- Każdy, kto wsiądzie do pociągu, może się napić piwa. To może marginalny przykład, ale symboliczny. Dlaczego państwo zakazywało nam picia piwa w pociągu? Dlaczego można było to robić tylko w pociągach międzynarodowych? A co, Polacy są gorsi od Niemców albo Holendrów? O piwo w wagonach musiałem walczyć dwa lata - wyznaje Adam Szejnfeld, poseł PO i szef nadzwyczajnej komisji sejmowej "Przyjazne państwo".
Platforma, czyli zawiedziona miłość
Przedsiębiorcy nauczyli się już, że nie ma co się sugerować partyjnymi szyldami. To w końcu lewicowe SLD wprowadziło liberalną ustawę o swobodzie działalności gospodarczej, a posługujący się narodowo-lewicową retoryką PiS obniżył składkę rentową.
- Co najbardziej stresuje przedsiębiorców? Brak stabilności. Owszem, na świecie mamy kryzys. Ale cokolwiek by mówić o obecnej koalicji PO-PSL, w kraju jest dość stabilnie. Spokojnie. Obliczalnie - mówi Henryka Bochniarz, szefowa PKPP Lewiatan, organizacji zrzeszającej ponad 3,5 tys. firm, które zatrudniają w sumie ponad 600 tys. osób.
Przedsiębiorcy patrzą jednak na Donalda Tuska jak na zawiedzioną miłość. W Niemczech Hans-Peter Keitel, szef BDI, dużej organizacji biznesowej, może zadzwonić do kanclerz Angeli Merkel choćby i sześć razy dziennie. Merkel chce mieć blisko siebie ludzi mających wpływ na gospodarkę.
Premier Tusk z przedsiębiorcami się... nie spotyka. Takie spotkania w ciągu czteroletniej kadencji można by policzyć na palcach jednej ręki. Nie chce być kojarzony z biznesem? Boi się, że zdjęcia w objęciach polskich milionerów źle się skojarzą wyborcom? - Premier sam nie zajmuje się walką z biurokracją. Rozdał instrumenty innym i dyryguje orkiestrą - uważa Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.
Z przedsiębiorcami kontaktuje się wicepremier i szef resortu gospodarki Waldemar Pawlak (PSL). Do walki z biurokracją z ramienia PO na początku kadencji wyznaczyła dwie osoby: Janusza Palikota i Adama Szejnfelda.
Jak Wyżnikiewicz ocenia osiągnięcia koalicji w tym zakresie? - W skali 1-6 na trzy z plusem - twierdzi ekspert.
I to dość powszechna opinia w kręgach przedsiębiorców.
Będę ciął absurdy prawne maczetą
Kiedy Polacy po raz pierwszy zauroczyli się Januszem Palikotem? To był przełom listopada/grudnia 2007. Palikot nie wszedł do rządu. Na pocieszenie dostał zielone światło od premiera Donalda Tuska na stworzenie komisji do usuwania z prawa bubli. Szybko się odnalazł w tej roli. W wywiadzie dla "Gazety" grzmiał:
"Kto i dlaczego uchwalił tyle idiotycznych przepisów w Polsce? Jak posłowie w wolnym kraju mogli tworzyć absurdy, z którymi na co dzień mają do czynienia?".
Komentował: w Polsce nie ma ani jednego obszaru, gdzie jest normalne prawo.
I zapowiadał: - Będę ciął absurdy prawne maczetą, zbombarduję Sejm nowymi przepisami.
Tak o walce z biurokracją nie mówił wcześniej nikt. Wizję Palikota kupiło społeczeństwo, kupili dziennikarze, kupili też przedsiębiorcy, który po raz pierwszy mogli przyjść do Sejmu i przed komisją opowiedzieć, co ich boli.
Palikot na ich żale odpowiadał zazwyczaj krótko: Proszę przygotować projekt ustawy, która to zmieni.
- Pierwsza dwa lata rządów były zmarnowane - uważa dziś Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej, która łączy ponad 150 rozmaitych organizacji biznesowych. - Komisja "Przyjazne państwo" Palikota to było wielkie halo. Bardzo wiele się po niej spodziewaliśmy. Wsparliśmy komisję ekspertyzami, licząc, że coś zrobi. I co? Skończyło się na wielkim show.
Dziś nawet domena internetowa Przyjaznepanstwo.pl, którą Palikot wykupił w czasach świetności, jest na sprzedaż. Przekierowuje na stronę z porównywarką kredytów.
Dlaczego? Eksposeł, dziś lider Ruchu Poparcia Palikota, znudził się komisją mniej więcej po roku. Na dodatek zaczął go marginalizować duet Pawlak-Szejnfeld (wówczas wiceminister gospodarki). Oni mieli własne pomysły na walkę z biurokracją. Projekty PP zaczęły trafiać do sejmowej zamrażarki.
Na koniec 2009 r. pojawiły się oskarżenia, że komisja sprzyja lobbystom. Najpierw zły jak osa Tusk zablokował projekt ustawy ułatwiający dostęp do broni (napisała go posłom Fundacja Rozwoju Strzelectwa w Polsce). Później w Sejmie przepadł projekt ustawy o spalaniu odpadów medycznych. Szpitale miały używać do tego tzw. autoklawów. Ekspertem komisji, który zaproponował to rozwiązanie, był właściciel firmy sprzedającej autoklawy.