Środowe wypowiedzi Gilowskiej i Glapińskiego zdecydowanie sprowadzają na ziemię tych inwestorów, którzy spodziewali się, że już niebawem RPP zacznie obniżać
stopy procentowe. Szef NBP Marek Belka przekonywał, że za wcześnie jeszcze, by o obniżkach myśleć. Tymczasem ostatnie wypowiedzi członków Rady wskazują, że być może cykl podwyżek stóp nie został jeszcze zakończony.
- Biorąc także pod uwagę skalę niepewności, rosnącą niepewność na globalnych rynkach, nie widzę obecnie żadnej przestrzeni do obniżek stóp procentowych - powiedziała Gilowska agencji Reuters.
- Jeśli
inflacja dalej uparcie będzie utrzymywać się na wysokim poziomie, opowiadam się bardziej za wzrostem stóp niż ich obniżeniem. Z pełną świadomością, że to może negatywnie oddziaływać na tempo wzrostu
PKB - wtórował jej Adam Glapiński w rozmowie z PAP. - Inflacja powyżej 4,0 proc. to jest najgorsze, co może być dla gospodarki. Walczymy o to, żeby inflacja przenoszona z zewnątrz nie rozlała się wewnątrz polskiej gospodarki - dodał.
To pierwsze komentarze RPP po tym, jak GUS we wtorek opublikował zaskakujące dane o inflacji w sierpniu. Analitycy spodziewali się, że utrzyma się ona na poziomie 4,1 proc., tymczasem tempo wzrostu cen przyspieszyło do 4,3 proc. Zdaniem części ekonomistów bankowych do końca roku obniży się, ale jedynie do blisko 4 proc. Tymczasem Rada ustaliła, że będzie utrzymywać inflację w pobliżu poziomu 2,5 proc.
Zdaniem Gilowskiej ten cel Rada osiągnie w połowie przyszłego roku.
Największe banki centralne na świecie prowadzą bardzo luźną politykę pieniężną, by wspomóc
wzrost gospodarczy i pomóc gospodarkom swoich krajów wydobyć się z kryzysu. - Uważam, że nie możemy prowadzić tak ofensywnej polityki pieniężnej jak
USA czy Europejski Bank Centralny. Nie jesteśmy w stanie prowadzić polityki bardzo niskich realnych stóp procentowych, bliskich zera, bo to by oznaczało, że blokujemy tworzenie oszczędności krajowych i osłabiamy skłonność do oszczędzania - powiedziała tymczasem Gilowska.