Banki spółdzielcze w Polsce to potęga. Rozsiane po całym kraju mają w sumie 3,8 tys. placówek, 7 mln klientów i łączną sumę aktywów 70,4 mld zł. W sumie odpowiadają nawet za 8 proc. sektora bankowego w Polsce.
Zgodnie z zaostrzonymi w wyniku kryzysu kryteriami muszą zwiększyć wielkość swoich funduszy podstawowych. A mogą zrobić to właśnie poprzez emisję obligacji na warszawskim rynku papierów dłużnych Catalyst, na którym można handlować obligacjami gmin, powiatów i spółek.
- Nasz kapitał to 50 mln zł, z czego 10 mln pochodzi z wkładów spółdzielców. Jednak mogą oni w każdej chwili wycofać swoje udziały. Dlatego 10-letnie
obligacje dają nam większe poczucie bezpieczeństwa - mówi prezes GBS w Barlinku Zbigniew Wielgosz.
To właśnie m.in. obligacje banku w Barlinku są od wczoraj notowane na giełdzie. Każdy inwestor może je kupić - wystarczy mieć rachunek maklerski. Oprocentowanie to 3,2 proc. + sześciomiesięczna stopa WIBOR, która wynosi teraz 4,78 proc.
W sumie na Catalyst notowane są już obligacje 24 banków spółdzielczych, co jest zaskoczeniem nawet dla samego prezesa giełdy. - Kto by się spodziewał, że spółdzielnie, które przecież nie kojarzą się z rynkiem finansowym, będą mocno obecne na
GPW - powiedział Ludwik Sobolewski, prezes giełdy.
W sumie na Catalyst obecnych jest już 80 emitentów, których obligacje warte są 32 mld zł. Ale początki nie były łatwe. W założeniu miało to być miejsce, gdzie inwestorzy mogą handlować obligacjami gmin, powiatów i spółek. Choć rynek we wrześniu skończy dwa lata, to przez pierwsze kilka miesięcy przyciągnął niewielu emitentów.
Powód? Banki nie do końca wierzyły w możliwości rozwoju tego rynku, bo przez długi czas brakowało mu płynności. Sytuacja zmieniła się w ubiegłym roku po zmianie regulaminu Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych, która uprościła rozliczanie obligacji korporacyjnych.
To dobra propozycja, aby oprócz inwestowania w akcje, czy
lokaty kupować obligacje korporacyjne. Jednak trzeba pamiętać, że obligacje te obarczone są większym ryzykiem kredytowym, bo dana firma, czy korporacja może zbankrutować. Ale z drugiej strony to większe ryzyko da się wycenić. Niekiedy obligacje takie dają 11 proc. zysku w ciągu roku, czyli prawie dwa razy więcej niż lokat bankowe - mówi "Gazecie" Krzysztof Rosa dyrektor ds. rynków kapitałowych Espirito Santo Investement Bank.