Sprzedaż telewizorów, które można podłączyć także do internetu, rośnie jak na drożdżach. W zeszłym roku Polacy kupili ok. 587 tys. takich odbiorników. W tym roku ich sprzedaż ma przekroczyć milion, a w przyszłym ma zbliżyć się do 1,5 mln sztuk.
- Ambicje producentów telewizorów mogą zmienić rozkład sił. Dotychczasowy podział rynku wyłącznie pomiędzy telewizję naziemną, satelitarną i kablową stopniowo zanika - uważa Teresa Wierzbowska z firmy Redefine, do której należy
telewizja internetowa Ipla.
Większość internetowych telewizorów trafia do nabywców z aplikacjami pozwalającymi oglądać nie tylko klasyczną telewizję, ale także wybrane programy na żądanie, udostępniane przez nadawców online. Aplikacje w telewizorach umieściły już największe stacje telewizyjne (TVP, powiązana z Polsatem Ipla czy TVN Player), internetowe serwisy wideo (np. Iplex.pl) oraz niektóre kanały tematyczne (m.in. AXN czy National Geographic Channel).
Polska firma 4VOD tworząca aplikacje telewizyjne szacuje, że łącznie jest ich na rynku już ponad 20. Możliwość dotarcia do telewidza za pośrednictwem sieci jest coraz istotniejsza, ale tę nową bramkę kontrolują już nie operatorzy kablowi i nie platformy satelitarne, lecz producenci telewizorów.
Pierwsze próby zaczęły się w 2009 r., gdy swoje aplikacje w telewizorach Samsunga umieściła Agora (wydawca "Gazety Wyborczej"), ale prawdziwy boom zaczął się pod koniec 2010 r., gdy w ciągu trzech miesięcy umowy z producentami telewizorów podpisali Ipla oraz Iplex (z Panasonikiem) i TVN (z
Sony).
Zdaniem Teresy Wierzbowskiej z Redefine nadawcy i producenci potrzebują się nawzajem. - Pomagamy im tworzyć ten rynek. Jesteśmy zdecydowanie na samym początku tego procesu, bo aplikacji jest wciąż niewiele - podkreśla. Wtóruje jej Tomasz Plata z TVN: - Producenci telewizorów są dla nas ważnymi partnerami. Potrzebują treści, a my chcemy dotrzeć do widza. Wspieramy się.
Ale z czasem producenci sprzętu będą mieli w rozmowach ze stacjami coraz większą przewagę. Nieoficjalnie niektóre telewizje przyznają, że już dziś w rozmowach z producentami coraz częściej chodzi o pieniądze. - Oni zaczynają myśleć o sobie w kategoriach operatorów kablowych. Na razie są to łatwe negocjacje, bo żaden z nich nie osiągnął masy krytycznej, ale gdy się okaże, że jedna firma ma milion podłączonych do internetu odbiorników, temat stanie się poważny - mówi szef sprzedaży jednej z telewizji komercyjnych.
Najbliżej tego celu jest Samsung, który na koniec tego roku chce mieć ok. 700 tys. sprzedanych odbiorników z możliwością podłączenia do internetu. I szacuje, że na koniec 2013 r. ta liczba wzrośnie do ponad 1,3 mln, a jego udział w rynku powiększy się z obecnych 38 do 45 proc. Ile ze sprzedanych dotychczas 587 tys. internetowych telewizorów jest faktycznie podłączonych do sieci? Z nieoficjalnych szacunków nadawców wynika, że ok. 30 proc. Ale ten odsetek będzie rósł.
Sam Samsung podaje, że na koniec zeszłego roku miał 160 tys. użytkowników, którzy podłączyli telewizory tej marki do sieci (to grupa osób, które przynajmniej raz ściągnęły jakąś aplikację na telewizor lub coś na nim z sieci obejrzały). W grudniu ub.r. liczba unikalnych, aktywnych w danym miesiącu użytkowników wyniosła niecałe 63 tys., w styczniu tego roku - prawie 72 tys.
- W umowie z każdym dostawcą treści na telewizory Samsunga jest klauzula, która mówi o tym, że jeśli firma decyduje się na jej komercyjne udostępnianie, siadamy do rozmów i ustalamy warunki podziału zysków - mówi Grzegorz Stanisz, kierujący w polskim oddziale Samsunga działem telewizorów i audio-wideo. Załóżmy, że Ipla pozyskuje przez telewizor Samsunga klienta, który będzie jej płacił abonament. Wówczas producent telewizorów mógłby zażądać prowizji. Jeśli klient zapłaci za obejrzenie filmu za pośrednictwem aplikacji zainstalowanej na telewizorze Samsunga (np. w iPlex.pl), producent też może takiej prowizji się domagać. Choć płatności to akurat w Polsce nisza. Dlatego Samsung proponuje też podział zysków z reklam.
- Z każdym prowadzimy rozmowy, na zasadach partnerskich. Rynek dopiero się tworzy - mówi Stanisz. I podkreśla, że Samsung chce podziału tego, co dostawcy treści zostanie na czysto po odjęciu kosztów. Co jednak i tak może utrudnić internetowym telewizjom dochodzenie do rentowności.
W lutym tego roku reklamy na telewizory Samsunga jako pierwsza włączyła do cennika firma At Media specjalizująca się w sprzedaży reklam w kanałach tematycznych, jak National Geographic, Comedy Central, Nickelodeon czy MTV. Ale akurat w przypadku Samsunga chodzi tylko o reklamy na iPlex.pl. Stawka? Średnio 15 gr za jedno wyświetlenie reklamy. To jednak na razie niewielka inicjatywa.
Poczynania takich firm jak Samsung, Panasonic czy Sony zmieniają nie tylko sposoby dotarcia do widza, ale też model biznesowy telewizji. Większość jej przychodów pochodzi z reklam i do tej pory ten strumień w całości płynął do kieszeni nadawców. Teraz ręce po te pieniądze wyciąga coraz więcej pośredników. Kolejnym mogą być operatorzy telekomunikacyjni, którzy powodzenie ekspansji telewizorów odczują we własnych sieciach. I - kto wie - być może sami zażądają opłat od takich producentów jak Samsung,
LG czy Sony.
W zeszłym roku burzę wywołał
T-Mobile, który stwierdził, że usunie (na życzenie klienta) reklamę mobilną w swojej sieci. Chyba że właściciele portali, sieci społecznościowych czy domów mediowych zrzucą się na rozbudowę sieci, dzieląc przychodami z reklam.