do czasu kolejny eksponat do swojej kolekcji tylko i wyłącznie z pobudek inwestycyjnych. - Kiedy mam kilka obrazów danego artysty i trafia się okazja dokupienia następnego w korzystnej cenie, robię to - mówi Musiał.
Definicji dobrej kolekcji ma kilka. Po pierwsze muszą się w niej znaleźć różnego rodzaju prace: rysunki, rzeźby grafiki i obrazy olejne. Po drugie, dobrze jest skupić się na jednym artyście, tak, żeby móc z własnych zbiorów zorganizować wystawę, która pokaże przekrojowo cały dorobek danego malarza.
Zdaniem Krzyszfota Musiała stworzenie dobrej kolekcji to proces, który trwa latami. Jej tworzenie wymaga dużo zainteresowania, ale jeśli ciekawi nas temat, to powinniśmy próbować tworzyć ją na własną rękę. Do specjalistów od art.-bankingu, czyli inwestowania w dzieła sztuki, zgłaszać się wtedy, kiedy zależy nam na stworzeniu kolekcji, wartej co najmniej kilka milionów złotych, w której mają znaleźć się płótna znanych artystów. Doradca może też okazać się niezbędny, jeśli kolekcjonerowi zależy na jej szybkim zbudowaniu.
Oddać się w ręce specjalistów
Budowaniem kolekcji zajmują się również bankowcy. Nie są to zwykli ekonomiści (chociaż liczyć dobrze potrafią), ale eksperci od historii sztuki, a czasem i od rzeczy niemożliwych Na życzenie zamożnego klienta bank jest w stanie zrobić niemal wszystko. - Ostatnio jeden ze znanych polskich malarzy stworzył obraz specjalnie na życzenie naszego klienta. Poza autografem dodał na nim oczywiście dedykację - mówi Iwona Żelazna z Noble Banku.
Bank organizuje klientom, którzy chcą zostać znawcami rynku sztuki, atrakcje, takie jak spotkania z artystami, pokazy w galeriach czy wykłady doświadczonych graczy na tym rynku. Wszystko po to, żeby poznać i wyrobić gust klienta.
Michał Kulka prezes Noble Concierge mówi, że w tej chwili ma ok. 100 klientów, którzy inwestują w dzieła sztuki. Większość to pasjonaci. Wśród nich, jest jednak kilku takich, którzy traktują działa sztuki jak czystą inwestycje. Wtedy Kulka może zaproponować im częściowe skredytowanie zakupu obrazu, ubezpieczenie go, a jego nawet depozyt.
Zdaniem specjalistów z Noble Banku, warto zaczynać budowanie zbiorów od kupowania grafik i zdjęć. Zwłaszcza te drugie nie są jeszcze w Polsce wysoko wyceniane. Ale prognozy mówią, że ich ceny zrównają się z tym, jakie osiągają pracę zachodnich fotografików.
W Polsce doradztwo z zakresu art-bankingu prowadzi również BRE Bank. Pomaga swoim klientom tworzyć i sprzedawać kolekcje, kontaktuje ich z ekspertami, znawcami czy właścicielami galerii.