Dawno już jednak minęły czasy, kiedy byliśmy samotną zieloną wyspą na morzu recesji.
Polska wciąż należy do najszybciej rozwijających się państw Unii Europejskiej, jednak z kwartału na kwartał nasza pozycja jest coraz mniej imponująca. W II kwartale nasz wzrost wyniósł około 4 proc. PKB - to szacunek analityków, GUS swoje dane poda na koniec sierpnia. To daje nam najwyżej szóste miejsce w UE.
A ekonomiści przestrzegają: wzrost w Europie słabnie, więc i my będziemy rozwijać się coraz wolniej.
Wczoraj Eurostat podał, że tempo wzrostu PKB w II kwartale w całej UE wyniosło 1,7 proc. w porównaniu z 2,5 proc. kwartał wcześniej.
Najbardziej spektakularne spowolnienie stało się udziałem Niemiec - z 4,6 proc. do 2,8 proc. PKB.
- Konsumpcja w Niemczech nie jest już tak silna, słabo radzi sobie też sektor budowlany - mówi "Gazecie" Christian Ott, ekonomista banku Natixis we Frankfurcie.
- To było nie do uniknięcia, po tym jak wysoka inflacja przyhamowała popyt konsumentów amerykańskich. Stany są trzecim partnerem handlowym Niemiec, więc automatycznie firmy stamtąd zaczęły dostawać mniej zamówień - mówi Maria Drozdowicz-Bieć, ekonomistka z SGH.
A kolejnym oczkiem w tym łańcuszku jest Polska. Bo
Niemcy to nasz główny partner handlowy - wysyłamy tam aż jedną czwartą naszego eksportu. - Około połowa tego eksportu to części i komponenty dla niemieckich producentów eksportujących swoje towary dalej. Ta część jest bardzo wrażliwa na zmiany w niemieckim eksporcie - mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku.
Druga połowa naszego eksportu za Odrę odpowiada na zapotrzebowanie niemieckich konsumentów. A ci wcale nie chcą zwiększać swoich wydatków. - Wszyscy oczekiwali, że już od jakiegoś czasu konsumenci będą kupować więcej, ale ci pozostali niezwykle ostrożni. Mają się dobrze, wzrosły im pensje, spadło bezrobocie, ale uważają, że sytuacja jest na tyle niepewna, że wolą oszczędzać - wyjaśnia Pytlarczyk.
Gorzej mają się też kolejne kraje na liście naszych partnerów handlowych - Wielka Brytania, Francja,
Czechy czy Włochy. Wzrost gospodarczy przyspieszył tylko na Łotwie i w Austrii, ale z tymi państwami łączą nas słabe stosunki handlowe.
Ekonomiści od jakiegoś czasu wieszczą więc, że z naszym wzrostem gospodarczym będzie coraz gorzej. BRE Bank dołączył do grona tych instytucji, które obniżyły już Polsce prognozy gospodarcze: zamiast 4,2 proc. wzrostu w tym roku będziemy mieć tylko 3,8 proc.; a zamiast 4,0 proc w 2012 r. - tylko 3,2 proc. Wcześniej zrobił to już. m.in. Citi Handlowy i
BNP Paribas. Minister finansów Jacek Rostowski w ubiegłym tygodniu zapewniał, że na razie nie ma podstaw, by wątpić w 4-proc. wzrost PKB, który rząd wpisał w założenia do budżetu na przyszły rok.
- Gospodarka spowolni, bo nie tylko eksport słabnie. Firmy inwestują wciąż bardzo niechętnie, a my możemy pozwolić sobie na mniej z powodu znacznie wyższych cen żywności i kosztów utrzymania
mieszkania, a także wyższego kursu franka, który winduje raty kredytów hipotecznych - mówi Maria Drozdowicz-Bieć i przypomina, że dwa lata temu apogeum kryzysu udało nam się przetrwać dzięki budżetowi państwa, który pogłębił deficyt, ale pompował pieniądze w gospodarkę.
- Teraz takiego wsparcia nie będzie. Po wyborach rynki finansowe będą domagać się reform. A rząd będzie musiał ich posłuchać, bo będzie się bał, że będzie musiał płacić więcej inwestorom za ryzyko finansowania tego deficytu. W przyszłym roku będzie musiał sprzedać obligacje za 150 mld zł - wyjaśnia główny ekonomista BRE Banku.