Zagadka. Kto to napisał? "Zarządzanie środkami finansowymi [w polskiej administracji] jest nieefektywne, standardy usług publicznych i procedur ich świadczenia zmieniają się wolno i często nie są dopasowane do potrzeb obywateli (...). W konsekwencji stanowi to barierę rozwoju kraju, kształtuje niekorzystne relacje między organami państwa a obywatelami. (...) Często informatyzacja jest traktowana jako cel sam w sobie, a nie jako narzędzie służące upraszczaniu i doskonaleniu procesów obsługi obywatela."
To opozycja znowu krytykuje rząd? Nie, to rząd sam bije się w piersi w opublikowanym właśnie dokumencie "Plan Informatyzacji Państwa na lata 2011-2015".
Zdaniem ekspertów ta samokrytyka jest wyjątkowo trafna. Wiesław Paluszyński, ekspert Polskiego Towarzystwa Informatycznego: - W normalnej metodyce tworzenia systemów informatycznych po drugiej stronie stoi zawsze użytkownik. U nas w ogóle nie myśli się o drugiej stronie, czyli o obywatelu.
Tomasz Kulisiewicz, główny analityk firmy doradczej Audytel: -
Polska e-administracja jest wciąż jak koń weterynaryjny: widać na niej wszystkie choroby, na jakie może zachorować.
Pozory mylą Na pozór nie jest tak źle, np. w podatkach e-Polska już działa. Od 2009 r. możemy składać zeznanie podatkowe bez posiadania kosztownego e-podpisu. Efekt? W 2007 r. (e-podpis był jeszcze wtedy wymagany) przez sieć rozliczyło się... 310 osób, ale już w 2009 - 86 tys.! Rok temu e-PIT-ów było 320 tys. W tym roku niemal trzy razy tyle. Działa e-sąd, do którego od stycznia 2010 r. wpłynęło już 1,6 mln spraw, a 1,3 mln zostało rozpatrzonych. I w końcu - w czerwcu - uruchomiono tzw. profil zaufany, czyli indywidualne konto obywatela (takie jak na Facebooku) zakładane na rządowym portalu ePUAP. Umożliwia ono kontakt z urzędami przez internet, bez potrzeby posiadania podpisu elektronicznego (profil pozwala m.in. sprawdzić informacje w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców). Zdalnie założyć można też wreszcie firmę - w lipcu resort gospodarki uruchomił Centralną Ewidencję i Informację o Działalności Gospodarczej. W ciągu miesiąca z tej możliwości skorzystało 10 tys. osób, a dziennie firmę przez internet zakłada 700 osób. Poza tym 12 proc. Polaków "samospisało" się w Spisie Powszechnym przez internet.
- Skoro jest tak dobrze, to dlaczego w europejskim rankingu dostępności online do 20 podstawowych usług administracji jesteśmy na 19. miejscu w Europie? - pytają eksperci. I natychmiast sami odpowiadają: - Bo to, co my uważamy za nowoczesność, na świecie jest już pieśnią przeszłości.
- Mamy 25 mln ludzi wypełniających zeznanie podatkowe, z czego tylko 1 mln robi to elektronicznie - zaznacza prof. Wojciech Cellary z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. - Tak naprawdę reszta też wypełnia PIT - y elektronicznie, za pomocą programów dodawanych do gazet. Ale potem podatnicy te zeznania drukują i przynoszą na papierze do urzędu. Następnie miesiącami tysiące pracowników urzędów skarbowych wklepuje to, co już było w postaci elektronicznej, do swoich systemów elektronicznych. To swoisty Ogólnopolski Program Wklepywania PIT-ów! - podkreśla.
A przecież przykłady innych krajów pokazują, że można inaczej. - W Szwecji (w rankingu 1 miejsce) PIT jest wypełniany przez urząd skarbowy! U nas za szczyt informatyzacji uważa się umożliwienie wysyłania zeznań przez internet - dziw się Cellary.
Eksperci nie zostawiają też suchej nitki na profilu zaufanym.
- Sam profil to w założeniu dobre rozwiązanie. Ale kto się tam zaloguje, znajdzie różne wyrwane z kontekstu usługi w różnych rozrzuconych po Polsce miejscach: w niektórych gminach, niektórych powiatach, niektórych miastach, niektórych urzędach centralnych - narzeka Kulisiewicz. - O wtórnik dowodu rejestracyjnego pojazdu można przez ePUAP złożyć wniosek tylko w jednym starostwie powiatowym w całym kraju, o dopisanie do listy wyborców (przy całkowicie zinformatyzowanym rejestrze wyborców) można wystąpić tylko w 156 miejscowościach - zaznacza ekspert.
Zdaniem Wiesława Paluszyńskiego profil został wdrożony zgodnie z mentalnością analogowego urzędnika.
- W urzędach jest tak: przychodzę, biegam za pieczęciami od pokoju do pokoju, a na końcu któryś z kolei urzędnik mnie pyta, czy mam kwitek z pokoju X. Nie? To niech pan wróci z tym kwitkiem! Z profilem zaufanym jest identycznie: jak pan zakłada profil, przechodzi ileś etapów, a nagle system pyta: a ma pan konto na ePUAP-ie Nie? A to proszę wrócić i założyć to konto - mówi. Przykład skomplikowania systemu profilu zaufanego pokazuje eksperyment przeprowadzony zaraz po jego uruchomieniu.
- Pewna firma wzięła 100 osób i poprosiła, by założyły sobie konto na profilu zaufanym. Liczyła, ile osób i na którym etapie odpadnie (etapów jest sześć) i zniechęci się do zakładania profilu. Na 100 osób całość przeszła... jedna - śmieje się Paluszyński.
Nawet możliwość uczestniczenia w Spisie Powszechnym przez internet nie budzi podziwu znawców. - Nie czuję się oszołomiony nowoczesnością - przekonuje Tomasz Kulisiewicz z Audytela. Bo znowu jesteśmy daleko za innymi. - Dziewięć krajów w Europie, m.in.
Słowenia i
Austria, robi tzw. rejestrowe spisy powszechne. Po prostu Wielki Statystyk Kraju mówi: a teraz nadchodzi czas spisu, wciska guzik ENTER na komputerze i na ten dzień ściąga dane o obywatelach z rejestrów administracji - opowiada.
Dania pierwszy spis rejestrowy zrobiła w 1981 r.! Co ciekawe, w Polsce też byłoby to możliwe - administracja ma przecież 95 proc. danych. - Mimo to każe się obywatelom wypełniać formularze przez internet i jeszcze nazywamy to nowoczesnością - zaznacza Kulisiewicz.
Dlaczego nie możemy w Polsce zorganizować spisu rejestrowego? M.in. przez... bałagan w danych.
- Podczas ostatniego spisu rolnego i spisu powszechnego GUS tworzył specjalne oprogramowanie filtrujące błędy w rejestrach administracji. Okazało się, że pomyłki są nawet w najpopularniejszych imionach. Aż wierzyć się nie chce, że imię Stanisław może być w rejestrach zapisane na niemal 70 sposobów! - rozkłada ręce ekspert.
A szkoda, bo spis rejestrowy to konkretna oszczędność dla
budżetu - ostatni tradycyjny spis w Finlandii w 1980 r. kosztował równowartość 6 euro na osobę, a rejestrowy spis w 2000 r. - już tylko 20 eurocentów.