Najważniejszym dziełem naukowym prof. Kurowskiego była napisana na początku lat 60. XX wieku
praca "Historyczny proces wzrostu gospodarczego". Dotyczyła historii rozwoju hutnictwa żelaza, ale można było ją odczytywać jako podważenie wyższości ustroju socjalistycznego nad kapitalistycznym. Kurowski był już wówczas osobą znaną. Był aktywny w 1956 roku, gdy środowisko ekonomistów zastanawiało się nad sposobami zreformowania gospodarki. "Na fałszywych podstawach oparty był stosunek do nauki radzieckiej - mówił na II Zjeździe Ekonomistów na początku 1956 r. - Bezkrytyczne przyjmowanie idei tylko dlatego, że powstały one w danym kraju, rodzi jeszcze jedną odmianę dogmatyzmu".
Ktoś "życzliwy" przyniósł szefowi PZPR Władysławowi Gomułce kilka cytatów z prac Kurowskiego i zaczęła się nagonka na profesora. Znalazł swoje miejsce w Instytucie Geografii PAN. Cenzura rzadko puszczała jego teksty. W latach 70. w prasie drugiego obiegu - "Opinii", "Głosie", "Drodze" - ukazywały się jego artykuły podpisywane pseudonimami.
Z opinią twardego opozycjonisty w naturalny sposób znalazł się w 1980 roku w gronie doradców "Solidarności". Ambicji politycznych Kurowski nie ukrywał. Publicznie mówił, że gotów jest "nosić przy Wałęsie tekę premiera". Na I Zjeździe "S" we wrześniu 1981 r. przedstawił program reformowania gospodarki, konkurencyjny wobec oficjalnego programu związku, którego głównym autorem był Ryszard Bugaj.
- Kurowski był bardziej radykalny niż ja - mówił po latach Ryszard Bugaj. - Ale był to radykalizm raczej w sferze działań politycznych niż koncepcji gospodarczych. Ja byłem zdania, że robotnicy nie powinni za dużo żądać, gdyż to tylko nakręca
inflację i szkodzi gospodarce. Kurowski - że takie roszczeniowe postawy uderzają we władze, więc je popierał.
W latach 80. Stefan Kurowski stworzył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim zalążek ekonomicznej myśli wolnorynkowej. Kierowana przez niego Sekcja Ekonomiczna KUL kształciła studentów według zachodnich programów i organizowała konferencje na temat zmiany ustroju gospodarczego w Polsce.
Jesienią 1988 roku, gdy wychodziłem z
mieszkania Stefana Kurowskiego, spotkałem na ulicy Leszka Balcerowicza. Młody wówczas ekonomista nie mógł trafić do mieszkania profesora mieszczącego się w budynku głęboko cofniętym w podwórzu. Wówczas wydawało mi się, że spotkanie tych dwóch ekonomistów jest jak najbardziej naturalne i że wkrótce obaj będą decydowali o polityce gospodarczej pokomunistycznej Polski. Po dwóch latach Kurowski był najbardziej zaciętym przeciwnikiem planu Balcerowicza. Uważał, że walka z
inflacją - zalecana przez międzynarodowe instytucje finansowe - doprowadzi Polskę do ruiny gospodarczej.
Przez jakiś czas doradzał coraz bardziej radykalnym, krytykującym politykę kolejnych rządów. W obszernym wywiadzie udzielonym w lutym 1999 r. zakwestionował swój życiowy dorobek: "Gdzieś od 1993 roku zacząłem tracić to poczucie satysfakcji, że ja coś zrobiłem; zacząłem coraz bardziej myśleć o tym, że działałem - można nawet powiedzieć - w sposób niewłaściwy, że się pomyliłem. (...) Doszedłem do wniosku, że należało zachować postawę neutralną, wejść na górę i patrzeć na walkę dwóch tygrysów ( ) Żaden z tych tygrysów nie może być traktowany jako sojusznik, jako ten ośrodek przyjaznych i dobrych elementów w działaniu społecznym, politycznym czy gospodarczym. Z tym tylko, że niebezpieczeństwo w obecnej sytuacji ze strony hegemona kapitalistyczno-liberalno-amerykańskiego jest większe".