- Aby wydobywać
gaz łupkowy, najlepiej jest zeuropeizować standardy. W tej sprawie przedstawimy państwom członkowskim pewne propozycje, być może wiosną przyszłego roku - powiedział wczoraj komisarz UE ds. energii Günther Oettinger, który był we
Wrocławiu na posiedzeniu szefostwa europarlamentarnej frakcji Europejskiej Partii Ludowej (do której należą PO i PSL). Oettinger mówił też, że Komisja Europejska myśli o takich "standardach ochrony środowiska, aby umożliwić państwom członkowskim wydawanie koncesji w jasno określonych ramach prawnych". Komisarz tłumaczył to obawami ekologów.
Jego słowa wywołały poruszenie wśród polskich polityków, którzy obawiają się, że takie regulacje mogą utrudnić albo nawet zablokować eksploatację łupków.
A właśnie
Polska może mieć największe w Europie zasoby takiego gazu. Wiosną amerykańska rządowa Agencja Informacji Energetycznej informowała, że Polska może mieć w łupkach 5,3 bln m sześc. gazu - więcej niż potwierdzone zasoby gazu Norwegii. Ministerstwo Środowiska wydało już sto koncesji na poszukiwanie tego bogactwa.
Na dodatek już wiadomo, że w polskich łupkach jest gaz. W czwartek brytyjska spółka 3Legs Resources ogłosiła, że z testowego odwiertu tej firmy w Łebieniu na Pomorzu płynie gaz. Wykonano nawet specjalną próbę zapalenia tego gazu.
Zaskoczenie planami UE jest tym większe, bo - jak podał PAP - w lipcu dyrekcja generalna ds. środowiska KE zapewniała, że nie przygotowuje nowych regulacji dla
gazu łupkowego.
- Państwa członkowskie UE mają prawo do eksploatacji źródeł energii i uważamy, że obowiązujące już regulacje UE są wystarczające - powiedział wczoraj "Gazecie" minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz.
- Nie komentuję - powiedział nam o zapowiedziach Oettingera wiceminister środowiska, główny geolog kraju Henryk Jacek Jezierski. Przyznał, że resort środowiska nie miał informacji o pracach KE nad standardami dla łupków.
- Za zasłoną standardów można wprowadzić regulacje, które sprawią, że eksploatacja łupków stanie się nieopłacalna - uważa Tomasz Chmal, ekspert ośrodka analitycznego Instytutu Sobieskiego.
Gaz rozproszony w skałach łupkowych wydobywa się, wtryskując w nie mieszaninę wody i piasku, która uwalnia gaz. Dopiero od czterech lat tę innowacyjną metodę wprowadzono w
USA z wielkim sukcesem. Bo Stany Zjednoczone nie muszą już importować gazu, a 1000 m sześc. tego surowca w USA kosztuje teraz ok. 150 dol. - trzy razy taniej, niż Polska płaci za gaz z Rosji.
W mieszaninie wtryskiwanej w łupki jest do 1 proc. dodatków chemicznych i część ekologów obawia się, że mogą one skazić wodę. Amerykańscy gazownicy zaprzeczają, a obaw tych nie potwierdziły przedstawione w tym roku wyniki prac naukowców oponentów gazu z łupków.