W większości wyszli rozczarowani. Usłyszeli hasła i obietnice, które zawsze pojawiają się przy takich okazjach. Że będzie prościej, łatwiej, przyjaźniej. Żadnej obniżki stawek, żądnych powszechnych ulg. Program to w większości zlepek różnych znanych od dawna propozycji. Ileż to już razy słyszeliśmy o zastąpieniu dwóch ustaw o podatkach dochodowych (od osób fizycznych, czyli zwykłych podatników oraz mniejszych firm, i od osób prawnych, czyli dużych firm) jedną, względnie objęcia wszystkich firm opłacających podatek dochodowy jedną ustawą. PiS ma już w "zaawansowanym stanie dopracowywania" dwa projekty ustaw - o VAT i o podatku dochodowym. Dziesiątki stosowanych dziś formularzy mają być zastąpione ledwie dwoma - jedna kartka do VAT, jedna do PIT. To tyleż fajne, co jednak mało realne, bo przeróżnych sytuacji podatkowych jest całe multum i jakoś muszą się one w formularzach odbijać. Jedną kartkę na rozliczenie PIT obiecywał przed laty ówczesny minister finansów
Leszek Balcerowicz. Nic z tego nie wyszło, ale oczywiście upraszczanie formularzy i ograniczanie ich liczby tam, gdzie się da, jest jak najbardziej pożądane.
Oczywiście ustawy podatkowe można próbować napisać prostszym językiem, ale dużo poprawić się tu nie da, bo podatki to po prostu skomplikowana materia. Dowodzi tego choćby taki fragment z projektu ustawy, który PiS pokazał dziennikarzom: "przychodami są wszelkie należne lub uzyskane przysporzenia podatnika podatku dochodowego będące skutkiem świadczenia powodujące rzeczywisty lub potencjalny [tu w projekcie brakuje słowa, pewnie chodzi o przyrost] jego mienia lub zmniejszenie zobowiązań albo brak uszczuplenia mienia wskutek poniesienia kosztu przez inny podmiot". Bełkot? Czasami musi być po stokroć gorzej. Ustawy o podatkach dochodowych były do tej pory nowelizowane w sumie jakieś 200 razy i należałoby je napisać od nowa. To znany postulat.
Dobry, choć przecież nie nowy pomysł, to wprowadzenie odpisów podatkowych dla przedsiębiorców, którzy inwestują (PiS chciałby, żeby odpis był od razu, całej inwestycji, a nie rozłożony na raty, na lata). I dla tych którzy są innowacyjni, tworzą nowe technologie. To zachęta dla firm do takich działań. Problem w tym, że takie odpisy kosztują. PiS to przyznał, ale nie powiedział, jaki będzie koszt tych zmian. Zapowiedział tylko, że ubytki uzupełni dodatkowymi wpływami wynikającymi, a jakże, ileż to razy już słyszeliśmy, z poprawy ściągalności podatków. System ma być więc mniej represyjny, ale ludzie mają się go bardziej bać i sumienniej oddawać fiskusowi to, co mu się należy. To się trochę kłóci ze sobą.
Nie tylko to. Na recenzenta swojego programu PiS wybrał byłego wiceministra finansów Witolda Modzelewskiego. To wybitny znawca podatków. Jednak na dźwięk jego nazwiska wielu przedsiębiorców do dziś zgrzyta zębami. Przed laty prof. Modzelewskiemu zarzucano w gruncie rzeczy ręczne sterowanie systemem podatkowym poprzez wysyłane do izb i urzędów skarbowych wytyczne złośliwie zwane listami pasterskimi. To profesor Modzelewski jest jednym z ojców ustawy o VAT, bez wątpienia najbardziej skomplikowanej ze wszystkich ustaw podatkowych. To w czasach jego podatkowych rządów ustawy miały masę ulg, wyłomów, furtek. Co chwilę wynajdywano w nich jakieś luki. Ich uszczelnienie, uporządkowanie trwało latami. Zalecenia pisane do urzędów przez ministra w końcu zastąpiono urzędowymi interpretacjami przepisów, o które przez lata zabiegali przedsiębiorcy. A Modzelewski został doradcą podatkowym z numerem licencji 00001. Teraz profesor, razem z PiS, stał się piewcą prostych przepisów.
Prezes Kaczyński skarcił w piątek w Krynicy rząd Tuska za to, że doprowadził do spadku dochodów
budżetu z VAT. Nie ma w tym winy kryzysu. Min. Modzelewski od dawna lansuje tezę, że to skutek złagodzenia przepisów. Chodzi o zniesienie tzw. 30-proc. sankcji VAT. Dopóki sankcja istniała od każdego wykrytego zaniżenia podatku, trzeba było oddać fiskusowi 30 proc. Do tego oczywiście jeszcze zaległy podatek, odsetki, a czasami także grzywnę. Sankcję zlikwidowano po tym, gdy Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że nie można podatnika karać za ten sam czyn dwukrotnie. Sankcją i grzywną. - Podatnicy przestali się bać VAT i mniej płacą - dowodzi Modzelewski.
Jak PiS wróci do władzy, zaczną płacić ze strachu? Przed prostymi, przyjaznymi podatkami? Oj, jak coś tu zgrzyta.