Biznes Ludzie Pieniądze

Polska nie musi się obawiać

Dariusz Filar, Uniwersytet Gdański
08.08.2011 , aktualizacja: 09.08.2011 19:24
A A A Drukuj
Na tle dzisiejszej Europy i świata sytuacja Polski jest relatywnie dobra - mówił w piątek na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Gospodarczej przy premierze
Prof. Dariusz Filar
Prof. Dariusz Filar


Globalny rynek finansowy przechodzi przez kolejną fazę bardzo głębokich turbulencji. Lipcowe ostrzeżenie prezydenta Baracka Obamy, że w wyniku sporu między Republikanami i Demokratami o limit amerykańskiego zadłużenia część emerytów i pracowników może nie otrzymać swoich sierpniowych czeków oraz nieco późniejsze obniżenie ratingu USA jako kredytobiorcy, to wydarzenia, które mogą wywołać w światowych finansach przesunięcia o charakterze tektonicznym.

W takim otoczeniu zewnętrznym szczególnego znaczenia nabiera prawidłowa ocena stopnia stabilności finansowej własnego państwa i wyciągnięcie z tej oceny wniosków, które pozwolą na podejmowanie prawidłowych działań.

Będąc dalekim od idealizowania sytuacji, można stwierdzić, że na tle dzisiejszej Europy i świata sytuacja Polski jest relatywnie dobra.

Inwestorzy chcą naszych obligacji

Od początku 2011 r. dokonuje się dramatyczna przecena (wyrażająca się we wzroście rentowności) papierów skarbowych wielu państw europejskich - między styczniem i sierpniem rentowność 10-letnich obligacji portugalskich wzrosła o blisko 450 pkt bazowych, greckich - o 270 pkt, włoskich - o 150 pkt, a hiszpańskich o 80 pkt. W tym samym okresie rentowność obligacji polskich utrzymywała się na stabilnym poziomie, a w efekcie jej odchylenie od traktowanej jako punkt odniesienia rentowności obligacji niemieckich jest dzisiaj mniejsze nie tylko w porównaniu z Grecją, Portugalią, Irlandią czy Węgrami, lecz również Włochami i Hiszpanią. Zaufanie do polskich papierów skarbowych wyraża się nie tylko w ich stabilnej rentowności, lecz również w ich znaczącym udziale w portfelach inwestorów zagranicznych. Przez wiele lat zaangażowanie zagranicy w papiery polskie kształtowało się na poziomie zbliżonym do 70 mld zł (z lekkim spadkiem w 2008 r.). Od początku 2010 r. do chwili obecnej podniosło się ono z 70 do 150 mld i nie widać powodów, dla których miałby nastąpić w tym obszarze odpływ. Potwierdzeniem wiarygodności Polski jako kredytobiorcy są jej ratingi ze strony wszystkich trzech wiodących agencji (Moody's - A2, S&P - A-, Fitch - A-). Wszystkie agencje oceniają również, że perspektywy Polski są stabilne. Oceny te nabierają znaczenia na tle całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie w naszym najbliższym sąsiedztwie ratingami na poziomie A cieszą się jeszcze Czechy i Słowacja, natomiast zdecydowana większość państw musi się zadowalać ocenami w przedziale B.

Frank drożeje, ale nie tylko w Polsce

Ogromne emocje, zupełnie niepotrzebnie podgrzewane zresztą przez media, budzi osłabienie złotego wobec franka szwajcarskiego. Patrząc na zmianę kursu w relacji frank - złoty, nie wolno abstrahować od relacji frank - euro. Dzisiaj waluta europejska zmierza ku parytetowemu zrównaniu z frankiem szwajcarskim (aktualny kurs 1,08 franka za 1 euro), ale jeszcze na początku bieżącego roku kurs był zbliżony do 1,25 franka za euro - w okresie minionych siedmiu miesięcy euro straciło wobec franka około 14 proc. W tym samym czasie złoty osłabił się wobec franka z poziomu 3,18 zł za franka do poziomu 3,70 zł - strata również wyniosła 14 proc. Siła franka - ma ona zresztą wiele negatywnych skutków dla samej Szwajcarii, a także rodzi niebezpieczeństwa silnych wahań kursowych w przeciwną stronę w przyszłości, ale to temat do odrębnych rozważań - nie jest więc problemem polsko-szwajcarskim, lecz szwajcarsko-europejskim i szwajcarsko-światowym. Budowanie na podstawie tego fenomenu jakichkolwiek ocen stabilności złotego jest kompletnie nieuzasadnione.

