Premier podkreślając dobrą sytuację gospodarczą kraju poinformował, że deficyt budżetu państwa będzie w tym roku ok. 10 mld zł niższy, niż planowano w ustawie budżetowej.
Wyjaśnił, że piątkowe spotkanie Rady Gospodarczej miało "nadzwyczajny charakter", ze względu na "nadzwyczajne zewnętrzne okoliczności dotyczące światowej gospodarki". Tusk mówił, że źródła zamieszania finansowego leżą poza Polską, ale ich konsekwencje dotykają także Polaków i "budzą niepokój wszystkich mieszkańców Europy".
W piątek od rana indeksy giełdowe niemal na wszystkich parkietach świeciły na czerwono. Niemiecki DAX zniżkował o niemal 2,78 proc., francuski CAC o ponad 1,26 proc., brytyjski FTSE o 2,71 proc. Również amerykańskie giełdy zaczęły sesję od obniżek: Dow Jones stracił 1,63 proc., S&P500 2,66 proc., a NASDAQ 3,44 proc. Dodatkowo, analitycy JP Morgan obniżyli prognozy wzrostu
PKB w Stanach Zjednoczonych w trzecim kwartale o 1 pkt proc.
Na wartości stracił również WIG 20, który na otwarciu piątkowej sesji spadł o 4,74 proc. i wyniósł 2369,86 pkt. Na plus zaczął wychodzić dopiero po godz. 15. Niestety, chwilę później znów zniżkował i przed godz. 16 był na minusie 1,20 proc., a dzień zakończył stratą 1,91 proc.
Na rynkach walutowych nie było lepiej - tracił m.in.
złoty głównie do szwajcarskiego franka, który kosztował wcześnie rano nawet rekordowo drogo aż 3,75 zł, po godz. 18 złoty się lekko umocnił do 3,71 zł.
Rada Gospodarcza przy premierze będzie się zbierać, co tydzień, a nie co dwa tygodnie jak obecnie - poinformowała w piątek PAP zasiadająca w Radzie główna ekonomistka PKPP Lewiatan Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. Jak wyjaśniła, Rada ma obradować częściej, by móc szybciej reagować na ewentualne problemy na rynkach finansowych. "Co tydzień będziemy też przygotowywać na te spotkania opracowania dotyczące bieżących wydarzeń gospodarczych i aktualnej sytuacji na rynkach" - powiedziała.
Podkreśliła, że "polska gospodarka na tle europejskich rynków wygląda naprawdę nieźle". Dodała, że rośnie polskie PKB i
sprzedaż detaliczna, a
bezrobocie maleje.
"Rada Gospodarcza przedstawiła (...) analizę skutków działań, jakie podjęliśmy, jako rząd wiele, wiele miesięcy temu, by przygotować się na ciężkie czasy. (...) My ten czas wykorzystaliśmy, aby zgromadzić pewną rezerwę, pewne instrumenty, które uczynią państwo polskie bezpiecznym czy względnie bezpiecznym w tym ogólnoświatowym zamieszaniu finansowym" - powiedział premier.
Jego zdaniem, efektem tych działań jest m.in. stabilna perspektywa dla polskich papierów dłużnych.
Tusk stwierdził również, że Polska jest osadzona na solidnych fundamentach i jest gotowa na kolejne niesprzyjające fale, które mogą w najbliższych dniach nadciągnąć.
"Zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi odczuwa przedłużający się kryzys finansów świata i Europy, ale pragnę uspokoić wszystkich, którzy obawiali się o kondycję finansów państwa, że Polska jest osadzona na solidnych fundamentach. Jest gotowa na kolejne fale; należy się spodziewać, że najbliższe miesiące mogą być wciąż niestabilne w Polsce i na świecie. Polska jest na to przygotowana" - zapewnił premier.
Tusk ocenił, że polska sytuacja "jest nie najgorsza" w porównaniu z innymi miejscami w świecie.
Podobnie uważa prof. Witold Orłowski, członek Rady Gospodarczej przy premierze. Powiedział PAP, że polska gospodarka i waluta są oceniane, jako wiarygodne i nie należy podważać tej oceny nerwowymi działaniami. "Mamy mocne karty i nie powinniśmy tych kart sami osłabiać przez nerwowe ruchy" - podkreślił.
Tusk na konferencji ujawnił, że "Rada Gospodarcza bardzo wysoko oceniła fakt, że Polska swoje tegoroczne potrzeby pożyczkowe zrealizowała w 85 proc., to znaczy, że inaczej, niż w wielu innych miejscach na świecie, Polacy nie muszą obawiać się problemu niewypłacalności czy zaburzenia z płatnościami państwa wobec obywateli czy instytucji"."My tego typu nerwowych sytuacji nie będziemy musieli przeżywać" - zapowiedział premier.
W ocenie Orłowskiego ogromną wartością jest to, że polska gospodarka i waluta są wiarygodne. "Wprawdzie złoty osłabił się wobec franka, ale od dwóch lat pozostaje w zasadzie w stałej relacji do euro. Krótko mówiąc - nie następuje to, czego boją się wszyscy - że nasza waluta będzie podatna na jakieś straszne fluktuacje" - mówił profesor.
Według niego dobre oceny dla Polski to wynik uzyskania "dynamicznej poprawy w finansach publicznych". "Najwyraźniej jesteśmy na ścieżce do przywrócenia kontroli nad finansami publicznymi - w ciągu roku - dwóch" - ocenił. "Nie ma co podejmować żadnych dramatycznych decyzji" - podkreślił Orłowski.
W rozmowie z PAP analityk Matteo Napolitano z ośrodka badawczego Economist Intelligence Unit (EIU) podkreślił, że rentowność polskich obligacji była ostatnio niższa, niż hiszpańskich, stało sie tak pierwszy raz od 12 lat. "Niższa rentowność polskich obligacji dowodzi, że rynek docenia zabiegi fiskalnej konsolidacji prowadzone przez polski rząd" - powiedział analityk.
Premier podkreślił rolę tzw. elastycznej linii kredytowej w postrzeganiu Polski przez zagranicznych inwestorów. "Widzimy, że sytuacja jest bardzo dynamiczna w negatywnym tego słowa znaczeniu, dlatego tak ważna była decyzja, którą tak wielu kontestowało. Ta decyzja dzisiaj procentuje, decyzja najpierw o zaciągnięciu, a następnie przedłużeniu tzw. elastycznej linii kredytowej" - ocenił Tusk.
Przypomniał, że kilka miesięcy temu Polska przedłużyła i powiększyła tzw. linię kredytową do 30 mld dol. "Musieliśmy za to płacić, ale dzisiaj to jest jeden z fundamentów naszego państwowego finansowego bezpieczeństwa" - powiedział Tusk.
Elastyczna linia kredytowa, to jeden z instrumentów Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Mogą się o nią starać kraje o solidnych fundamentach gospodarczych, które prowadziły odpowiedzialną politykę w przeszłości.
Starczewska-Krzysztoszek także wskazuje, że dobrym zabezpieczeniem polskiej gospodarki jest elastyczna linia kredytowa MFW. "My nawet jej nie musimy wykorzystywać, ważne, że mamy taką możliwość i kiedy będzie trzeba, możemy po te pieniądze sięgnąć" - wyjaśniła.
Na koniec lipca z tytułu elastycznej linii kredytowej do dyspozycji Polski pozostawała cała kwota 19,166 mld SDR (jednostka przeliczeniowa MFW), czyli ok. 30 mld dolarów.
"Nikt z nas nie będzie udawał, że jest genialnym profetykiem i że wiemy, co zdarzy się w Stanach Zjednoczonych w Hiszpanii, we Włoszech, czy w dowolnym innym kraju, który dzisiaj przeżywa pewne kłopoty, czy wahania koniunktury" - mówił premier.
Jego zdaniem dotychczasowe działania rządu, pozwalają, by Polacy "mieli zaufanie, także dzisiaj, kiedy z niepokojem obserwujemy zdarzenia w różnych krajach świata".
"W Polsce żadnych niepokojących zdarzeń w tej chwili nie ma, chociaż wszyscy wiemy - i to jest powód do naszego niepokoju w ocenie tych zjawisk w świecie - że nikt nie jest izolowany. I że oczywiście, jeśli coś złego miałoby się zdarzyć w Stanach Zjednoczonych, to nie ma państwa na świecie, które by nie odczuło dotkliwie tego typu turbulencji" - podkreślił premier.
Zaznaczył jednak, że dla jego rządu nie jest ważne przewidywać przyszłości Stanów Zjednoczonych. "Dla nas jest ważne przygotować Polskę tak, aby była możliwie odporna na kolejne wstrząsy w światowej gospodarce" - powiedział szef rządu.
Rada Europejskiego Banku Centralnego (EBC) pozostawiła w czwartek podstawowe
stopy procentowe bez zmian. Szef EBC Jean-Claude Trichet wbrew oczekiwaniom rynku nie zapowiedział dodatkowego skupu obligacji zagrożonych kryzysem fiskalnym krajów np. Włoch. W efekcie euro straciło na wartości, podobnie giełdy, a frank zaczął drożeć.
Do decyzji EBC odniósł się obecny na piątkowej konferencji prasowej szef Rady Gospodarczej przy premierze Jan Krzysztof Bielecki. "Tak, jak mówi prezes banku szwajcarskiego - frank jest przewartościowany. Moim zdaniem, bank centralny Szwajcarii ma jeszcze instrumenty oddziaływania (...) na osłabienie franka do euro. (...) W tej sytuacji bardzo jest ważne, by nie podejmować żadnych gwałtownych ruchów" - powiedział Bielecki.
Ekonomista ING Banku Śląskiego Grzegorz Ogonek uważa, że silny frank szwajcarski może, "mieć dostrzegalne (...) przełożenie na sytuację Polski". "To kolejny, po przyspieszeniu inflacji czynnik, który wysysa siłę nabywczą pieniędzy gospodarstw domowych i konsumentów. Szacujemy, że umocnienie franka może być warte jedną dziesiątą (...) PKB" - powiedział.