Z punktu widzenia obrotów na rynku walutowym i funkcjonowania przedsiębiorstw prowadzących działalność na rynkach międzynarodowych najważniejszą walutą jest dla Polski euro (jej wagę w całości przeprowadzanych transakcji można szacować na 70-80 proc.). W stosunku do euro złoty cechuje się imponującą stabilnością. Widać to wyraźnie, gdy przestajemy się emocjonować krótkookresowymi wahnięciami kursu i patrzymy na jego zachowania w nieco dłuższej perspektywie. Kurs średni złotego wobec euro wyliczony dla ośmiu lat - a więc dla okresu rozpoczynającego się w ostatnich miesiącach przed przystąpieniem do Unii Europejskiej, a kończącego latem bieżącego roku - wynosi 3,92 zł za euro. Kurs notowany w ostatnich dniach, nieznacznie przekraczający 4 zł za euro, oznacza odchylenie od tej wieloletniej średniej zamykające się w przedziale 2-3 proc. Dla bardzo wielu krajów taka stabilność pieniądza mierzona stabilnością głównej pary walutowej może być wyłącznie przedmiotem zazdrości.

Banki mamy zdrowe

Wypada jeszcze wspomnieć o sektorze bankowym, który w skali świata był zapalnikiem wybuchu na rynkach finansowych. Wybuchu, którego następstw nie udaje się przezwyciężyć do dnia dzisiejszego. Zdecydowana większość banków polskich funkcjonuje na solidnych podstawach - są dobrze skapitalizowane, mają zapewnione stabilne źródła finansowania i wykazują w ostatnich kwartałach bardzo wysoką zyskowność. Nawet jeśli niektóre z banków będą musiały ponieść koszty dużego zaangażowania w kredyty walutowe, to odbije się to na ich wynikach finansowych, ale nie ich stabilności. Może to stanowić powód do zgryzoty dla akcjonariuszy, ale nie dla deponentów, którzy powierzyli bankom pieniądze i nie dla instytucji państwa, które odpowiedzialne są za stabilność systemu finansowego (NBP, KNF, BFG).

Bieżąca stabilna sytuacja finansowa państwa nie ukształtowała się w sposób automatyczny i bez zapewnienia odpowiednich podstaw. Rząd ma prawo wskazywać, że w niezwykle skomplikowanym okresie dla finansów globalnych, który nałożył się na okres jego kadencji (lata 2007-11), podjął przynajmniej kilka bardzo trafnych działań, które przynajmniej do chwili obecnej uchroniły Polskę przed znalezieniem się w sytuacji bez porównania mniej korzystnej. Do działań tych należało podniesienie poziomu gwarantowania depozytów bankowych w 2008 r. Stabilizujący efekt przyniosła także decyzja o sprzedaży środków z funduszy unijnych na rynku walutowym, gdy na początku 2009 r. wystąpiło niebezpieczne wahnięcie kursowe. Wspomagającą rolę odegrało przyjęcie elastycznej linii kredytowej MFW, a nawet podniesienie jej wartości w momencie odnowienia umowy. Ważne było przyspieszenie procesu prywatyzacji, bo przychody z tego tytułu zmniejszają potrzeby pożyczkowe państwa. Ogromne znaczenie miało wreszcie twarde przeciwstawienie się nawoływaniom opozycji z prawa i z lewa do głębszego podniesienia deficytu budżetowego na lata 2009-10.

Zachować spokój, informować

Ważniejsze od oceny już dokonanych kroków wydaje się jednak rozważenie, jaka jest właściwa postawa wobec rysującej się dzisiaj kolejnej fali zagrożeń. Relatywna stabilność, jaką cieszymy się w tej chwili, nie wymaga sięgania po jakiekolwiek środki nadzwyczajne. Pospieszne i nie w pełni przeanalizowane co do możliwych skutków ruchy mogą przynieść więcej efektów negatywnych niż korzyści. Dużo istotniejsze jest systematyczne kontynuowanie procesów już rozpoczętych: konsolidacji fiskalnej, prywatyzacji oraz jak długo to możliwe, intensywnego wykorzystania środków z funduszy unijnych.

Sens starań o ochronę polskiej stabilności finansowej jest dostrzegany za granicą - zarówno wśród inwestorów finansowych, jak i partnerów handlowych polskich przedsiębiorstw. Niestety, można mieć obawy, że znaczna część polskiego społeczeństwa wciąż nie w pełni zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkie zagrożenia rodzą się dzisiaj poza granicami kraju i jak duży może być jeszcze potrzebny wysiłek, by stawić im czoło. Stąd istotne jest zintensyfikowanie działań informacyjnych w tym zakresie - przetrwanie w ciężkich czasach nie jest osiągnięciem spektakularnym, co nie znaczy, że nie zasługuje na docenienie.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów